klienci

„Przypadkowo dobry blog” – wywiad: Marta Zawierta z Rupieciarni

Posted on Updated on

Dzisiaj rozpoczynam tradycyjny cykl wywiadów z twórcami blogów wyróżnionych w konkursie na Najlepszy polski blog firmowy roku. Na pierwszy ogień idą twórcy bloga sklepu Rupieciarna (rupieciarnia.com.pl/blog), który zajął 1 miejsce w kategorii blogów dojrzałych.

Na pytania odpowiada Marta Zawierta.

marta zawierta rupieciarnia

Blogi Firmowe (BF): Można powiedzieć, że blog Rupieciarni nie jest „typowym” blogiem skrapkowym. Tzn. oczywiście pojawiają się na nim wpisy obrazujące efekty pracy, ale większość postów dotyczy jednak trudów tworzenia. Czy uważasz, że to „przepis na sukces”? Indywidualna perspektywa?

Marta Zawierta, Rupieciarnia (R): Nie powiedziałabym, że to indywidualna perspektywa ani jakaś przemyślana strategia, żeby od tych „typowo skrapkowych” się odróżnić. Myślę, że to po prostu inna specyfika firmy i całego bloga, choć ta nasza „inszość” może być nie tak wyraźna dla osób, które zajrzą do nas tylko na chwilę. Przede wszystkim my w Rupieciarni mamy kontakt z żywym klientem i to do niego adresujemy to co piszemy. I nie ważne, czy są to osoby, które już u nas były, czy dopiero nas znalazły i zastanawiają się, czy przyjść. Dlatego też często piszemy o spotkaniach w Rupieciarni, o tym jacy klienci przyszli itd. Wiadomo, że blogi sklepów wyłącznie internetowych lub blogi „wyzwaniowe” nie mają takiej możliwości, bo nawet jeśli te osoby spotykają się w realnym świecie, to ma to miejsce raczej rzadko. My piszemy o naszej codzienności.

BF: Czyli jednak starasz się pisać bardziej o tym, co dzieje się w sklepie, a nie tworzyć jakieś internetowe życie na blogu?

R: Nie mam bladego pojęcia jak miałabym stworzyć to internetowe życie i po co miałabym to robić. Nasze normalne życie sklepowe jest na tyle ciekawe, że tematów do pisania spokojnie wystarczy. A jak nie, to wolę napisać co jem na kolację albo jak mi dzieci płaczą. Czyli jednak życie, ale realne.

sklep rupieciarnia

BF: Dwa lata z rzędu blog Rupieciarni zajmuje 1 miejsce w swojej kategorii konkursu. Czy wiesz, że do tej pory nie udało się to żadnej innej firmie (nawet takim blogom jak mBank czy Play?). Jak się z tym czujesz?

R: Szczerze? Dowiedziałam się właśnie gdy zadałeś to pytanie 🙂 Od razu głowa w górę i pękamy z dumy! Hihihi.

BF: Blog Rupieciarni nie ma tych wszystkich „bajerów” które mają inne blogi firmowe – wideo, podcastów, galerii zdjęć, widgetów itp. rzeczy, a jednak jest najlepszy? Jak myślisz dlaczego?

R: Nie wiem czy mogę się do tego przyznać, ale ja nawet nie wiem co to jest podcast i widget. Generalnie wydaje mi się, że chyba tych wszystkich bajerów nie ma w blogach małych firm jak nasza lub pojawiają się sporadycznie (nawet u nas jeden raz w prawie dwuletniej historii pojawił się filmik, ale wyłącznie jako rarytas – prezent dla czytelników na Mikołajki). Wszystko to z bardzo prozaicznych przyczyn – ja i tak muszę walczyć o czas na zrobienie zwykłej, prostej notki. Zwykle robię to po północy jak już położę spać dzieci, odrobię zaległości mailowe, skończę pracę twórczą, umyję zęby i idąc w piżamie do łóżka przypomnę sobie… „O rany, jeszcze blog!”. Nie wiem czy to widać, czy nie. Może widać i ta piżama to tajemnica naszego sukcesu? :)) A tak poważnie to nie miałabym czasu na ładowanie jeszcze jakiś dodatków, bo zwyczajna obróbka zdjęć do prostego kolażu zajmuje mi już masę czasu. Nie mam od tego „ludzi”.

