Miesiąc: Kwiecień 2012

Blogi startupów – szybki ranking

Posted on

Jak prowadzą blogi młode firmy internetowe? Poniżej szybki ranking blogów polskich startupów. W sumie przejrzałem około 30 blogów z czego w miarę aktualnych było zaledwie… 12 blogów. Blogi oceniałem pod kątem następujących kryteriów

  • jakość tekstów (jakim są pisane językiem, czy firma stara się nawiązać kontakt z użytkownikami);
  • look&feel (wygląd bloga, dopasowanie stylu do profilu firmy, wykorzystywane na blogu narzędzia, ogólnie pierwsze wrażenie);
  • wideo (czy na blogu pojawia się wideo własnej produkcji);
  • komentarze (czy na blogu pojawiają się komentarze);
  • częstotliwość dodawania wpisów (według „prawideł blogowych” powinny być 3-4 tygodniowo [uwzględniając weekendy])

W każdej z kategorii można było uzyskać od 0 do 5 punktów. Najwyżej ocenione blogi otrzymały 11 punktów (na 25 możliwych), co pozostawia całkiem sporą przestrzeń do poprawy 😉

Najsłabszym elementem blogów startupów są komentarze (praktycznie ich nie ma). Dwa blogi dostały nawet punktu ujemne, za brak możliwości komentowania (sic!). Równie słabym punktem jest brak materiałów wideo (wpisy składają się wyłącznie z tekstów i obrazków). Najsilniejszymi stronami blogów firmowych prowadzonych przez startupy jest „look&feel” oraz teksty wpisów (choć w tym przypadku występuje spore zróżnicowanie pomiędzy poszczególnymi blogami). Kilka blogów prowadzonych jest w języku angielskim.

Oczywiście poniższy ranking ma charakter rozrywkowy. Trudno bowiem oceniać blogi dopiero co założone. Z drugiej strony może dzięki mojemu wpisowi poznacie młode firmy internetowe, a wśród, nich wzrośnie zapał do blogowania 😉

Najlepsze blogi to (łącznie 11 pkt):

blog.lookmash.com

blog lookmash

blog.youngolive.com

bog youngolive

blog.exlibri.pl

blog exlibri

Dobre blogi (łącznie 10 pkt.)

grupainspire.pl/blog
blog.zaplac.to
blog.sotrender.com

Takie sobie:

funfashion.pl/fashion-blog
planbudzetu.pl/blog

Hmm… (może blog to nie był najlepszy pomysł):

docwin.com/wpisy/blog
blog.caartoo.com
blog.espago.com
blog.asport.pl

Erotycznie i firmowo – jak pisać o seksie w pracy? Wywiad z twórcami bloga Kokieteria

Posted on

Dzisiaj porozmawiamy z twórcami bloga Kokieteria (kokieteria.pl), który zajął 2 miejsce w konkursie na Najlepszy polski blog firmowy roku w kategorii „blog młody” (edycja 2011). Blog prowadzony jest przez markę Obsessive, a na pytania odpowiada Anna Stankiewicz.

blog obsessive

Blogi Firmowe (BF): Sądząc po aktywności w komentarzach, użytkowniczkami Kokieterii są raczej kobiety niż mężczyźni. Może jednak panowie chętniej czytają i oglądają niż komentują? Jakie są Wasze doświadczenia w kwestii „dominacji” płci na blogu?

Anna Stankiewicz, Kokieteria (K): Nie możemy jednoznacznie stwierdzić, że wśród użytkowników odwiedzających nasz blog przeważają kobiety, chociaż taki wniosek sugerowałyby komentarze. Zmienia się to w zależności od tematu czy nawet pory roku. Dla przykładu w organizowanym przez nas konkursie na testerów bielizny Obsessive przychodzą zgłoszenia obu płci. Kobiety z natury są bardziej wylewne i lubią dzielić się swoimi opiniami, wyrażać swoje zdanie poprzez komentowanie wpisów.  Mężczyźni szukają w nich raczej inspiracji, aniżeli pola do wymiany poglądów.

BF: Część wpisów na blogu ma znaczek 18+. Czy takie wpisy cieszą się mniejszą czy większą popularnością od pozostałych?

K: Wpisy takie kierowane są do osób pełnoletnich i zazwyczaj dotyczą kwestii pozycji seksualnych. Ze względu na chwytliwy temat i ciekawość czytelników oraz częstotliwość wpisywania fraz związanych z Kamasutrą w wyszukiwarkę, wpisy takie są szczególnie popularne. Komentowane są natomiast umiarkowanie, bardziej zaspokajają ciekawość niż mobilizują do rozmów.

blog obsessive

BF: Jak duże znaczenie ma społeczność bloga dla sprzedaży internetowej?

K: Nasz e-sklep detaliczny pełni głównie funkcje wizerunkowe i w takim celu był tworzony. 80% naszej produkcji stanowi eksport. Ofertę kierujemy głównie do hurtowników, dlatego też nie traktujemy bloga jako elementu wspierającego sprzedaż naszego sklepu. Oczywiście zarówno czytelnicy bloga jak i fani z portalu Facebook.com dokonują zakupów w naszym sklepie. Otwarcie powiedzieć możemy, że blog służy nam do komunikacji z klientami, słuchania ich opinii, reagowania na potrzeby. Nasi czytelnicy tworzą także recenzje bielizny co zdecydowanie ułatwia nam prezentację modeli w kanałach polskojęzycznych i ułatwia wybór modeli pozostałym klientom. Jesteśmy przekonani, że prowadzenie bloga wpływa w sposób pośredni lub bezpośredni na decyzje zakupowe naszych klientów bezpośrednio u nas lub u naszych odbiorców hurtowych.

BF: Czy blog pełni również funkcję edukacyjną? Sądząc po części wpisów, poruszacie tematy związane z „elementarzem seksualnym”? Czy czujecie misję, czy raczej edukacja to konieczny aspekt działania w waszej branży?

K: Swego czasu stworzyliśmy koncepcję Kodeku Erotyki (kodekserotyki.pl), która miała na celu promowanie erotyki dalekiej od pornografii. Od samego początku czujemy się zobowiązani do edukowania Polaków w zakresie tematów intymnych, które często traktowane są jako tabu. Bliskość i relacje damsko-męskie są przecież czymś naturalnym i dotyczą większości z nas. Tworzenie wokół nich niepotrzebnej, pruderyjnej otoczki to sztuczność, którą sukcesywnie pokonujemy. Takie podejście wiąże się także z zainicjowanymi przez nas zmianami w postrzeganiu bielizny erotycznej sprzedawanej w butikach, a nie sexshopach jak to miało miejsce na początku. Jak widać po sieci sprzedaży naszych partnerów, idea ta świetnie się sprawdziła, zarówno w Polsce, jak i w ponad 40 innych krajach świata.

kodeks erotyki

BF: Wydawałoby się, że temat seksu jest dosyć hermetyczny. Jednak pod każdym wpisem na waszym blogu toczy się dyskusja pomiędzy użytkownikami. Jaki jest Wasz przepis na angażowanie konsumentów?

