pasja

Wywiad: AWX2 Blog, bo blog to pasja

Posted on Updated on

Wywiad z Agnieszką Wereszczyńską, współautorką bloga architektonicznego blog.awx2.pl.

Agnieszka Wereszczyńska & Andrzej Wereszczyński (AWX2).
Agnieszka Wereszczyńska & Andrzej Wereszczyński (AWX2).

Blogi Firmowe: Skąd w ogóle pomysł, aby pisać bloga?

Agnieszka Wereszczyńska: Pomysł na takie miejsce w przestrzeni internetowej kiełkował w naszych głowach już od dawna. Jesteśmy architektami i nasza praca to nieustanne poszukiwanie najlepszej odpowiedzi na przestrzeń, którą mamy stworzyć. Sami każdego dnia poszukujemy inspiracji i dlatego ponad trzy lata temu postanowiliśmy zaryzykować i podzielić się tą pasją z innymi.

Powody do zaryzykowania były jednak jeszcze dwa.

Po pierwsze chcieliśmy w końcu mieć szybką możliwość pokazania naszym klientom rozwiązań podobnych do tych, które im proponujemy, zainspirować ich do podejmowania odważniejszych decyzji projektowych.

Drugi punkt był od początku naszym marzeniem, ale realizowany krok po kroku stał się motorem, który napędził całą blogową maszynę. Tym motorem jest nasza niezgoda na brzydotę przestrzeni wokół. I nie tylko tej realnej, ale także tej, którą od lat propaguje internet. Jako architekci nie możemy godzić się na to, że ludzie zamiast skupiać się na pięknie, budować go w sobie by potem nieść je dalej, wolą oglądać i krytykować źle zaprojektowaną czy zrealizowaną przestrzeń. Popularyzowanie negatywnych przykładów nie tylko nie wnosi nic nowego, ale też, a może przede wszystkim, buduje w ludziach przekonanie, że nie da się inaczej… Dlatego część swojej pracy przenieśliśmy na blog. Postanowiliśmy dzielić się swoim spojrzeniem na świat, pokazywać dobre przykłady, dawać wskazówki jak odmienić to, co już zostało popsute, lub zbudować coś nowego nie niszcząc przestrzeni wokół. Jednym słowem odkrywać, inspirować i edukować.

blog_awx2

BF: Czy prowadzanie bloga pomaga Wam budować relacje z potencjalnymi klientami lub partnerami biznesowymi?

AW: Tak, zdecydowanie tak. To środek, którym posługujemy się w relacjach z naszymi klientami. Często to specjalnie dla nich szukamy inspiracji czy piszemy kolejny tekst. Nie widać tego gołym okiem, ale odpowiednie osoby wiedzą, że właśnie dany wpis jest skierowany do nich ;)Tak było od początku. Teraz po trzech i pół roku istnienia bloga mamy dodatkowo kontakt z wieloma architektami, którzy nieśmiało przyznają, że pomagamy im w pracy, że inspirujemy nie tylko ich, ale także ich klientów. Dostajemy też często prośby o znalezienie konkretnego przykładu, innych rozwiązań na przestrzeń na problemy projektowe. Te relacje często przeradzają się w stały kontakt i to jest bardzo budujące 🙂 Dzięki blogowi poznaliśmy wiele bardzo sympatycznych osób, z którymi zbudowaliśmy relację nie tylko biznesowe, ale również prywatne.

BF: Czy Wasz blog ma jakiś stałych czytelników, komentujących? A może ma samych stałych użytkowników?

AW: Budujemy swoją społeczność pomału. To, co robimy nie jest zbyt popularne, choć dotyka w zasadzie każdego. Mamy grono zaprzyjaźnionych czytelników, którzy na różne sposoby pokazują nam, że są. Najwięcej ich znajdziemy oczywiście na Facebooku. To właśnie tam najszybciej i najczęściej reagują na nasze wpisy. Z roku na rok przybywa też osób komentujących na blogu. Może z czasem odważą się więcej wyrażać siebie, ale dziś wystarczy nam, że wiemy, że są 🙂

BF: Czy stosujecie jakieś mechanizmy angażowania użytkowników? Czy „po prostu” skupiacie się dobrych treściach?

AW: Jedynym mechanizmem, jaki stosujemy wobec naszych czytelników, bo tak wolimy ich nazwać, to czysta szczera chęć inspirowania ich do zmiany przestrzeni wokół. Robimy to tak jak potrafimy najlepiej. Każdy tekst to nasza subiektywna ocena, która nie jest żywą kopią tego, co można już znaleźć na dany temat w sieci, i może właśnie to przyciąga ich do nas. Może…:)

blog_awx2_hustawki_dla_dzieci

BF: Fotografie i grafiki odgrywają dużą rolę na blogu AWX2. Skąd czerpiecie materiały? Sporo zdjęć jest Waszego autorstwa. Skąd bierzecie na to czas?

AW: Fotografie to niezbędny element naszych działań. To nimi właśnie pokazujemy jak inni zaprojektowali, zbudowali i jak mieszkają w nowych, lub odmienionych przestrzeniach. Materiały, zdjęcia budynków, które pokazujemy czerpiemy z miejsc w internecie. Zawsze jednak podpisując źródło i autora danego projektu, dodatkowo linkując bezpośrednio na ich strony. Zdarza się jednak również tak, że kontaktujemy się bezpośrednio z autorami danej architektury. Wówczas przyjemność pokazania ich dzieła jest dla nas jeszcze większa, bo wspierana przez nich samych.