Szczerze mówiąc to nie wiem dlaczego wygrywamy. I to nie jest skromność – ja naprawdę byłabym wdzięczna, gdybyś mógł mi ujawnić naszą punktację w poszczególnych kategoriach. Pierwsza nasza wygrana w 2010 to było zaskoczenie, ale ta z 2011 była chyba jeszcze większym, gdyż Rupieciarnia przechodziła wtedy małe zawirowania, ja byłam na urlopie macierzyńskim i częstotliwość dodawania wpisów dosyć nam spadła. Komentarzy też nie mamy specjalnie dużo. Swego czasu czytałam kryteria według których nas oceniałam i stawiałabym na to, że dostajemy punkty w kategorii „look i feel”. Przynajmniej ten „feel”, bo z „lookiem” bywa różnie. Przynajmniej ja bym sobie czasami za „feel” jakiś punkt dała. Zgadłam??

rupieciarnia blog

BF: Z zasady nie ujawniam szczegółowej punktacji, ale kryterium, które ma 40% wagi jest „otwartość komunikacji i przełamywanie stereotypów” w zakresie tego jak się firmy komunikują z klientami. Zatem pewnie przełamujesz te stereotypy 😉 Czy zastanawiałaś się kiedyś nad kwestą tego w jaki sposób powinnaś się do ludzi (w sumie obcych) zwracać? O czym pisać?

R: Ok, to mi trochę wyjaśnia sprawę. Może oceniający blogi moje pisanie o piżamie w panterce kwalifikują do przełamywania stereotypów? To chyba jednak lepiej niż jako „brak profesjonalizmu” :)) Pod tym względem mamy chyba łatwiej niż duże korporacje, bo u nas, jak to w małej firmie, życie i praca przeplatają się ze sobą. Nie ma wyraźnego rozdzielenia – teraz jestem w pracy, a po 8 godzinach wychodzę i nie myślę o robocie do następnego dnia. Dlatego jak piszę o piżamie to jestem w pracy i zarazem w domu. Przynajmniej tak mi się wydaje.

odpowiadając bezpośrednio na pytanie – ja się nigdy nad tym nie zastanawiałam, że powinnam pisać do ludzi w jakiś specyficzny sposób. Mówiłam, że nie bardzo lubię pisać, a tym bardziej wymyślać jakiś scenariusz lub kreować scenerię. Piszę o życiu, a Rupieciarnia to też moje życie. Duża jego część. Tak jakby trzecie dziecko. A jak mi to dziecko nie dostarcza dużo tematów to piszę o pozostałych dzieciach albo o zupie. Albo o tym, że nie mam o czym pisać (trochę jak Nosowska w piosence „Teksański”- chcesz usłyszeć słowa to sam je sobie wymyśl)

BF: Czy Rupieciarnia ma konto na Facebooku? A jeśli nie/tak to dlaczego?

R: Konto na FB mamy – prowadzi je moja wspólniczka Kasia. Nie czuję się zupełnie kompetentna żeby odpowiadać na jakiekolwiek bardziej szczegółowe pytania w tej dziedzinie, bo nie mam nawet swojego prywatnego konta na FB i nigdy się na niego nie logowałam. W dzisiejszych czasach to chyba wstyd się przyznać 🙂 Dzięki Bogu jest Kaśka, która tam wszystkiego pilnuje i na bieżąco aktualizuje nasz profil wrzucając m.in. informacje o naszych warsztatach. Obie jesteśmy świadome tego, że obecnie nie istnieć na FB to tak, jakby nie być w sieci w ogóle.

rupieciarnia na facebooku

BF: Dlaczego w ogóle Rupieciarnia zaczęła pisać bloga?