K: Przede wszystkim szczerość i otwarte prezentowanie różnych tematów. W tym co piszemy jesteśmy obiektywni i autentyczni. Bardzo dbamy o relacje z internautami i nigdy nie pozostawiamy ich pytań bez odpowiedzi. Wspomnianych wcześniej recenzji naszych produktów, pisanych przez internautów, nie cenzurujemy. Zależy nam na obiektywnych opiniach. Klienci często sami zgłaszają chęć napisania recenzji jakiegoś modelu bielizny i takowe nam przesyłają.

BF: Czy macie problem z niecenzuralnymi komentarzami, trollingiem czy innego rodzaju niepożądanymi treściami zamieszczanymi przez użytkowników? Jak sobie z nimi radzicie?

K: O dziwo nie. Obraźliwe komentarze możemy policzyć na palcach jednej ręki. Szybko na nie reagujemy.

BF: Czy macie jakiś stałych czytelników/komentujących? Czy „znacie się” już z osobami czytającymi bloga? Czy są to również klienci/klientki sklepu?

K: Tak, mamy grono wiernych czytelników, którzy są także aktywni w serwisach społecznościowych typu Facebook.com i wiemy, które to osoby aczkolwiek osobiście ich nie znamy. Obserwujemy zjawiska falowego zmieniania się aktualnie aktywnej grupy osób. Wiedzą, że doceniamy ich aktywność i są w stosunku do nas lojalni. Sami stali się ambasadorami naszych produktów.

blog obsessive komentarze

BF: Poruszacie się ciągle wokół tej samej tematyki. Skąd czerpiecie inspirację do pisania bloga, nowych tematów i podtrzymywania zainteresowania?

K: Tematyka erotyki i seksualności jest bardzo bogata, a cały czas powstają nowe zjawiska społeczno-kulturalne, o których warto pisać. Inspiracje czerpiemy z różnego typu mediów polskich i zagranicznych. Sugerujemy się także pytaniami kierowanymi do nas przez internautów.

BF: Ile osób prowadzi bloga?

K: Za prowadzenie bloga, pisanie i dobór tematów odpowiedzialna jest jedna osoba. Dodatkowo pojawiają się czasem posty pisane przez innych pracowników firmy.

BF: Jakie są Waszym zdaniem 3 najważniejsze rzeczy przy tworzenia bloga firmowego?

K: Autentyczność, zaangażowanie i otwartość na komunikację z internautami.

BF: Czego należy unikać Waszym zdaniem pisząc blog firmowy?

K: Unikamy używania oficjalnego języka i bombardowania czytelników informacjami firmowymi. Otrzymują jedynie komunikaty o nowych kolekcjach czy naprawdę ważnych wydarzeniach typu otrzymanie nagrody. Odradzamy traktowanie bloga jako dodatkowej zakładki „aktualności” lub „biuro prasowe” firmy.

BF: Dziękuję za rozmowę.

Blogi firm turystycznych – przegląd i przykłady

Posted on

Idzie długi majowy weekend. „Zaraz” po nim będą wakacje, wiec najwyższa już pora na plany wyjazdowe. Postanowiłem zatem przyjrzeć się temu, jak radzą sobie z blogowaniem firmy z szeroko rozumianej kategorii turystycznej. Poniżej zamieszczam kilka przykładów i przemyśleń o blogach firm związanych z wyjazdami i podróżowaniem.

Disney Parks Blog (disneyparks.disney.go.com/blog)

Czyli blog parków rozrywki Disneya. W całości poświęcony właśnie tej tematyce – opisom atrakcji w parku, poszczególnym sekcjom, ich „historii”, odwołaniom do postaci z filmów. Na blogu można również znaleźć porady dla odwiedzających (rodziców i opiekunów) oraz informacje przydatne podczas pobytu. Wszystkie wpisy wyposażone są obowiązkowo w fotografie lub materiały filmowe. Każdy autor piszący na blogu jest przedstawiony na fotografiach i jest znany z imienia i nazwiska. Na blogu zmieszczono również wytyczne dotyczące zamieszczania komentarzy oraz odniesienie do Warunków Korzystania.

Ciekawym rozwiązaniem na blogu jest zmieniająca się główna grafika nagłówka (fotografia). Dzięki temu rozwiązaniu zachowana zostaje spójność graficzna bloga przy jednoczesnym urozmaiceniu wyglądu (blog ma klasyczny, dwuszpaltowy układ).

Blog Disney Parks jest rzetelnie prowadzony, wpisy są zamieszczane regularnie, wzbogacane we własne fotografie i filmy wideo (w tym np. z przepisami kulinarnymi szefa parkowej restauracji). Społeczność bloga nie jest specjalnie aktywna, jednak każdy wpis posiada komentarze i udostępnienia na Facebooku czy w Google+.

disney parks blog

G Adventures Blog (gadventures.com/blog)

„The Looptail” to blog firmy turystycznej zajmującej się organizowaniem niestandardowych wyjazdów dla małych grup. Jak sami twórcy piszą na blogu jest on miejscem dzielenia się nie tylko inspirującymi tematami dotyczącymi wyjazdów, ale również fotografiami, muzyką czy kulinariami z całego świata. Mimo tej deklaracji, blog został podzielony na kilka konkretnych kategorii tematycznych: „Dookoła świata” (zawiera wpisy dotyczące przyrody i ciekawych turystycznie miejsc na świecie), „Przygody kulinarne” (nazwa mówi sama za siebie), „Fotografia podróżnicza” (jak poprzednio), „48 godzin w…” (wpisy będące przewodnikiem po miastach, sugerujące „jak zacząć” zwiedzanie/pobyt), „Wędrowcy” (o podróżowaniu pieszym), „Lekcje historii” oraz „Podróże ekonomiczne” (porady odnoszące się do poszczególnych krajów).

Blog G Adventures jest rozszerzeniem komunikacji firmy. Marka posiada całkiem pokaźną społeczność na Facebooku (230 tys. fanów) i Twitterze (43 tys. followers). Taka ilość zaangażowanych użytkowników nie przekłada się jednak na aktywność w komentarzach na blogu. Wpisy mają po kilka, zwykle lakonicznych komentarzy. Same posty nie są zresztą pisane w specjalnie angażujący sposób i nie zachęcają do interakcji. Największy odzew mają wpisy z miejsc do których firma zabrała swoich klientów.

Blog jest nowocześnie zaprojektowany, fotografie są dobrej jakości, wpisy są zamieszczane regularnie.

looptail blog

Ryder-Walker Blog (ryderwalker.blogspot.com)

Blog prowadzony od 2006 roku (respect). Ryder-Walker zajmuje się turystyką trekkingową. Podobnie jak G Adventures specjalizuje się raczej w organizacji małych, uszytych na miarę, wypraw.

Wpisy na blogu pisane są właściwie według jednego schematu – opisują najróżniejsze, mało znane, egzotyczne lokalizacje. Każdy wpis zawiera obowiązkowo fotografię. Zresztą, warto zatrzymać się przy tej kwestii dłużej, bowiem fotografie na blogu Ryder-Walker są chyba najciekawszym jego elementem. Zdecydowana większość z nich ma charakter autorski i nie pochodzi z płatnych czy ogólnodostępnych galerii. Pejzaże, widoki, ludzie wyglądają autentycznie, co niewątpliwie buduje klimat „wypraw” i nadaje charakter samemu blogowi. Co więcej, w zestawieniu z ascetycznym layoutem bloga, to właśnie zdjęcia przyciągają główną uwagę podczas jego „eksploracji”. Ten element bloga nie wydaje się przypadkowy – po kliknięciu w zdjęcia, otwiera się mini galeria na warstwie nad postem, co ułatwia zapoznanie się ze wszystkimi fotografiami wpisu. Mały detal, ale buduje większą całość. Jedyną wadą tego elementu bloga, jest relatywnie mała wielkość zdjęć (choć jakość jest wysoka).

ryder-walker blog

Aktywność użytkowników na blogu jest symboliczna. Niektóre wpisy mają 1 lub 2 komentarze lub kilka „Lubię to”. Firma posiada również kanał na Twitterze, jednak rzadko aktualizowany (raz na tydzień).