Zdjęcia naszego autorstwa pojawiają się zazwyczaj wtedy, gdy pokazujemy cześć swojej pracy, lub gdy na własnym przykładzie pokazujemy kolejne eksperymenty z przestrzenią, jakie co jakiś czas podejmujemy.

BF: Fotografia odgrywa na Waszym blogu duże znaczenie. Czasami można odnieść wrażenie, że prowadzicie fotobloga 😉 Czy próbujecie swoich sił również z wpisami wideo?

AW: Prowadząc blog o architekturze nie sposób robić tego bez architektury. Dlatego zdjęcia są naszym głównym elementem, którym chcemy „opisać” to, co chcemy przekazać. Jeśli natomiast chodzi o wideo, to na razie nie mamy takiej potrzeby, choć zdarzyło się kilka filmów, którymi pokazywaliśmy przestrzeń. Może to jest pomysł na kolejną serię wpisów, może to pytanie będzie naszą kolejną inspiracją 🙂

BF: Jakie wpisy ciszą się największym zainteresowaniem?

AW: Nasze działanie blogowe opiera się na pokazywaniu szerokiej palety architektonicznych rozwiązań, od drobnych przebudów po nowe ciekawe projekty. Zawsze jednak skupiamy się na tym, by nie były to inspiracje z tzw. wyższej półki, by były dostępne dla przeciętnego Kowalskiego. Na początku każdego roku podsumowujemy statystyki i pokazujemy, które wpisy w danym roku były najpopularniejsze. I właśnie one dają nam odpowiedź, że właśnie te projekty, których realizacja zamknęła się w realnych dla Polaków kosztach, cieszą się największym zainteresowaniem.

Zaczynając od detali jak : drewniane ogrodzenie czy nowoczesna pergola, na prostych, ale trzymających dobry poziom domach kończąc.

To, co nas cieszy najbardziej, to fakt, że czytelnicy coraz częściej rozumieją, że projektu domu nie należy szukać w kiosku czy katalogach firm sprzedających projekty gotowe. Odkrywają, że warto poszukać w sobie odpowiedzi, w jakiej przestrzeni będą czuli się najlepiej i razem ze swoim architektem stworzą architekturę pasującą do ich życia. Długie godziny spędzone na „wędrówce” po ponad 400 prezentowanych przez nas inspiracjach, są na to najlepszym dowodem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

BF: Czy czytacie inne blogi o architekturze? Czy są dla Was inspiracją, konkurencją, a może jednym i drugim?

AW: Tak, czytamy bardzo chętnie. Lubimy odkrywać spojrzenie na świat spisane ręką innych architektów. Śledzimy wiele blogów zagranicznych biuro projektowych, ale także pasjonatów architektury, których ku naszej radości jest coraz więcej. To zdecydowanie nie konkurencja, a inspiracja 🙂

BF: Czy blog pełni również funkcję edukacyjną? Czy czujecie misję, czy raczej edukacja to konieczny aspekt działania w waszej branży?

AW: Nasz blog to przede wszystkim edukacja. Najpierw odkrywamy, inspirujemy i edukujemy siebie, by potem przekazać to, co odkryjemy naszym czytelnikom. Chcemy, by szukali w sobie odpowiedzi jaka jest ich Strona Architektury. Ta misja wpisana jest w nasz zawód, dlatego nie odczuwamy tego, jako konieczność. To raczej wyróżnienie, które podarowane nam wraz z zaufaniem chcemy spełnić najlepiej jak potrafimy.

BF: Jakie są Waszym zdaniem 3 najważniejsze rzeczy przy tworzeniu bloga firmowego?

AW: Szczerość, pasja i chęć dzielenia się nią ze światem. Na tym zbudowaliśmy nasz blog. Szczerze piszemy o naszej pracy, która jest dla nas naszą pasją, a dzielenie się nią z innymi przyciąga do nas ludzi, którzy szukają odpowiedzi na pytania, które stawiamy na blogu.

BF: Czego należy unikać Waszym zdaniem pisząc blog firmowy?

AW: To wszystko zależy, w jakiej branży działamy. Ale pewne reguły są dla nas priorytetem. Przyświeca nam jedna zasada – niezależnie od tego czy piszesz blog prywatny czy firmowy – ważne by zawsze być sobą. Niczego nie udawać, nie naciągać niewygodnej prawdy, nie krytykować działań konkurencji, tylko skupić się na tym co dobrego my możemy dać naszym czytelnikom. To tak podstawowe zachowanie, niestety często wypierane przez pęd za podniesieniem w górę statystyk.

TARAS-DREWNIANY-52_awg_blog

BF: Co Was motywuje do pisania bloga? 

AW: Doskonale wiemy, że nie naprawimy świata. Ale dostajemy sygnały, że to co robimy ma wymierne odzwierciedlenie w przestrzeni, która dzięki pokazywanym przez nas przykładom staje się lepsza. I to jest dla nas dostateczna nagroda i motywacja by robić to dalej. Na początku blog był naszą odskocznią, dodatkiem. Potem stał się codziennością, teraz jest nieodłącznym elementem naszej pracy i już dziś nie wyobrażamy sobie, by poprzestać tylko na projektowaniu. Nieustannie mamy ochotę go rozwijać, pokazywać więcej, bo dziś wiemy, że to ma sens.

BF: Czy promujecie w jakiś sposób swojego bloga?