R: Rupieciarnia zaczęła pisać bloga przez mojego męża, który od początku zarządzał naszą stroną internetową. On też zamieścił pierwszy wpis na 12 dni przed otwarciem sklepu. Nie wiem dlaczego to zrobił, ale skoro już zrobił, to nie miałam wyboru i musiałam to ciągnąć dalej. Nigdy nie myślałam, że w ogóle będę pisać bloga bo ja pisać nie bardzo lubię. Pamiętniki w życiu owszem miałam, nawet kilka, ale żaden za długo nie wytrzymał bo systematyczna zbyt to ja nie jestem. Teraz chyba trzyma mnie to, że wiem, że ktoś to czyta. A poza tym to siara by była skończyć pisanie po dwóch nagrodach.

BF: Czyli podsumujmy – blog powstał przypadkiem, Ty nie lubisz pisać, a jak piszesz to w piżamie wieczorem, nie wiesz co to widget i nie masz konta na Facebooku – niezły przepis na bloga firmowego 😉

A nie zżyłaś się już z prowadzeniem bloga? Czy jak wyjeżdżasz czasem, to nie brak Ci pisania? Nie czujesz „niepokoju”?

R: Aż sobie sprawdzę co to ten widget…

Czy się zżyłam? Hmm.. zwykle postrzegam pisanie jako mój obowiązek i to niełatwy choćby dlatego, że zabiera mi cenny czas na spanie. Gdy wyjeżdżam na wakacje nie brak mi ani pisania ani Rupieciarni w ogóle, bo muszę odetchnąć i wyczyścić głowę. Ale nie mówię, że się nie denerwuję co tam się dzieje – na blogu, na stronie i w sklepie. Gdy byłam na macierzyńskim, pisanie bloga przejęła moja wspólniczka Kasia. Ja miałam tylko cotygodniowy cykl „Opowieści laktacyjnych”. Ale nie powiem, że mnie nie kusiło, żeby wcisnąć tam więcej niż tylko te trzy grosze. Musiałam powtarzać sobie, że to blog firmowy, a nie prywatny, a ja mam obecnie małe pojęcie o tym, co się dzieje w firmie, więc musze odpuścić.

BF: Co daje Ci największą satysfakcję w pisaniu bloga, a co Cię dołuje (jeśli cokolwiek)?

R: Satysfakcję nie powiem, czasami odczuwam, gdy uda mi się stworzyć jakąś fajną notkę (w moim subiektywnym odczuciu). Fajną to znaczy (w zależności od sytuacji): elokwentną, zjadliwą, krótką, długą, dowcipną. Czasami tak mi „pióro” dobrze pracuje, że nawet jak teoretycznie nie mam o czym pisać to po 10 minutach na blogu jest piękny materiał. I tylko ja (przynajmniej w takim przekonaniu żyję) wiem, że nic ciekawszego nie było do napisania, a notka zrodziła się z nudów.

Dołuje mnie jak nikt nie odpowiada na te moje fajne notki. Ja taka zadowolona, że kilka słów zaczepnych napisałam, a tu z drugiej strony CISZA. Ostatnio właśnie mamy taki okres.

album rupieciarnia

foto: Rafał Fronczek

BF: Czy blog Rupieciarni ma jakiś stałych czytelników/komentujących? Czy „znacie się” już z osobami czytającymi bloga? Czy są to również klienci/klientki sklepu? A może to te same osoby?

R: Podobno czyta nas dużo osób. Podobno, bo komentuje kilka – stale może około 5-7. Część z tych stałych czytaczy to moja rodzina, która na bieżąco dowiaduje się z bloga co u mnie słychać (mam taki cykl „Opowieści laktacyjne” o moim nudnym macierzyństwie). A te komentujące to nasze klientki, które znamy bardzo dobrze również z częstych wizyt w sklepie.

BF: Jakie są Twoim zdaniem najważniejsze rzeczy przy tworzeniu bloga firmowego?

R: Powiedziałabym chyba o dwóch, które dla mnie są ważne. Po pierwsze regularność i częstotliwość wpisów. Nikt nie chce zaglądać na bloga, który uzupełniany jest raz na tydzień lub rzadziej. Przynajmniej ja bym nie chciała. Nawet jeśli jakiś blog mi się podoba, to od momentu gdy jego autor zaczyna mieć problem z regularnością – przestaję tam zaglądać. Dlatego staramy się, aby nasze wpisy były nie rzadziej niż jeden na dwa dni (z wyjątkiem weekendów – każdy ma prawo do odpoczynku).