Autorzy dosyć rzadko sięgają po materiały wideo. Natomiast jeśli już to robią są to rzeczywiście autorskie filmy z wypraw, które warto obejrzeć. Jakość jest chyba najważniejszą cechą tego bloga. Widać, że twórcy przykładają dużą wagę do tego aby wszelkie materiały na nim zamieszczane spełniały określony, wysoki poziom. Takie podejście buduje przekonanie o tym, że podobnie wygląda organizacja wyjazdów oraz to, czego możemy się spodziewać decydując się na ofertę firmy.

ryder-walker blog

Kensington Tours (blog.kensingtontours.com)

Kensington Tours to kolejna w tym przeglądzie firma specjalizująca się w prywatnych wyjazdach turystycznych. Jednak oferta ta jest bardziej luksusowa niż opisywane wcześniej przykłady. Blog Kensington Tours jest rozbudowany narzędziowo i treściowo. Poza samymi wpisami posiada rozbudowany dział wideo (41 własnych filmów) oraz galerię fotograficzną na Flickr na której znajduje się niemal 6 tys. zdjęć. Fotografie są uporządkowane w kolekcje według kontynentów i państw, wewnątrz kolekcji znajdują się bardziej szczegółowe galerie. Firma posiada również konta na Facebooku i Twitterze (ta druga społeczność jest dwa razy większa, co jest typowe dla społeczności anglosaskich, gdzie Twitter jest znacznie bardziej popularny niż w Polsce).

Wydaje się, że aktywność użytkowników na blogu jest całkiem spora. Każdy wpis posiada komentarze, a niektóre z otrzymują ich nawet kilkaset (znalazłem nawet wpis z ponad 2000 „komentarzy”). System komentarzy jest jednak jedną wielką enigmą. Te, które są widoczne – to niemal sam spam. Podawana liczba „responses” na wpisy nie jest odzwierciedlona pod postami – komentarzy zwyczajnie nie widać (być może w tej liczbie zawiera się również ilość trackback’ów?). Ewidentnie psuje to pozytywne (pierwsze) wrażenie jakie buduje blog i poddaje w wątpliwość profesjonalizm firmy.

Co interesujące, wszystkie wpisy dodawane są przez „Admina”, nawet takie, w których ewidentnie wypowiada się konkretna osoba, np. znany podróżnik. Zdecydowana większość postów na blogu jest krótka (kilka, 2-3 zdaniowych akapitów). Częstą praktyką autorów bloga jest linkowanie bezpośrednio z wpisu do dedykowanej oferty na stronie firmy.

kensington tours blog

kensington tours blog

Polskie podwórko

Blog Qtravel (http://blog.qtravel.pl)

A właściwe agregator informacji o ofertach turystycznych. Nie znalazłem na tym „blogu” żadnego komentarza (sic!). Choć wpisy pojawiają się regularnie (co kilka dni) nie wywołują żadnej reakcji użytkowników. Być może powodem takiego stanu rzeczy jest to, że właściwie są to swego rodzaju „aktualności ze świata ofert turystycznych” (?). Na blogu nie ma treści autorskich, np. fotografii. Sporo wpisów to informacje o ofertach biur turystycznych, z którymi można przecież zapoznać się na stronach internetowych operatorów.

qtravel blog

Rainbow Tours – blog opuszczony (rainbow-tours.blogspot.com)

Prowadzony w latach 2007-2010, raczej mało regularnie (1 wpis miesięcznie). Same wpisy są zbiorem tekstów z różnych źródeł, od różnych autorów. Niektóre z nich są typowymi laurkami dla firmy, w stylu „Niech żyje nam prezes naszego klubu…” ;} (przykład poniżej). Nie wiem dlaczego firma „utrzymuje” taki blog w sieci. Może dlatego, że o nim zapomniała?

Rainbow Tours Blog

Podsumowanie:

  • branża turystyczna raczej „blogami nie stoi”, żaden z dużych podmiotów rynkowych nie prowadzi bloga;
  • znacznie częściej ciekawe blogi turystyczne prowadzą osoby prywatne, najczęściej podróżnicy (podobnie było w przypadku blogów ogrodniczych);
  • blogi firm turystycznych (przynajmniej te istniejące) opierają się na prezentacji destynacji i „atrakcji” turystycznych;
  • dużą rolę odgrywają fotografie i wideo;
  • znacznie częściej ciekawe, aktualne i komentowane blogi prowadzą firmy małe i średnie;

Jeśli znacie jakieś ciekawe blogi firm turystycznych, piszcie w komentarzach.

„Jak nie pisać o firmie na blogu firmowym”. Do tego po angielsku – wywiad: PayLane

Posted on

Dzisiaj wywiad z twórcami bloga firmy PayLane „Across the Board” (blog.paylane.com) – jednego z niewielu polskich blogów… pisanych po angielsku. Blog zajął 3 miejsce w konkursie na Najlepszy polski blog firmowy roku 2011 w kategorii „Blog młody”. Na pytania BF odpowiada Jan Makulec.

Jan Makulec

Blogi Firmowe (BF): Prowadzicie bloga od roku. Czy w tym czasie zmieniło się w jakiś sposób Wasze podejście/nastawienie do blogowania?

Jan Makulec, PayLane (PL): Z pewnością jest inaczej, chociażby przez zebrane doświadczenie. Podstawowe podejście pozostaje jednak bez zmian, a zaczynaliśmy od zadania sobie pytania „jaki blog firmowy sami byśmy czytali?”. Tak więc nadal staramy się zainteresować odbiorców czymś ciekawym albo nowym podejściem do znanego tematu. Może teraz, zdobywszy już nieco stałych czytelników, nieco śmielej wykorzystujemy blog jako kanał do promocji informacji o naszej firmie. Można to potraktować jako pewnego rodzaju „cenę”, ale mimo wszystko staramy się nie być zbyt nachalni i jeśli tylko możemy, to informacje o nas samych również próbujemy przedstawić możliwie atrakcyjnie (np. w postaci case studies).

BF: Czy czytacie jakieś inne blogi z branży finansów (lub innej), które są dla Was inspiracją?

PL: Niestety niewiele firm stara się łamać stereotyp branży finansowej i widać to też na blogach i serwisach tematycznych. Najłatwiej znaleźć pozytywne przykłady w przypadku konkretnych, wyspecjalizowanych usług, kiedy tworzona jest marka czy produkt (np. platforma do przyjmowania płatności abonamentowych) i zyskuje swojego bloga. Z najbliższego otoczenia tematycznego lubimy i często też polecamy wpisy z bloga firmy podobnej do naszej, ale działającej w Stanach Zjednoczonych – UniBul Merchant Sevices (blog.unibulmerchantservices.com)

BF: Jesteście jedną z niewielu polskich firm piszących blog w języku angielskim. Czy to sprawia dla Was jakąś różnicę w podejściu do blogowania?