AW: Promowanie to może złe słowo. Tak użyte da tylko jedną odpowiedź – nie. Do tej pory nie stosowaliśmy żadnych zabiegów, które szerzej rozpropagowałyby nasz blog. Skupiamy się na aktywnym działaniu na naszych kanałach w social media: Facebook, Google+, Pinterest i innych. Na dzień dzisiejszy nam to wystarcza, ale niewykluczone, że chcąc dotrzeć szerzej kiedyś może pomyślimy o innym sposobie dotarcia do naszych przyszłych potencjalnych czytelników. Na razie skupiamy się na promowaniu dobrej architektury i wierzymy, że ona jest najlepszą promocją 🙂

Dziękujemy za możliwość podzielenia się naszym blogiem, naszą stroną architektury na łamach blogifirmowe.com 😉

BF: Dziękuję za odpowiedzi!

Podstawowe liczby, blog.awx2.pl (2011-2014)

  • 174 tys. użytkowników
  • 1,2 mln odsłon
  • 3,84 strin na sesję
  • średni czas sesji – 3 min. 50 sek.
Statystyki dzięki uprzejmości bloga AWX2.
Statystyki dzięki uprzejmości bloga AWX2.

 

Reklamy

Subiektywna typologia blogów firmowych

Posted on Updated on

W sumie przez te wszystkie lata pisania, mówienia, badania i analizowania blogów firmowych napatrzyłem się na tysiące najróżniejszych blogów. Rozmawiałem z dziesiątkami osób piszących blogi firmowe. Zwykle staram się podchodzić do tego tematu w sposób obiektywny i rzeczowy. Jednak tym razem pomyślałem sobie, że opiszę poszczególne podejścia do pisania blogów sposób jakościowy i subiektywny zarazem. Jak to bowiem napisał wieszcz „Czucie i wiara silniej mówi do mnie. Niż mędrca szkiełko i oko”.

I coś w tym jest.

Badania, analizy, case study’s i innego rodzaju „naukowe” patrzenie na blogi firmowe nie pozwala odkryć wszystkiego o ich naturze. Często również osoby piszące blogi w firmach mówią mi pewne rzeczy, które rzucają wiele światła na sytuację wewnątrz firmy. Czasami również prowadzę projekty w firmach i zwyczajnie doradzam im jak mają blogi pisać, jak wspierać czy zachęcać pracowników. Czasami jest i tak, że to zarząd trzeba przekonywać ;D

blogging

Oto zatem subiektywna typologia blogów firmowych:

  • „Krew, pot i łzy” – blogi pisane z pasją, czasem (lub często) wbrew „oficjalnym czynnikom” w firmie, które w przeciwieństwie do konsumentów nie czytają blogów. Zwykle młoda (wiekiem lub duchem) ekipa w firmie stara się ewangelizować organizację w wartościowej i rzeczywiście otwartej komunikacji z klientami. Często jest to jedyne miejsce w którym pracownicy odpowiedzialni za komunikację mogą się naprawdę „wyżyć”. Staną w obronie bloga, firmy, siebie nawzajem murem. Z drugiej strony – będa potrafili przynać się przed użytkownikami do popełnionych błędów i posypać głowę popiołem jeśli zajdzie taka potrzeba.
  • „SEO farma” – blogi których jedynym celem jest rzekomy wpływ na „lepsze pozycjonowanie” (whatever that means). Może i ilość klików jest rzeczywiście większa, ale to raczej użytkownicy „z łapanki” a nie wartościowi konsumenci. Zero komentarzy, za to nadmiar powtórzeń, wyboldowań, linków i w ogóle powtórzeń, bo powtarzanie przecież dobre jest. Jak widzę „blogi pod SEO” to odechciewa mi się korzystać z usług  firmy. Choć oczywiście nie jestem wrogiem SEO. Po prostu dobrze pisany blog (na tematy które interesują naszych odbiorców) sprawi, o dziwo, że użytkownicy sami zaczną chętnie do nas linkować.
  • „My, korporacja, Wy, internauci” – blogi, które zamiast pisać w pierwszej osobie, zawierają same newsy firmowe i wklejone treści komunikatów prasowych. Opcjonalnie: nagrody, wyróżnienia, statuetki w rękach  uśmiechniętego prezesa. W raporcie rocznym można będzie wypełnić rubrykę pod tytułem „Aktywność w social media”. Innymi słowy, było na checkliście do zrobienia. Jest. Mission accomplished.
  • „Dobre rzemiosło” – blogi regularne, wpisy podzielone na tematy, zwykle rzeczowe. Od czasu do czasu przeplatane postami „z życia firmy” mające postać: życzeń świątecznych (Mikołaj, Jajko, Dzień Kobiet, Halloween, etc., zdjęć z wyjazdów integracyjnych (opcjonalnie pracowniczych „luźnych sesji” zdjęciowych) czy wygłupów biurowych.
  • „Moja firma to moja pasja” – równie dobrze mógłby to być blog prywatny. Pisany z wyczuciem, zaangażowaniem, o każdej porze dnia i (zwykle) nocy. Zwykle przez szefa (właściciela). Praktycznie niespotykany w korporacjach.
  • „Wieści apostolskie” – blog niekoniecznie o firmie, ale pisany z zapałem ewangelisty. Zwykle tworzony przez firmę z nowej lub mało znanej branży, która stawia sobie za cel dotrzeć do szerokiej publiczności z możliwie encyklopedyczną informacją o temacie jakim się zajmuje. Bez względu na to, czy mowa o rurach giętych, nantechnologii czy wspomnianym SEO. „Każdy wpis walką o edukację rynku” – dlatego na takich blogach nie może zabraknąć, a wręcz jest to wymóg, wykresów, tabel, wyników badań, raportów czy jakiejkolwiek innej formy czy nośnika dla informacji, wiedzy, przekazu o Branży.
  • „Czy jest tu kto?” – zwykle to blogi prowadzone przez „admina”. Czasami nawet trudno się domyśleć jaka firma stoi za blogiem. Podobnie z czytelnikami – ciężko znaleźć jakiś ślad ich obecności na blogu. Blog, który „właściwie jest”. Admin wrzuca wpisy, bo nikt mu nie powiedział, że ma już nie wrzucać. Więc wrzuca.
  • „Lans&bounce” – czyli blog pod tytułem „jestesmy tacy fajni, że sami nie możemy w to uwierzyć”. Niestety zwykle czytelnicy również. Ilość samouwielbieńczych wpisów jest równa liczbie wpisów. Właściwie celem każdego z nich jest udowodnienie (po raz kolejny) tego, jak bardzo światu może brakować naszej firmy.
  • „Zemsta szefa” – blog pisany za karę. Zwykle przez panią Kasię. Ale zdarza się, że post musi „wrzucić” akurat ktoś, kto spóźnił się na ostatnie spotkanie i wpis okazuje się „odpowiednim wymiarem kary”. Jest to blog pisany dla sztuki (przez małe „s”). Wpis ma być. I jest.
  • „Agentura wylizana” – czyli blog prowadzony przez Agencję. Agencja wrzuca wpisy. Wpisy są ładne. Są ładne. Bo klient płaci. I wszyscy są zadowoleni. Tylko użytkownicy jakoś nie bardzo.
  • „MI6” – nawet jeśli wiesz, że blog prowadzi pewna agencja, to i tak trudno ci w to uwierzyć. Zwykle blogi lifestyle, ale też inne (np. kompetencyjne). Blog jest tak dobrze „podrobiony”, że staje się lepszy niż orginał. I wszyscy są zadowoleni (klient, agencja i użytkownicy). Takie blogi zwykle biorą się stąd, że klient „wie, że nie wie” jak prowadzić dobrego bloga i znajduje kogoś „kto wie”.
  • „Grupa wzajemnej adoracji” – czyli „pijemy sobie z dziubków”. Najczęściej jest to blog pisany, czytany i komentowany przez samych autorów (których jest zwykle kilku). W sumie całkiem fajna zabawa. Nikomu nie wadzi (nikt tego z zewnątrz nie czyta) a ćwiczyć można.