Druga rzecz to pióro, dowcip, lekkość pisania – nie wiem jak to nazwać. Wiem, że czasami taką lekkość mam (to te momenty, gdy jestem z wpisu zadowolona, patrz poprzednie pytania) i chyba ludzie lubią czytać te myśli, które mam w głowie i przelewam na ekran.

BF: Czego Twoim zdaniem należy unikać pisząc blog firmowy?

R: Unikać nieregularności, ale to powtórka z poprzednim pytaniem. Wydaje mi się, że jednak trzeba też wyjść poza język suchych komunikatów. My też mogłybyśmy używać bloga wyłącznie do informowania o warsztatach i godzinach otwarcia, ale kto by wtedy chciał to czytać? Ja staram się również unikać moim zdaniem kompromitujących haseł w stylu „Jesteście tam?” lub „Proszę o komentarze” kierowanych do czytelników. Uważam, że trzeba ludzi inaczej zachęcić do interakcji. Treścią. Dobra jestem w teorii, bo w praktyce to mi w ogóle nie wychodzi. Mówiłam, że ostatnio mamy trudny okres.

BF:. Ok. Dzięki za rozmowę.

Reklamy

„Ania, wrzuć to na bloga!” [wywiad]

Posted on Updated on

… czyli wywiad z Anną Rezner – marketing managerem i autorką bloga firmy Insidelab

inside_lab

Katarzyna Stadnik: Wasz blog istnieje od kwietnia 2009 roku, można więc powiedzieć, że bardzo szybko postanowiliście skorzystać z narzędzia, które inne firmy dostrzegły stosunkowo niedawno. Co skłoniło Insidelab  do założenia bloga?

Anna Rezner: W momencie formułowania strategii marketingowej firmy postawiliśmy na intensywne działania komunikacyjne. W praktyce było to związane z brakiem jakiegokolwiek wizerunku Insidelab na rynku – i to chcieliśmy zmienić, wykorzystując przede wszystkim internet.

Zajmując się zawodowo marketingiem i public relations uprzedzałam naszych projektantów, że działania te nie przyniosą efektu natychmiastowego, będzie on natomiast trwały. I tak się stało. W Polsce firmy z naszej branży, jeśli nie są korporacjami, zaczynają dopiero teraz doceniać korzyści płynące z pozycjonowania eksperckiego. Dlatego, wykorzystując szerokie możliwości internetu, chcieliśmy stworzyć wizerunek firmy nowoczesnej, kompetentnej i otwartej na komunikację z klientem.

KS: Odkąd pojawił się pierwszy wpis, blog zachował praktycznie niezmienioną formę – dużo informacji, ciekawych fotografii, nowinek z życia firmy. Wygląda na to, że od początku mieliście jasny obraz tego, co chcecie przekazać swoim czytelnikom. Co faktycznie tak było, czy może z biegiem czasu coś jednak zmieniliście?

AR: Zaczęliśmy od informowania o naszych projektach oraz o tym, co dzieje się w firmie, opisywaliśmy także wcześniejsze realizacje. Tak jak w przypadku wielu firm, blog miał być rozszerzeniem portfolio zawartego na stronie internetowej. Dlatego też przy projektach i realizacjach na naszej stronie znaleźć można linki do adekwatnych postów na blogu.

Z czasem zaczęliśmy dorzucać informacje ze świata designu oraz znalezione w sieci projekty, które zrobiły na nas wrażenie. Nie chcieliśmy jednak stać się kolejnym blogiem o designie, który kopiuje posty z zachodnich blogów, bo takich na rynku jest pełno.

Niedawno rozszerzyliśmy formułę naszego bloga o wpisy z bloga naszego sklepu z designem – InniLiving Concept. Wpisują się one w koncepcję bloga InsideLab, informując naszych czytelników o ciekawych meblach na rynku oraz światowych wydarzeniach na polu designu, takich jak konkursy i targi.