PL: Zdecydowanie tak. Retoryka wygląda nieco inaczej. W anglojęzycznych tekstach można (a czasem należy) pozwolić sobie na pytania czy stwierdzenia, które u polskich czytelników mogłyby skutkować cokolwiek cyniczną odpowiedzią.

Pisujemy też wpisy czy artykuły gościnne i niestety zauważamy różnice w komunikacji między polską, a zagraniczną blogosferą. Uogólniając, za granicą spotykamy się w większą otwartością i życzliwością, linki zwrotne czy podpisy (tzw. bylines) są traktowane zupełnie naturalnie jako swojego rodzaju cena za dostarczenie treści wysokiej jakości. W Polsce jest nieco większa podejrzliwość, czasami wręcz niechęć.

Czasami obserwujemy jednak pewne „wyrównania” i zdarzają się celne, sceptyczne uwagi przy zagranicznych tekstach oraz typowe dla zagranicznych komentarzy słowa wsparcia czy gratulacje od polskich odbiorców. To dobrze, bo świadczy o tym, że polska blogosfera znajduje coraz więcej punktów styku z innymi.

across the board

BF: Jak dobrze rozumiem, Wasze doświadczenia z blogowania, pokazują, że ciągle w Polsce ludzie podchodzą podejrzliwie do firm, które starają się mówić o sobie?

PL: Po części można tak powiedzieć. Wydaje się, że jest więcej podejrzliwości, zdecydowanie częściej przeszkodą jest, że ktoś mniej lub bardziej zareklamowałby autora tekstu (podpisem czy linkiem zwrotnym), niż że jakość materiału jest zbyt niska lub niepasująca do danego serwisu. Niekiedy trzeba też sobie „wywalczyć” np. link zwrotny czy zachowanie formatowania. Powoli jest jednak coraz lepiej i dostrzega się, że w interesie firmy leży nie tylko bezpośrednia reklama, ale także ogólna edukacja rynku czy budowanie opinii znawców branży.

BF: Komentarze praktycznie nie pojawiają się na blogu, ale za to niektóre z wpisów mają po kilkanaście, kilkadziesiąt retweetów? Czy to specyfika anglojęzycznego użytkownika?

PL: Skłaniamy się bardziej ku tezie, że to specyfika naszych czytelników. Fakt, że ludzie polecają sobie wpisy z naszego bloga jest dla nas sygnałem, iż znajdujemy odbiorców, którym nasze wpisy podobają się na tyle, by chcieli się nimi dzielić. Również w bezpośrednich kontaktach chyba wszyscy członkowie naszego zespołu słyszą pochwały i dobre opinie – na targach, konferencjach, w kontaktach z potencjalnymi i obecnymi klientami itd.

Zapewne jest tu też trochę naszej winy – nie prowokujemy wyraźnie dyskusji. Być może nasi czytelnicy nie mają chęci zostawiać tylko komentarza w rodzaju „dobry tekst, podobał mi się” i odkładają to do czasu bezpośredniego kontaktu z nami.

BF: Czyli blog przekłada się na budowanie całkiem rzeczywistych relacji?

PL: W naszym przypadku – zdecydowanie tak. Otrzymujemy nawet zapytania ofertowe czy propozycje partnerstwa biznesowego wysyłane z poziomu formularza kontaktowego na blogu.

BF: Poruszacie się ciągle wokół  tej samej tematyki. Skąd czerpiecie inspirację do pisania bloga, nowych tematów i podtrzymywania zainteresowania?

PL: Tematykę mamy tak naprawdę dość szeroką. Już na początku stwierdziliśmy, że samymi płatnościami nie zdobędziemy ani nie utrzymamy czytelników, więc pozwoliliśmy sobie na krążenie po okolicznych dziedzinach. Tym bardziej, że poszczególne osoby zajmują się właśnie marketingiem, programowaniem, designem, prowadzeniem biznesu, obsługą klienta, social media itd. Łatwiej im zatem znaleźć temat i napisać o czymś, co pokrywa się z ich obszarem działania. A tematy zawsze się znajdują – jeśli nawet na świecie nie dzieje się nic, o czym byśmy chcieli wspomnieć, to mamy spore listy własnych przemyśleń i przygód. Jako firma rozwijamy się dość dynamicznie i dużo większym problemem jest wygospodarowanie czasu na kolejny wpis, niż znalezienie tematu 🙂

paylane blog

BF:Ile osób prowadzi bloga?

PL: Cały podstawowy skład naszej firmy, czyli obecnie 11 osób. Do tego 12 „osobą” jest nasz wirtualny kolega, Mr. Banks.

BF:Jakie są Waszym zdaniem 3 najważniejsze rzeczy przy tworzenia bloga firmowego?

PL:

  1. Dobre treści. Naturalnie w każdym przypadku może to oznaczać co innego, w zależności od profilu firmy, natury bloga itp. Jedni będą stawiać na treści edukacyjne, inni serwować świeże wiadomości z branży, oryginalne ujęcie czy komentarze do znanych tematów. Ważne, by czytelnicy czuli, że lektura wpisu była warta poświęconego czasu – drogi do tego są różne.
  2. Przyzwoitość, czyli uczciwość, szczerość, pamiętanie o tym, że po drugiej stronie też jest człowiek, a nie „kolejny klient do zdobycia” czy „osoba, która ma nam pomóc rozpropagować tekst”. Wpadkę można wybaczyć, ale intencjonalne naginanie takich zasadach chyba zawsze przyniesie ostatecznie negatywne skutki.
  3. Systematyczność, przy czym nie należy tego mylić z częstotliwością. Dobrze poznać publikę (lub umiejętnie ją zdobywać) i wiedzieć, czy oczekuje średniej na poziomie 1 czy 10 wpisów tygodniowo. Im większe zróżnicowanie tematyczne, tym więcej można publikować – nie wszyscy będą zainteresowani każdą z dziedzin. Bywa jednak, że ludzie chętnie czytają dany blog, ale potrafią odejść, gdy otrzymują za dużo treści. Nie mają dość czasu (subskrybują też inne strony) i wolą odciąć się zupełnie, niż frustrować wybieraniem treści itp. Każdy blog ma swoją specyfikę.

BF: Czego należy unikać Waszym zdaniem pisząc blog firmowy?

PL: Paradoksalnie – pisania o firmie, czyli czystej reklamy. Jak powtarzamy od samego początku, należy postawić się na miejscu potencjalnego odbiorcy. Kto i dlaczego miałby chcieć czytać o naszej firmie? Może gdy nas pozna, to znajdzie jakiś powód, ale żeby dać się poznać, trzeba przyciągnąć uwagę czymś innym. Dopiero oferowanie interesujących treści i pozytywne reakcje stanowią przepustkę do wykorzystania bloga jako kanału komunikacji firmy.

BF: Dziękuję za rozmowę.