No dobrze, jest już późna godzina i kończą mi się pomysły. Może kiedyś rozszerzę tąę listę. Ale tak naprawdę chodziło mi o to, aby wskazać wzorce blogów z którymi się na co dzień spotykam. Naprawdę po kilku latach „obcowania” z ich najróżniejszymi odmianami można, na pierwszy rzut oka, z dużym prawdopodobieństwem, przypisać bloga do jednej z powyższych grup.

…Bloggerzy do roboty… [okiem jurora]

Posted on Updated on

Bacznym okiem

Pierwsze wrażenie… Masakra, tyle blogów do przejrzenia. Człowiek nie ma czasu w życiu na nic, a tu każą przeglądać dziesiątki stron, z których dosłownie kilka pokrywa się z Twoimi zainteresowaniami. No ale trudno. Trzeba to trzeba, nie przeskoczy się tego.

Otwieram po dziesięć zakładek, z czego najwyższą ocenę za wygląd uzyskuje ten, który się wyróżnia z tłumu. Tapety domyślne i inne podstawowe szablony są na ocenę 1!! Drodzy blogowicze, skoro już coś robicie, róbcie to porządnie. Nawet jeśli piszecie z prikazu szefa, to przy każdym blogu, można dodać coś od siebie, jakiś mały detal, który sprawi wam radość tworzenia, a czytelnik odniesie zupełnie inne wrażenia.

Najważniejsza jest treść!!! Piszcie z pasją, jeśli temat wam nie leży – oddajcie go komuś, kto się w tym specjalizuje. Nudnych, wyssanych z palca notek nikt nie będzie czytał. A czytelnik dwa razy nabrać się nie da, jak przeczyta trzy teksty, z których nie dowie się niczego ciekawego, które nawet zdjęciem nie przyciągną (bo go nie ma na przykład), to już więcej nie wróci

Często czy rzadko… To naprawdę nie ma znaczenia, jeśli macie dużo ciekawych newsów, dużo wciągających informacji do przekazania, piszcie nawet kilka razy w tygodniu, ale monitorujcie zainteresowanie… Czasami warto przetrzymać czytelnika w niepewności, żeby wyczekiwał nowego postu. Ale nie można pisać „o d** Maryni”, bo to nic nie wnosi. I odwrotnie: można zrobić jeden dobry post miesięcznie, ale to może odzwyczaić stałych czytelników od regularnego zaglądania i w końcu zapomną…

Ilość autorów… Jeśli firma jest jednoosobowa, to naprawdę nie ma konieczności umieszczania postów przez osoby trzecie. Ale gdy firma zatrudnia wiele osób i działa w różnych dziedzinach, to warto, żeby wypowiadali się specjaliści z każdej z nich. Daje to wrażenie większej rzetelności.

Ekspozycja… ważna rzecz. Nie myślcie drodzy bloggerzy, że zbłądzony internauta wejdzie na waszego firmowego bloga, jeśli informacja o nim, to maleńka zakładeczka z boku strony, albo jeszcze mniejszy odnośnik na dole. Jeśli ma być to wasze narzędzie do promowania marki – to musi błyszczeć, jak miliony monet i kropka. Nigdy wcześniej nie weszłam na bloga żadnej, ale to absolutnie żadnej firmy, bo po prostu nigdy mnie to nie interesowało. A takich osób jest dużo, dużo więcej. Jeśli chcecie, żeby ktoś was czytał – to go trzeba przyciągnąć i to nie suchym faktem, że blog jest. Jest… i co z tego? Jaką wartość duchową do życia waszych klientów on wniesie, ważna rzecz do przemyślenia.