KS: Prowadzicie blog regularnie, co sprawia, że wciąż poruszacie nowe tematy. Czy za ich wyszukiwanie odpowiada wyłącznie Pani, czy może wszyscy pracownicy są zaangażowani w ich poszukiwanie i wymyślanie?

AR: Nasi projektanci są bardzo zajęci, jednak fraza „Ania, wrzuć to na bloga” jest jedną z częściej przeze mnie słyszanych J. Ja jestem osobą odpowiedzialną za kształt postów, jednak każdy w firmie zaangażowany jest w poszukiwanie tematów i kiedy tylko pojawia się ciekawe wydarzenie lub projekt – każdy pamięta o tym, by poinformować naszych czytelników.

KS: Czy jest coś, co sprawia Pani szczególną trudność podczas pisania bloga?

AR: Prowadzenie bloga nie należy do czynności sprawiających szczególną trudność. Zarówno narzędzie, jak i branża są wdzięczne – czasem tylko brakuje czasu J

KS: W zeszłym roku wasz blog został nagrodzony w konkursie na najlepszy blog firmowy. Czy ten fakt wpłynął jakoś na jego promocję, a co za tym idzie również promocję firmy?

AR: Tak, oczywiście. Docenienie naszego bloga dało nam poczucie, że idziemy w dobrym kierunku. Ponieważ także promujemy nasz blog wykorzystując w komunikacji fakt, że został on nagrodzony, zapewne wiele osób zwraca na niego uwagę z czystej ciekawości – nagroda jest bowiem pewnym gwarantem jakości.

KS: Jak oceniacie swój blog, w kategoriach narzędzia, które kreuje wizerunek firmy Insidelab? Czy dobrze spełnia swoją funkcję?

AR: Blog miał się stać jednym z głównych narzędzi zarówno komunikacji, jak i – nie ukrywam – miał wpłynąć na pozycjonowanie w wyszukiwarkach. Oba z tych celów zostały osiągnięte i oczywiście cały czas pracujemy nad tym, aby były realizowane jeszcze lepiej.

Wizerunkowo nie mogliśmy wybrać lepszego narzędzia. Kilka miesięcy po rozpoczęciu prowadzenia bloga oraz wdrożeniu zintegrowanej komunikacji marketingowej (nowa strona www, serwisy społecznościowe – szczególnie Facebook i Blip, newsletter, a także media i customer relations) zaczęły pojawiać się zaproszenia do prestiżowych konkursów, do wstąpień w roli prelegentów na wydarzeniach branżowych czy prezentacji mebli naszych projektantów na targach i wystawach. Stan ten trwa do dziś, co w połączeniu z trwałymi relacjami z mediami branżowymi daje firmie odpowiednie wsparcie na polu public relations.

Jest to zasługa przede wszystkim bloga jako naszego głównego narzędzia komunikacji, jednak bez odpowiedniej promocji naszych wpisów na taki efekt czekalibyśmy dużo dłużej.

KS: W jaki sposób promujecie swój blog?

AR: Staramy się integrować kanały komunikacji w internecie. Dlatego wpisy na naszym blogu za każdym razem promowane są w naszym comiesięcznym newsletterze (wpisy z danego miesiąca), na Facebooku i Blipie (na bieżąco). Jeśli dany wpis dotyczy prac naszych projektantów, staramy się nim także zainteresować media, co niejednokrotnie udaje się. Tym samym informacje z naszego bloga stają się źródłem, z którego czerpią branżowe portale czy magazyny.

Okazjonalnie promujemy także bloga w portalach profesjonalnych, takich jak Goldenline, jednak tylko wówczas, kiedy wpis stanowi adekwatny głos w dyskusji – aby nie spamować.

Oczywiście jesteśmy obecni w katalogach, czasem komentujemy także wpisy na innych blogach i w branżowych serwisach wnętrzarskich.

KS: Wasz blog robi na czytelniku duże wrażenie, a to za sprawą różnorodności tematów i sporej ilości zdjęć, świetnie obrazującej realizowane przez was projekty. Odnoszę jednak wrażenie, że aby mieć prawdziwą frajdę z jego czytania, trzeba się znać na branży. Mam rację, czy tylko mi się wydaje i kierujecie go do każdego, bez względu na jego orientację w temacie? Do kogo w pierwszej kolejności chcecie dotrzeć za pomocą tego narzędzia komunikacji?