Blogi firmowe – ogród, narzędzia, uprawy, czyli wszystko co wokół domu

Posted on

Wydawało by się, że ogród ze swoją różnorodnością zastosowań i pasji to idealny do zaistnienia w social media temat. Odpoczynek na świeżym powietrzu, pasja uprawiania, grillowania, mini placu zabaw dla dzieci – wszystko to łącznie z możliwością „bezproduktywnego” opalania się w ogrodzie, stanowi wręcz samonapędzający się materiał do angażowania konsumentów w mediach społecznościowych. Zwłaszcza kwestie związane z uprawą, utrzymaniem i zarządzaniem ogrodem są tematem wymagającym kompetencji – zatem idealnie nadają się do budowania pozycji firmy jako eksperta. Tymczasem blogi są traktowane po macoszemu przez liderów rynku. Znacznie lepiej radzą sobie mniejsze, lokalne firmy. Dzięki blogom tworzą wizerunek podmiotów o znacznie szerszej wiedzy i doświadczeniu niż znane marki.

Poniżej przegląd blogów firm związanych z kategorią „ogród”:

Praktiker Blog Węgry (praktiker.blog.hu)

Jedyny blog sieciowy jaki udało mi się odnaleźć. I choć nie dotyczy wyłącznie kwestii ogrodu, w dużej części, zwłaszcza w sezonie, porusza tą tematykę. Koncentruje się głównie na wpisach związanych z inspiracjami i prezentacją fotografii z ogrodów i architektury ogrodowej ze świata. Dosyć ubogi tekstowo, brak na nim praktycznych porad (czego można by się spodziewać po marce z taką nazwą) . Nie posiada właściwie żadnych oryginalnych treści stworzonych przez Praktikera (większość zdjęć pochodzi z sieci). Nie wiem do kogo skierowany jest ten blog, ale na pewno nie do entuzjastów ogrodów.

praktiker blog

Fiskars Polska Blog (ogrodblog.fiskars.pl)

Jedyny polski blog w zestawieniu. Co z jednej strony pokazuje jak bardzo niezagospodarowany (zupełnie jak ogród na wiosnę)  jest to jeszcze obszar. Z drugiej – nie wiem, czy jest się co cieszyć z tego „pierwiosnka”. Blog jest aktualizowany raz na miesiąc, co jak na bloga jest ilością zupełnie niewystarczającą. Zwłaszcza w sezonie wiosennym, kiedy w ogrodzie jest więcej pracy niż możliwości jej wykonania. Tym bardziej, że wpisy na blogu zostały podzielone właśnie ze względu na pory roku, a sam blog ma typowo ogrodowy image.  Komentarzy na blogu praktycznie nie ma. Ostatni jaki znalazłem pochodzi z 2011 roku.

Dziwi takie podejście do bloga przez Fiskars. Zwłaszcza, że marka prowadzi całkiem ciekawy blog anglojęzyczny w innej kategorii produktowej – fiskarscraft.typepad.com/my_weblog.

fiskars blog

Hozelock Blog (blog.hozelock.com)

Czyli blog firmy wyspecjalizowanej w produkcji sprzętu nawadniającego do ogrodu. Blog jest zintegrowany ze stroną firmową. Wpisy na blogu pojawiają się regularnie. W sezonie nawet co 2-3 dni. Dotyczą porad w prowadzeniu ogrodu, radzenia sobie z nietypowymi układami ogrodów, doborem roślin, itp. tematami. Wpisy są rozbudowane, nazwy roślin podawane są po łacinie (co jest sporą zaleta, ponieważ te same rośliny mają często nawet w Polsce różne nazwy regionalne). Praktycznie każdy wpis zawiera fotografie, zwykle jest ich kilka. Treści i fotografie są tworzone przez firmę. Widzimy zatem „prawdziwy ogród” a nie jego cukierkową wersję. Sprawia to, że treści na blogu są znacznie bardziej wiarygodne. Jedyną wadą bloga jest brak komentarzy. Jednak wpisy zamieszczane na blogu mają raczej charakter porad i nie stanowią specjalnego punktu do dyskusji.

Blog jest tworzony profesjonalnie. Można odnieść wrażenie, że głównym celem jego prowadzenia (biorąc pod uwagę sytuację z komentarzami) nie jest budowanie społeczności, ale raczej pokazywanie, że firma wie, rozumie i zna się na ogrodnictwie. Co nie jest takie oczywiste jak mogłoby się wydawać (vide – blog Praktikera czy Fiskars).  Nie jest to natomiast blog pisany dla pasjonatów, czy przez pasjonatów.

Marka posiada również kanał na Facebooku, zintegrowany z blogiem (tam właśnie polecane są poszczególne wpisy z bloga), kanał na YouTube z prawie setkę filmów (głównie produktowych) kanał na Twitterze (aktualizowany co 1-2 dni) oraz galerie produktową na Flickr. Zatem lekcja odrobiona.

hozelock blog

Allotment Blog (blog.gardening-tools-direct.co.uk)

Czyli blog internetowego sklepu z narzędziami ogrodniczymi. Blog pisany jest przez pracowników centrum ogrodniczego i sklepu. Koncentruje się na praktycznych aspektach prowadzenia ogrodu i upraw. Wszystkie wpisy zawierają autorskie zdjęcia, opisy, przykłady sadzenia czy innego rodzaju porady „jak zrobić to samemu”. Na blogu pojawiają sie nawet przepisy kulinarne, na „wykorzystanie” upraw (w końcu sadzimy i pielęgnujemy warzywa po to aby je ze smakiem zjeść).

Blog prowadzony jest od 2007 roku (czyli tyle samo co blogifirmowe.wordpress.com 😉  Wpisy są dosyć wyczerpujące, choć najważniejszą treścią bloga są niewątpliwie fotografie. Blog jest aktualizowany kilka razy w miesiącu (5-6 wpisów). Komentarze na blogu również się pojawiają. Widać, że nie wszystkie wpisy wywołują odzew, ale średnio co drugi wpis ma od 2-6 komentarzy.

Niewątpliwie blog tworzony jest parzez fachowców. Same wpisy zawierają często indywidualną perspektywę autora i są pisane w pierwszej osobie. Autorzy żyją pracą z uprawami, dzielą się z czytelnikami własnymi pomysłami, pojawieniem się nowalijek i swoimi prywatnymi opiniami.

allotment blog

Gardener’s Journal Blog (blog.gardeners.com)

Kolejny blog  lokalnego centrum ogrodniczego z Intervale w stanie Vermont. Firma jest własnością pracowników i żyje ze sprzedaży internetowej i wysyłkowej. Na stronie internetowej posiada rozbudowane działy pomocy oraz możliwość konsultacji z ogrodnikiem przy dokonywaniu zakupów. Gardeners Supply Company posiada 29 tys. fanów na Facebooku.

Sam blog ma klasyczny, można wręcz powiedzieć tradycyjny układ. Wpisy na blogu pojawiają się średnio raz w tygodniu i obowiązkowo zawierają fotografie. Część z nich zawiera wtyczkę Flickra z galerią zdjęć. Sama galeria na Flickr jest dosyć rozbudowana, zawiera uporządkowanie w galerie tematyczne zdjęcia (małe ogrody, ogrody we wnętrzach, ogrody zimowe, tropikalne, itp.

gardeners blog

gardeners flickr

Gardener’s Journal Blog zamieszcza podobne, poradnikowe wpisy jak powyżej opisywane blogi. Tym, co go wyróżnia na tle innych jest nastawienie na akcje społeczne (zarówno te lokalne jak i ogólnokrajowe). Sporo wpisów na blogu poświęconych jest tego typu akcjom. Na blogu można też znaleźć wpisy związane z produktami dla ogrodu. Dotyczą one jednak raczej dodatków ułatwiających czy też rozszerzających możliwości pasjonatów niż podstawowych narzędzi ogrodniczych. W tym sensie blog nastawia się na promowanie określonego stylu i podejścia do życia, którego zamiłowanie do ogrodu i natury jest integralnym elementem.