Komentarze – czyli jak nas widzą, tak nas piszą. Nie ma lepszego wskaźnika popularności bloga od konstruktywnych komentarzy. Niestety drodzy bloggerzy – z tym miernie. Naprawdę niewiele było takich, gdzie liczba komentarzy byłaby większa niż jeden pod postem – ot zdarzały się – gł przy bankach, operatorach komórkowych i usługach pocztowych. Ale to normalne, bo człowiek w akcie bezsilności w starciu z instytucją, brzytwy się chwyta i odpowiedzi na pytania próbuje uzyskać również tam. Ale reszta… skoro nikt nie komentuje, to albo jest nuda jak flaki z olejem, albo nikt nie czyta. Czy to pierwszy powód – czy drugi, coś w funkcjonowaniu bloga trzeba zmienić.

Podsumowując: Kolorowe, multimedialne, pisane z pasją i z jajem. Te blogi mają szansę na bycie sztandarem dla swojej firmy. Reszcie brakuje ikry. Nie róbcie nic na siłę. Albo bierzcie się w troki i zmieńcie coś – promujcie bloga, zmieńcie bloggerów, formę treść – cokolwiek. Zacznijcie od małej zmiany. Albo pomyślcie czy nie wystarczyłby news na stronie głównej waszej firmy.

[Niniejszy wpis jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Wywiady i recenzje blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Radość i sukces [wywiad]

Posted on Updated on

Wywiad z Agnieszką Idziak – właścicielką sklepu Pikinini – More than toys oraz autorką bloga www.blog.pikinini.pl prowadzonego od listopada 2008r.

Magdalena Szott: Pikinini – more than toys. Już sama nazwa mówi, że to coś więcej niż sklep z zabawkami. Proszę nam powiedzieć skąd pomysł sklepu? Jak wyglądała pokrótce jego historia?

Agnieszka Idziak: Pracowałam w dużej korporacji, w zawodzie zgodnym ze swoim ekonomicznym wykształceniem. Jednocześnie jednak brakowało mi pola do realizacji swoich pasji humanistycznych. Chciałam tak wykorzystać swoje umiejętności, by móc przełożyć je na twórcze działanie zawodowe, które służyłoby też innym. W czasie zagranicznych podróży, zwłaszcza po Skandynawii, widziałam jak i czym bawią się tam dzieci. Tych zabawek brakowało i wciąż brakuje w Polsce, a wolny czas też spędza się tam trochę inaczej.  Chciałam przybliżyć ten styl życia również polskim dzieciom i rodzinom.

pikini

MSz: Jakie jest przeznaczenie produktów, które oferuje Pikinini?

AI: Zabawki, które selektywnie wybieramy do sprzedaży, mają być pomocą w czasie wspólnego spędzania czasu – gotowania, podróżowania, uczestnictwa w kulturze, ale też prac w ogródku czy sprzątania. Nie nastawiam się na szybki zysk, ale na systematyczne budowanie pozytywnego wizerunku firmy i relacji z klientami.

MSz: Dlaczego zdecydowała się Pani założyć i prowadzić bloga firmowego? Kiedy powstał?

AI: Na prowadzenie bloga, namówiła mnie agencja reklamowa, która projektowała stronę sklepu. Początkowo mocno wzbraniałam się przed tym, nie znałam blogowego świata, nie wiedziałam czy wystarczy mi zapału, tematów. Obawiałam się też konieczności dzielenia się swoją prywatnością z innymi. Przekonałam się jednak, że blog to najlepszy sposób na bliski kontakt ze społecznością internetową i klientami, jeden z najlepszych sposobów na promocję.

Dostęp do swojego prywatnego życia również można monitorować, ograniczyć do wybranego obszaru. Prowadzenie takiego bloga jak Pikinini, pozbawia sklep anonimowości i uwiarygodnia nasze wszelkie w nim działania.

Blog powstał dokładnie 2 lata temu, na kilka miesięcy przed uruchomieniem sklepu. Dość szybko pozyskaliśmy grono czytelników, którzy zaczęli dopytywać się też o to, kiedy rozpocznie się sprzedaż zabawek:)

MSz: Kto prowadzi bloga? Czy oprócz Pani ktoś jeszcze angażuje się czynnie w jego powstawanie?

AI: Blog jest prowadzony tylko przeze mnie. Pomocą służą mi przede wszystkim dzieci, które z przyjemnością angażują się w nasze działania. Jest to o tyle proste, że niczego w naszym życiu nie musieliśmy zmieniać. Wystarczy po prostu czasem opisać to, co robimy razem:) Niektóre wpisy były przygotowane przez moją siostrę, u której córki spędzają wakacje. Czasami zamieszczam też zredagowane relacje moich przyjaciół z innych krajów.

MSz: Pani wpisy są pełne prawdziwego zapału. Skąd Pani go czerpie?

AI: Radość czerpana z pracy, możliwość realizacji własnych zainteresowań i dzielenia swoich pasji z innymi – to motywy powstania firmy. Mam nadzieję, że przekładają się one na to co można przeczytać na blogu.

MSz: Jakie są założenia dotyczące częstotliwości ukazywania się wpisów?

AI: Staram się pisać jak najczęściej. Zazwyczaj udaje mi się napisać coś raz w tygodniu, choć czasami wpisy ukazują się nawet dzień po dniu.

MSz: Blog pisany jest w charakterystyczny, bardzo otwarty i ciekawy sposób. W jaki sposób dobiera Pani tematykę wpisów?

AI: Tematem bloga mają być różne aspekty dzieciństwa. To bardzo szeroki zakres, który daje możliwość zagłębiania się w różne dziedziny życia. Piszę o dzieciństwie w literaturze, o historii dzieciństwa, baśniach, dzieciach w sztuce, o tym jak żyją dzieci w innych krajach czy kulturach. Opisuję nasze podróże z dziećmi i wydarzenia kulturalne w których uczestniczymy. Podsuwam też pomysły na zabawy i wspólne gotowanie. Wszystko to wcześniej sprawdzam sama z dziećmi – w ten sposób realizujemy też razem swoje pasje i uczymy się wielu nowych rzeczy.

MSz: Firma cieszy się dużym zainteresowaniem w internecie. Mają Państwo ponad 250 fanów na Facebooku. Dlaczego zdecydowaliście się na wykorzystywanie social media?

AI: Społeczność internetowa i komunikacja przez media społecznościowe to niezwykle ciekawe zjawisko. Nie sposób go nie wykorzystywać do promocji firmy. W przeciwieństwie do płatnej reklamy, rekomendacje innych użytkowników sieci są obiektywne i przez to cenniejsze dla potencjalnych klientów. Pozytywna obecność firmy na Facebook’u, forach dyskusyjnych, blogach i portalach, świadczy o rzeczywistym statusie naszego sklepu i motywuje do dalszego rozwoju.

MSz: Co było największą przeszkodą lub wyzwaniem przed lub w trakcie prowadzenia bloga firmowego?

AI: Najtrudniej było mi przekonać się do samej zasadności prowadzenia bloga. Teraz jego prowadzenie sprawia mi już tylko samą przyjemność:)

MSz: Jak ocenia Pani projekt firmowego blogowania? Wiadomo, że trudno być sędzią we własnej sprawie, ale proszę o jak najbardziej obiektywną ocenę Pani bloga i całego procesu: z czym ma Pani najwięcej problemów, co stanowi wyzwanie, co Panią motywuje, kto Pani pomaga, oraz w jaki sposób?

AI: Prowadzenie bloga to radość i sukces. Dzięki niemu, logo i nazwa firmy Pikinini, zaistniały w ogromnej ilości miejsc: na blogach, portalach, stronach wydawnictw i firm organizujących warsztaty dla dzieci. Zostałam zaproszona do pisania artykułów dla kilku portali. Z jednym z nich – Dziecisawazne – współpracuję jako „zabawkowy” autorytet, organizujemy wspólne konkursy i działania promocyjne.

Motywują mnie komentarze na blogu, ale i czytanie go przez wielu ludzi, którzy nie zaznaczają na nim swojej obecności. Statystyki Google pokazują stale rosnącą liczbę osób, która tu zagląda.

Wiem też, że wielu naszych klientów wykorzystuje w swoim życiu blogowe pomysły, sięga po książki, które polecamy czy wyrusza śladem naszych wypraw. Informacje o tym są dla mnie niezwykle motywujące i dziękuję wszystkim, którzy o tym do nas piszą:)

Wyzwaniem była konieczność opanowania dodatkowych umiejętności, takich jak np. zaawansowana obróbka zdjęć, tworzenie prostych banerów czy kodowania html. Ciągle odczuwam potrzebę udoskonalania swojego warsztatu narzędziowego, choć nie odbieram tego jako problem, ale okazję do rozwoju.

MSz: Czy czasami ma Pani chwilę zwątpienia? Zdarza się, że zastanawia się Pani nad tym czy warto tworzyć tego bloga?

AI: Miewam chwile zwątpienia. W czasie konkursu na Bloga Roku 2009 organizowanego przez Onet, Pikinini znalazło się w pierwszej dziesiątce blogów wybranych w kategorii „Moje zainteresowania i pasje”. Spośród tej dziesiątki, juror konkursu, pan Robert Makłowicz nominował do nagrody 3 blogi, wśród których się nie znaleźliśmy. Przegraliśmy co prawda z miłośniczkami dopasowywania biustonoszy i kibicami koszykówki, ale wtedy przez chwilę pomyślałam nad tym, czy blog Pikinini jest jednak potrzebny i wart dalszego prowadzenia.

MSz: W jaki sposób udaje się Pani utrzymać kontakt z czytelnikami bloga? Jakie zabiegi Pani stosuje?

AI: Dla wszystkich, którzy do nas zaglądają, organizuję cykliczne promocje i konkursy, często współpracując z przy tym z innymi blogami czy portalami.

Do konkursu na najładniejszy wypiek z użyciem naszych foremek, zaangażowałam wiele osób prowadzących własne blogi. Wśród osób, które kupiły u nas foremki i przesłały zdjęcie swoich wypieków rozlosowaliśmy również mnóstwo nagród, a wszystkie zdjęcia są wciąż prezentowane na stronach. Niedawno, wraz z portalem Dziecisawazne.pl, zorganizowaliśmy konkurs na zdjęcie starej zabawki. Prezentowaliśmy je na Facebooku i na specjalnej blogowej stronie konkursowej, która już teraz rozwinęła się w osobny blog o starych zabawkach. Czasami uczestniczymy w ciekawych imprezach, gdzie można nas i nasze zabawki osobiście poznać.

MSz: Kim są czytelnicy bloga Pikinini? Czy ten blog sprzyja zawiązywaniu przyjaźni?