Podsumowanie:

  • temat ogrodów jest niezwykle pojemny, jednak duże marki nie radzą sobie z prowadzaniem blogów dotyczących tego segmentu rynku;
  • znacznie ciekawsze, merytoryczne i rozbudowane blogi prowadzą małe firmy zajmujące się bezpośrednio sprzedażą produktów, w tym sadzonek czy nasion;
  • zwykle blogi te prowadzone są przez osoby bezpośrednio odpowiedzialne za wykonywanie prac ogrodniczych;
  • kluczową rolę na blogach ogrodniczych odgrywają oryginalne zdjęcia i poradnictwo;
  • brakuje blogów dla początkujących, które umożliwiałby wprowadzenie w tematykę upraw osób niezaawansowanych;
  • blogi związane z ogrodem nie poruszają właściwie innej niż „uprawowa” tematyka (np. rekreacja, zabawa, czas wolny);

„Przypadkowo dobry blog” – wywiad: Marta Zawierta z Rupieciarni

Posted on Updated on

Dzisiaj rozpoczynam tradycyjny cykl wywiadów z twórcami blogów wyróżnionych w konkursie na Najlepszy polski blog firmowy roku. Na pierwszy ogień idą twórcy bloga sklepu Rupieciarna (rupieciarnia.com.pl/blog), który zajął 1 miejsce w kategorii blogów dojrzałych.

Na pytania odpowiada Marta Zawierta.

marta zawierta rupieciarnia

Blogi Firmowe (BF): Można powiedzieć, że blog Rupieciarni nie jest „typowym” blogiem skrapkowym. Tzn. oczywiście pojawiają się na nim wpisy obrazujące efekty pracy, ale większość postów dotyczy jednak trudów tworzenia. Czy uważasz, że to „przepis na sukces”? Indywidualna perspektywa?

Marta Zawierta, Rupieciarnia (R): Nie powiedziałabym, że to indywidualna perspektywa ani jakaś przemyślana strategia, żeby od tych „typowo skrapkowych” się odróżnić. Myślę, że to po prostu inna specyfika firmy i całego bloga, choć ta nasza „inszość” może być nie tak wyraźna dla osób, które zajrzą do nas tylko na chwilę. Przede wszystkim my w Rupieciarni mamy kontakt z żywym klientem i to do niego adresujemy to co piszemy. I nie ważne, czy są to osoby, które już u nas były, czy dopiero nas znalazły i zastanawiają się, czy przyjść. Dlatego też często piszemy o spotkaniach w Rupieciarni, o tym jacy klienci przyszli itd. Wiadomo, że blogi sklepów wyłącznie internetowych lub blogi „wyzwaniowe” nie mają takiej możliwości, bo nawet jeśli te osoby spotykają się w realnym świecie, to ma to miejsce raczej rzadko. My piszemy o naszej codzienności.

BF: Czyli jednak starasz się pisać bardziej o tym, co dzieje się w sklepie, a nie tworzyć jakieś internetowe życie na blogu?

R: Nie mam bladego pojęcia jak miałabym stworzyć to internetowe życie i po co miałabym to robić. Nasze normalne życie sklepowe jest na tyle ciekawe, że tematów do pisania spokojnie wystarczy. A jak nie, to wolę napisać co jem na kolację albo jak mi dzieci płaczą. Czyli jednak życie, ale realne.

sklep rupieciarnia

BF: Dwa lata z rzędu blog Rupieciarni zajmuje 1 miejsce w swojej kategorii konkursu. Czy wiesz, że do tej pory nie udało się to żadnej innej firmie (nawet takim blogom jak mBank czy Play?). Jak się z tym czujesz?

R: Szczerze? Dowiedziałam się właśnie gdy zadałeś to pytanie 🙂 Od razu głowa w górę i pękamy z dumy! Hihihi.

BF: Blog Rupieciarni nie ma tych wszystkich „bajerów” które mają inne blogi firmowe – wideo, podcastów, galerii zdjęć, widgetów itp. rzeczy, a jednak jest najlepszy? Jak myślisz dlaczego?

R: Nie wiem czy mogę się do tego przyznać, ale ja nawet nie wiem co to jest podcast i widget. Generalnie wydaje mi się, że chyba tych wszystkich bajerów nie ma w blogach małych firm jak nasza lub pojawiają się sporadycznie (nawet u nas jeden raz w prawie dwuletniej historii pojawił się filmik, ale wyłącznie jako rarytas – prezent dla czytelników na Mikołajki). Wszystko to z bardzo prozaicznych przyczyn – ja i tak muszę walczyć o czas na zrobienie zwykłej, prostej notki. Zwykle robię to po północy jak już położę spać dzieci, odrobię zaległości mailowe, skończę pracę twórczą, umyję zęby i idąc w piżamie do łóżka przypomnę sobie… „O rany, jeszcze blog!”. Nie wiem czy to widać, czy nie. Może widać i ta piżama to tajemnica naszego sukcesu? :)) A tak poważnie to nie miałabym czasu na ładowanie jeszcze jakiś dodatków, bo zwyczajna obróbka zdjęć do prostego kolażu zajmuje mi już masę czasu. Nie mam od tego „ludzi”.

Szczerze mówiąc to nie wiem dlaczego wygrywamy. I to nie jest skromność – ja naprawdę byłabym wdzięczna, gdybyś mógł mi ujawnić naszą punktację w poszczególnych kategoriach. Pierwsza nasza wygrana w 2010 to było zaskoczenie, ale ta z 2011 była chyba jeszcze większym, gdyż Rupieciarnia przechodziła wtedy małe zawirowania, ja byłam na urlopie macierzyńskim i częstotliwość dodawania wpisów dosyć nam spadła. Komentarzy też nie mamy specjalnie dużo. Swego czasu czytałam kryteria według których nas oceniałam i stawiałabym na to, że dostajemy punkty w kategorii „look i feel”. Przynajmniej ten „feel”, bo z „lookiem” bywa różnie. Przynajmniej ja bym sobie czasami za „feel” jakiś punkt dała. Zgadłam??

rupieciarnia blog

BF: Z zasady nie ujawniam szczegółowej punktacji, ale kryterium, które ma 40% wagi jest „otwartość komunikacji i przełamywanie stereotypów” w zakresie tego jak się firmy komunikują z klientami. Zatem pewnie przełamujesz te stereotypy 😉 Czy zastanawiałaś się kiedyś nad kwestą tego w jaki sposób powinnaś się do ludzi (w sumie obcych) zwracać? O czym pisać?