AI: Czytelnicy bloga to nasi klienci i autorzy prywatnych blogów. Zazwyczaj są to ludzie, którym zależy na dobrym wychowaniu dziecka. Wiedzą jak ważne jest to co dają swoim dzieciom, co im czytają i jak spędzają wspólny czas. Odkryłam też dużą przyjemność w kontaktach z autorami prywatnych blogów. Wciąż zaskakuje mnie ich różnorodność i pasja z jaką są prowadzone. Komentujemy nawzajem swoje wpisy, ale też uczestniczymy we wspólnych blogowych projektach takich jak wyzwania czytelnicze.

MSz: Jaki był największy błąd jaki popełniła Pani podczas pisania bloga, lub w trakcie przygotowań do jego założenia?

AI: Na szczęście nie zdarzył się żaden na tyle istotny błąd, by warto było o nim pamiętać:)

MSz: Co uważa Pani za największy sukces bloga, lub Pani jako autorki?

AI: Cieszę się, że prowadząc bloga, mam szansę i przyjemność pisać o swoich pasjach, rozwijać swoje zainteresowania i jednocześnie nie odbywa się to kosztem moich dzieci, a wręcz z pożytkiem dla nich.

Po urodzeniu dzieci ze zdziwieniem odkryłam, jak wiele kobiet upatruje czas wychowywania swoich maluchów jako duże ograniczenie realizacji swoich ambicji, zamyka się w dziecięcym pokoju.

Poprzez prowadzenie sklepu i bloga, staram się promować trochę inne spojrzenie na dzieciństwo. Chciałabym by nie było kojarzone jedynie ze schematyczną zabawą i powtarzalnymi czynnościami opiekuńczymi, ale byśmy pozwoli dzieciom nauczyć się żyć ciekawie, pokazali im perspektywę szerszą niż własny dom, a przy tym sami – jako rodzice – dobrze się bawili.

Mam nadzieję, że tak się dzieje i tworząc z innymi rodzicami pewną wspólnotę, drobnymi krokami zmierzamy w stronę sukcesu:)

MSz: Najważniejsza rada jakiej można by udzielić firmom myślącym o założeniu bloga?

AI: Jeśli ktoś chciałby prowadzić dobrego bloga, musi to robić z pasją, pisać systematycznie o tym na czym się zna lub co lubi, co może przynieść korzyść także jego czytelnikom.

MSz: Czy pisanie bloga zmieniło w jakiś sposób podejście w firmie do komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej, public relations? Jeśli tak lub nie, to dlaczego?

AI: Od momentu założenia firmy, największym zaskoczeniem były dla mnie ceny reklam prasowych. Większość artykułów w prasie dziecięcej jest też dostosowana do reklamodawców, a czytelnikom pokazuje się tak naprawdę niewielki wycinek możliwych rozwiązań i nowości rynkowych. Blog stwarza zupełnie nowe możliwości komunikacji, przybliża do potencjalnych klientów, umożliwia łatwiejszą informację o nowościach i promocjach.

MSz: Jakie są dalsze plany rozwoju bloga?

AI: Myślę, że blog będzie nadal prowadzony tak jak dotychczas. Rozwijają się jednak projekty z nim powiązane. Strony konkursowe i nowe blogi: blog o ogrodach: http://pikininigardens.blogspot.com/ i blog o starych zabawkach: http://starezabawki.blogspot.com/ Zupełnie nowym projektem jest strona firmowa poznandladzieci.pl , poprzez którą będziemy sprzedawać pakiety wycieczkowo – warsztatowe dla dzieci. Tę stronę będzie również wspierał osobny blog o Poznaniu. Powstaje więc poniekąd nasza własna sieć internetowa Pikinini:)

MSz: W notatkach często umieszcza Pani zdjęcia. Jakie powinno być zdjęcie umieszczone na blogu firmowym? Jakie rady dotyczące umieszczania materiałów multimedialnych mogłaby Pani dać innym blogerom firmowym?

AI: Dobre zdjęcie jest jednym z najważniejszych elementów bloga. Chciałabym nauczyć się dobrze fotografować by jeszcze bardziej uatrakcyjnić Pikinini. Na razie staram się tak dobierać materiał zdjęciowy do każdego wpisu, by niekoniecznie pokazać wszystko co możliwe, ale by raczej zwrócić uwagę czytelnika na jakiś szczegół, zaskoczyć czy poprzez zdjęcie, skłonić do zastanowienia. Warto korzystać również z możliwości dodawania krótkich ilustracji filmowych, utworów muzycznych – to wszystko zdecydowanie podnosi atrakcyjność przekazu.

MSz: Czy może Pan dać 5 najcenniejszych rad i 5 najcenniejszych ostrzeżeń jak prowadzić bloga (z Pani perspektywy, co działa a co nie)

AI:

– najważniejsze jest trafienie do właściwej grupy odbiorców i pisanie z pasją o tym co może ich zainteresować. Reszta to stała i systematyczna praca, poszukiwanie nowych inspiracji i pomysłów.

– należy unikać nachalnej i męczącej reklamy, co daje wrażenie skupienia jedynie na szybkiej chęci zysku i instrumentalnego traktowania czytelników.

MSz: Często, w kolejnych wpisach, odwołuje się Pani do swoich doświadczeń jako matki. Co się stanie z blogiem, jeśli firma w dalszym ciągu będzie świetnie prosperować, a dzieci dorosną? Skąd wówczas będzie Pani czerpać inspiracje?

AI: Dzieciństwo jest tak szerokim pojęciem, że pozostanie mi do opisania jeszcze ogromny obszar tematów, których teraz nie nadążam poruszać. Obserwuję też inne dzieci, zmieniające się mody na wychowanie, czytam wciąż nowe książki. To wszystko jest źródłem kolejnych, nowych inspiracji.

MSz: Dziękuję za rozmowę.

[Niniejszy wywiad jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Aktywny Smyk zachęca do ruchu [recenzja]

Posted on

Ruch to zdrowie! Zasada ta tyczy się nie tylko dorosłych, ale i dzieci. Kolorowe rowerki biegowe i tradycyjne, nietypowe hulajnogi, wygodne jeździki oraz całe mnóstwo innych cudów to asortyment, jaki można znaleźć w internetowym sklepie AktywnySmyk.pl. Posiada on swojego firmowego bloga, za pomocą którego można nie tylko wirtualnie „przetestować” wszystkie jednoślady, ale również dowiedzieć się co nieco o tym, w jaki sposób można zachęcić dzieci do ruchu na świeżym powietrzu.

Sklep AktywnySmyk.pl mówi o sobie, że jest jedynym miejscem w sieci, gdzie każdy rodzic ma dostęp do tak bogatego wyboru pośród rowerków biegowych. Ideą jego stworzenia była chęć zgromadzenia kopalni pomysłów na fajną zabawę dla rodziców, którzy chcieliby aktywnie spędzać czas ze swoimi dziećmi. Zabawa na rowerkach i innych gadżetach daje dzieciom szansę na naukę dobrych nawyków, by w efekcie wyrosły one na zdrowych, aktywnych i zadowolonych z życia dorosłych ludzi.

Szata graficzna bloga jest spójna z tą sklepową. Podobna czcionka oraz te same barwy sprawiają wrażenie spójnego i przemyślanego wizerunku. Inny układ strony pozwala jednak odróżnić internaucie – co jest blogiem, a co sklepem. Na blogu można znaleźć wiele ciekawych kategorii, których treścią są w duże mierze opisy i opinie na temat modeli rowerków, hulajnóg oraz rolek. Poza tym jest tam też miejsce dla porad co do sposobów spędzania wolnego czasu w ciekawej i aktywnej formie, recenzji poszczególnych produktów pisanych przez samych rodziców oraz doświadczonych ekspertów, którzy za każdym razem podkreślają obowiązek bezpieczeństwa maluchów na drodze. Twórcom bloga należy się uznanie za szczytny cel, jaki sobie sami obrali. Zależy im na tym, aby zabawy przy użyciu ich rowerków biegowych przynosiły wszystkim dzieciom mnóstwo radości i przede wszystkim, by były one bezpieczne. Zaufanie rodziców budowane jest na blogu poprzez rekomendacje i certyfikaty jakości oraz bezpieczeństwa sprzedawanych przez nich towarów.

aktywny smyk

Oprócz zaufania, na blogu panuje także atmosfera dobrego humoru. Kolejne wpisy utrzymywane są w duchu żartu, nie zapominając jednak o tym, że najważniejsze poza zabawą brzdąców, jest ich bezpieczeństwo. Zaletą bloga jest jego systematyczność. Zauważyłam, że nowe wpisy pojawiają się średnio co dwa dni. Choć blog istnieje zaledwie od ponad roku, w 2009 udało się jego twórcom zdobyć w konkursie piąte miejsce w kategorii Dojrzały Blog Firmowy. Ponadto atutem bloga są zdjęcia w bardzo dobrej jakości. Każdy produkt posiada wiele ujęć, które z pewnością stanowią udogodnienie dla niezdecydowanego rodzica. Kolejną rzeczą, która mi się podoba, to duże zaangażowanie AktywnegoSmyka.pl w działalność social media. Ich obecność jest widoczna m.in. na Facebooku, Twitterze, Blipie czy YouTube. Poza tym od niedawna blog posiada już opcję newslettera, dzięki któremu rodzice będą jeszcze lepiej informowani o nowościach w sklepie i na blogu.

Sądząc po ilości wpisów internautów, blog cieszy się dużym zainteresowaniem. AktywnySmyk.pl jest bardzo interaktywny. To idealne miejsce dla rodziców, którzy pragną podzielić się między sobą swoimi poradami i pomysłami co do wychowywania dzieci z pasją, zgodnie z zasadą: w zdrowym ciele, zdrowy duch. Zachętą do interakcji i zaangażowania internautów są częste konkursy na blogu. Dumni rodzice chętnie dzielą się filmikami i zdjęciami, na których ich małe pociechy z radością wymalowaną na twarzy bawią się i pokonują kolejne metry, jeżdżąc na swoich jednośladach.

Po analizie i lekturze bloga dosłownie nabrałam chęci na przejażdżkę rowerową. Żałuję tylko, że za moich dziecięcych czasów nie było tak fajnych i kolorowych jeżdżących gadżetów. Blog uważam za ciekawy, kolorowy, pełny interesujących treści i niebanalnych pomysłów. Uważam, że blog jako narzędzie PR w bardzo dobry sposób realizuje strategię i całą ideę sklepu AktywnySmyk.pl. Czytając kolejne wpisy, da się odczuć, że ich autorzy czynią to z prawdziwą pasją oraz, że naprawdę zależy im na dobrej zabawie wszystkich dzieci. Bloga AktywnySmyk.pl polecam wszystkim tym rodzicom, którzy pomimo braku czasu dla swych pociech, chcieliby inaczej spędzać wspólnie czas, niż siedząc z dzieckiem przed telewizorem.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]