R: Ok, to mi trochę wyjaśnia sprawę. Może oceniający blogi moje pisanie o piżamie w panterce kwalifikują do przełamywania stereotypów? To chyba jednak lepiej niż jako „brak profesjonalizmu” :)) Pod tym względem mamy chyba łatwiej niż duże korporacje, bo u nas, jak to w małej firmie, życie i praca przeplatają się ze sobą. Nie ma wyraźnego rozdzielenia – teraz jestem w pracy, a po 8 godzinach wychodzę i nie myślę o robocie do następnego dnia. Dlatego jak piszę o piżamie to jestem w pracy i zarazem w domu. Przynajmniej tak mi się wydaje.

odpowiadając bezpośrednio na pytanie – ja się nigdy nad tym nie zastanawiałam, że powinnam pisać do ludzi w jakiś specyficzny sposób. Mówiłam, że nie bardzo lubię pisać, a tym bardziej wymyślać jakiś scenariusz lub kreować scenerię. Piszę o życiu, a Rupieciarnia to też moje życie. Duża jego część. Tak jakby trzecie dziecko. A jak mi to dziecko nie dostarcza dużo tematów to piszę o pozostałych dzieciach albo o zupie. Albo o tym, że nie mam o czym pisać (trochę jak Nosowska w piosence „Teksański”- chcesz usłyszeć słowa to sam je sobie wymyśl)

BF: Czy Rupieciarnia ma konto na Facebooku? A jeśli nie/tak to dlaczego?

R: Konto na FB mamy – prowadzi je moja wspólniczka Kasia. Nie czuję się zupełnie kompetentna żeby odpowiadać na jakiekolwiek bardziej szczegółowe pytania w tej dziedzinie, bo nie mam nawet swojego prywatnego konta na FB i nigdy się na niego nie logowałam. W dzisiejszych czasach to chyba wstyd się przyznać 🙂 Dzięki Bogu jest Kaśka, która tam wszystkiego pilnuje i na bieżąco aktualizuje nasz profil wrzucając m.in. informacje o naszych warsztatach. Obie jesteśmy świadome tego, że obecnie nie istnieć na FB to tak, jakby nie być w sieci w ogóle.

rupieciarnia na facebooku

BF: Dlaczego w ogóle Rupieciarnia zaczęła pisać bloga?

R: Rupieciarnia zaczęła pisać bloga przez mojego męża, który od początku zarządzał naszą stroną internetową. On też zamieścił pierwszy wpis na 12 dni przed otwarciem sklepu. Nie wiem dlaczego to zrobił, ale skoro już zrobił, to nie miałam wyboru i musiałam to ciągnąć dalej. Nigdy nie myślałam, że w ogóle będę pisać bloga bo ja pisać nie bardzo lubię. Pamiętniki w życiu owszem miałam, nawet kilka, ale żaden za długo nie wytrzymał bo systematyczna zbyt to ja nie jestem. Teraz chyba trzyma mnie to, że wiem, że ktoś to czyta. A poza tym to siara by była skończyć pisanie po dwóch nagrodach.

BF: Czyli podsumujmy – blog powstał przypadkiem, Ty nie lubisz pisać, a jak piszesz to w piżamie wieczorem, nie wiesz co to widget i nie masz konta na Facebooku – niezły przepis na bloga firmowego 😉

A nie zżyłaś się już z prowadzeniem bloga? Czy jak wyjeżdżasz czasem, to nie brak Ci pisania? Nie czujesz „niepokoju”?

R: Aż sobie sprawdzę co to ten widget…

Czy się zżyłam? Hmm.. zwykle postrzegam pisanie jako mój obowiązek i to niełatwy choćby dlatego, że zabiera mi cenny czas na spanie. Gdy wyjeżdżam na wakacje nie brak mi ani pisania ani Rupieciarni w ogóle, bo muszę odetchnąć i wyczyścić głowę. Ale nie mówię, że się nie denerwuję co tam się dzieje – na blogu, na stronie i w sklepie. Gdy byłam na macierzyńskim, pisanie bloga przejęła moja wspólniczka Kasia. Ja miałam tylko cotygodniowy cykl „Opowieści laktacyjnych”. Ale nie powiem, że mnie nie kusiło, żeby wcisnąć tam więcej niż tylko te trzy grosze. Musiałam powtarzać sobie, że to blog firmowy, a nie prywatny, a ja mam obecnie małe pojęcie o tym, co się dzieje w firmie, więc musze odpuścić.

BF: Co daje Ci największą satysfakcję w pisaniu bloga, a co Cię dołuje (jeśli cokolwiek)?

R: Satysfakcję nie powiem, czasami odczuwam, gdy uda mi się stworzyć jakąś fajną notkę (w moim subiektywnym odczuciu). Fajną to znaczy (w zależności od sytuacji): elokwentną, zjadliwą, krótką, długą, dowcipną. Czasami tak mi „pióro” dobrze pracuje, że nawet jak teoretycznie nie mam o czym pisać to po 10 minutach na blogu jest piękny materiał. I tylko ja (przynajmniej w takim przekonaniu żyję) wiem, że nic ciekawszego nie było do napisania, a notka zrodziła się z nudów.

Dołuje mnie jak nikt nie odpowiada na te moje fajne notki. Ja taka zadowolona, że kilka słów zaczepnych napisałam, a tu z drugiej strony CISZA. Ostatnio właśnie mamy taki okres.

album rupieciarnia

foto: Rafał Fronczek

BF: Czy blog Rupieciarni ma jakiś stałych czytelników/komentujących? Czy „znacie się” już z osobami czytającymi bloga? Czy są to również klienci/klientki sklepu? A może to te same osoby?

R: Podobno czyta nas dużo osób. Podobno, bo komentuje kilka – stale może około 5-7. Część z tych stałych czytaczy to moja rodzina, która na bieżąco dowiaduje się z bloga co u mnie słychać (mam taki cykl „Opowieści laktacyjne” o moim nudnym macierzyństwie). A te komentujące to nasze klientki, które znamy bardzo dobrze również z częstych wizyt w sklepie.

BF: Jakie są Twoim zdaniem najważniejsze rzeczy przy tworzeniu bloga firmowego?

R: Powiedziałabym chyba o dwóch, które dla mnie są ważne. Po pierwsze regularność i częstotliwość wpisów. Nikt nie chce zaglądać na bloga, który uzupełniany jest raz na tydzień lub rzadziej. Przynajmniej ja bym nie chciała. Nawet jeśli jakiś blog mi się podoba, to od momentu gdy jego autor zaczyna mieć problem z regularnością – przestaję tam zaglądać. Dlatego staramy się, aby nasze wpisy były nie rzadziej niż jeden na dwa dni (z wyjątkiem weekendów – każdy ma prawo do odpoczynku).

Druga rzecz to pióro, dowcip, lekkość pisania – nie wiem jak to nazwać. Wiem, że czasami taką lekkość mam (to te momenty, gdy jestem z wpisu zadowolona, patrz poprzednie pytania) i chyba ludzie lubią czytać te myśli, które mam w głowie i przelewam na ekran.

BF: Czego Twoim zdaniem należy unikać pisząc blog firmowy?

R: Unikać nieregularności, ale to powtórka z poprzednim pytaniem. Wydaje mi się, że jednak trzeba też wyjść poza język suchych komunikatów. My też mogłybyśmy używać bloga wyłącznie do informowania o warsztatach i godzinach otwarcia, ale kto by wtedy chciał to czytać? Ja staram się również unikać moim zdaniem kompromitujących haseł w stylu „Jesteście tam?” lub „Proszę o komentarze” kierowanych do czytelników. Uważam, że trzeba ludzi inaczej zachęcić do interakcji. Treścią. Dobra jestem w teorii, bo w praktyce to mi w ogóle nie wychodzi. Mówiłam, że ostatnio mamy trudny okres.

BF:. Ok. Dzięki za rozmowę.

Subiektywna typologia blogów firmowych

Posted on Updated on

W sumie przez te wszystkie lata pisania, mówienia, badania i analizowania blogów firmowych napatrzyłem się na tysiące najróżniejszych blogów. Rozmawiałem z dziesiątkami osób piszących blogi firmowe. Zwykle staram się podchodzić do tego tematu w sposób obiektywny i rzeczowy. Jednak tym razem pomyślałem sobie, że opiszę poszczególne podejścia do pisania blogów sposób jakościowy i subiektywny zarazem. Jak to bowiem napisał wieszcz „Czucie i wiara silniej mówi do mnie. Niż mędrca szkiełko i oko”.

I coś w tym jest.

Badania, analizy, case study’s i innego rodzaju „naukowe” patrzenie na blogi firmowe nie pozwala odkryć wszystkiego o ich naturze. Często również osoby piszące blogi w firmach mówią mi pewne rzeczy, które rzucają wiele światła na sytuację wewnątrz firmy. Czasami również prowadzę projekty w firmach i zwyczajnie doradzam im jak mają blogi pisać, jak wspierać czy zachęcać pracowników. Czasami jest i tak, że to zarząd trzeba przekonywać ;D

blogging

Oto zatem subiektywna typologia blogów firmowych:

  • „Krew, pot i łzy” – blogi pisane z pasją, czasem (lub często) wbrew „oficjalnym czynnikom” w firmie, które w przeciwieństwie do konsumentów nie czytają blogów. Zwykle młoda (wiekiem lub duchem) ekipa w firmie stara się ewangelizować organizację w wartościowej i rzeczywiście otwartej komunikacji z klientami. Często jest to jedyne miejsce w którym pracownicy odpowiedzialni za komunikację mogą się naprawdę „wyżyć”. Staną w obronie bloga, firmy, siebie nawzajem murem. Z drugiej strony – będa potrafili przynać się przed użytkownikami do popełnionych błędów i posypać głowę popiołem jeśli zajdzie taka potrzeba.
  • „SEO farma” – blogi których jedynym celem jest rzekomy wpływ na „lepsze pozycjonowanie” (whatever that means). Może i ilość klików jest rzeczywiście większa, ale to raczej użytkownicy „z łapanki” a nie wartościowi konsumenci. Zero komentarzy, za to nadmiar powtórzeń, wyboldowań, linków i w ogóle powtórzeń, bo powtarzanie przecież dobre jest. Jak widzę „blogi pod SEO” to odechciewa mi się korzystać z usług  firmy. Choć oczywiście nie jestem wrogiem SEO. Po prostu dobrze pisany blog (na tematy które interesują naszych odbiorców) sprawi, o dziwo, że użytkownicy sami zaczną chętnie do nas linkować.
  • „My, korporacja, Wy, internauci” – blogi, które zamiast pisać w pierwszej osobie, zawierają same newsy firmowe i wklejone treści komunikatów prasowych. Opcjonalnie: nagrody, wyróżnienia, statuetki w rękach  uśmiechniętego prezesa. W raporcie rocznym można będzie wypełnić rubrykę pod tytułem „Aktywność w social media”. Innymi słowy, było na checkliście do zrobienia. Jest. Mission accomplished.
  • „Dobre rzemiosło” – blogi regularne, wpisy podzielone na tematy, zwykle rzeczowe. Od czasu do czasu przeplatane postami „z życia firmy” mające postać: życzeń świątecznych (Mikołaj, Jajko, Dzień Kobiet, Halloween, etc., zdjęć z wyjazdów integracyjnych (opcjonalnie pracowniczych „luźnych sesji” zdjęciowych) czy wygłupów biurowych.
  • „Moja firma to moja pasja” – równie dobrze mógłby to być blog prywatny. Pisany z wyczuciem, zaangażowaniem, o każdej porze dnia i (zwykle) nocy. Zwykle przez szefa (właściciela). Praktycznie niespotykany w korporacjach.
  • „Wieści apostolskie” – blog niekoniecznie o firmie, ale pisany z zapałem ewangelisty. Zwykle tworzony przez firmę z nowej lub mało znanej branży, która stawia sobie za cel dotrzeć do szerokiej publiczności z możliwie encyklopedyczną informacją o temacie jakim się zajmuje. Bez względu na to, czy mowa o rurach giętych, nantechnologii czy wspomnianym SEO. „Każdy wpis walką o edukację rynku” – dlatego na takich blogach nie może zabraknąć, a wręcz jest to wymóg, wykresów, tabel, wyników badań, raportów czy jakiejkolwiek innej formy czy nośnika dla informacji, wiedzy, przekazu o Branży.
  • „Czy jest tu kto?” – zwykle to blogi prowadzone przez „admina”. Czasami nawet trudno się domyśleć jaka firma stoi za blogiem. Podobnie z czytelnikami – ciężko znaleźć jakiś ślad ich obecności na blogu. Blog, który „właściwie jest”. Admin wrzuca wpisy, bo nikt mu nie powiedział, że ma już nie wrzucać. Więc wrzuca.
  • „Lans&bounce” – czyli blog pod tytułem „jestesmy tacy fajni, że sami nie możemy w to uwierzyć”. Niestety zwykle czytelnicy również. Ilość samouwielbieńczych wpisów jest równa liczbie wpisów. Właściwie celem każdego z nich jest udowodnienie (po raz kolejny) tego, jak bardzo światu może brakować naszej firmy.
  • „Zemsta szefa” – blog pisany za karę. Zwykle przez panią Kasię. Ale zdarza się, że post musi „wrzucić” akurat ktoś, kto spóźnił się na ostatnie spotkanie i wpis okazuje się „odpowiednim wymiarem kary”. Jest to blog pisany dla sztuki (przez małe „s”). Wpis ma być. I jest.
  • „Agentura wylizana” – czyli blog prowadzony przez Agencję. Agencja wrzuca wpisy. Wpisy są ładne. Są ładne. Bo klient płaci. I wszyscy są zadowoleni. Tylko użytkownicy jakoś nie bardzo.
  • „MI6” – nawet jeśli wiesz, że blog prowadzi pewna agencja, to i tak trudno ci w to uwierzyć. Zwykle blogi lifestyle, ale też inne (np. kompetencyjne). Blog jest tak dobrze „podrobiony”, że staje się lepszy niż orginał. I wszyscy są zadowoleni (klient, agencja i użytkownicy). Takie blogi zwykle biorą się stąd, że klient „wie, że nie wie” jak prowadzić dobrego bloga i znajduje kogoś „kto wie”.
  • „Grupa wzajemnej adoracji” – czyli „pijemy sobie z dziubków”. Najczęściej jest to blog pisany, czytany i komentowany przez samych autorów (których jest zwykle kilku). W sumie całkiem fajna zabawa. Nikomu nie wadzi (nikt tego z zewnątrz nie czyta) a ćwiczyć można.

No dobrze, jest już późna godzina i kończą mi się pomysły. Może kiedyś rozszerzę tąę listę. Ale tak naprawdę chodziło mi o to, aby wskazać wzorce blogów z którymi się na co dzień spotykam. Naprawdę po kilku latach „obcowania” z ich najróżniejszymi odmianami można, na pierwszy rzut oka, z dużym prawdopodobieństwem, przypisać bloga do jednej z powyższych grup.