AR: Kierujemy się do dwu rodzajów czytelników: do osób szukających projektanta wnętrz lub firm do współpracy projektowej oraz do osób zainteresowanych designem samym w sobie. Jako autorka postów, staram się pisać językiem zrozumiałym, jednak na tyle kompetentnym, by zainteresował również profesjonalistów.

Dlatego bardzo często dyskutuję z naszymi projektantami idee, założenia i realizacje projektów, jeśli piszę o ich pracach. Pisząc o pracach innych osób korzystam z informacji z różnych źródeł w internecie, starając się jednak dodawać nasze do nich uwagi.

KS: Czy spotkaliście się już z jakimiś pozytywnymi lub negatywnymi komentarzami ze strony klientów, na temat tego, co sądzą o zamieszczanych przez was wpisach, ich formie i zawartości?

AR: Choć pod naszymi wpisami nie ma wielu komentarzy, bardzo często spotykamy się z opiniami osób mających styczność z naszą firmą, że nasz blog jest ciekawym źródłem informacji. Dotyczy to szczególnie jakości zamieszczanych tam prac naszych projektantów.

Kilkukrotnie prowokowałam także delikatnie naszych czytelników, zamieszczając kontrowersyjne wpisy w portalach społecznościowych, co oczywiście wywoływało skrajnie różne reakcje, efekt został jednak osiągnięty – wzrost zainteresowania konkretnym wpisem.

KS: Jesteście obecni na różnych portalach społecznościowych, m.in. facebooku, czy blip’ie. Jeśli dodać do tego fakt, że porozumiewacie się z klientami również przy pomocy bloga, wyłania się obraz firmy nowoczesnej, chętnie korzystającej z obecności w sieci. Czy taka „internetowa” działalność przynosi wam wymierne korzyści, czy jest tylko miłym dodatkiem do tej tradycyjnej.

AR: Internet to nasze główne pole działania w zakresie komunikacji marketingowej. W ten sposób nie tylko tworzymy wizerunek, ale i pozyskujemy klienta indywidualnego. W przypadku klienta biznesowego nasze internetowe działania stanowią jednak główne wsparcie, budując naszą wiarygodność, a tym samym wzmacniając pozycję jako potencjalnego partnera.

KS: Czy pisanie bloga na temat designu to ciężka praca? Bywają momenty, że brakuje Pani motywacji, godzinami ślęczy Pani nad białym monitorem i nie wie nawet od czego zacząć?

AR: Wręcz przeciwnie. Branża jest bardzo wdzięczna do blogowania, o czym świadczy zatrzęsienie blogów o designie zarówno w Polsce, jak i na świecie. Codziennie pojawiają się nowe projekty i wydarzenia, ciekawe postaci. Inspiracje.

Dlatego cieszy nas bardzo, że nasz blog spotyka się z uznaniem – bo jest to uznanie dla pracy naszych projektantów, ale też dla tego, w jaki sposób wychodzimy „do ludzi”. Promocja naszego bloga przyniosła nam zresztą więcej korzyści niż oczekiwaliśmy. Często otrzymujemy propozycje współpracy z innych serwisów. Wartością dodaną jest również reklama na naszym blogu, dzięki której zaczął on po prostu zarabiać.

KS:Czy w perspektywie najbliższych miesięcy zamierzacie zmienić coś w swoim blogu, czy raczej będziecie kontynuować pisanie w takiej formie, jak do tej pory?

AR: Zmiany właśnie wdrażamy. Oprócz faktu, że importujemy wpisy o nowych meblach i wydarzeniach w świecie designu z naszego drugiego bloga – sklepu z designem InniLiving Concept, postanowiliśmy rozszerzyć zakres informacji podawanych naszym czytelnikom.

Od października piszemy częściej – dwa, trzy posty tygodniowo, co oznacza, że akcent naszego bloga przesuwa się na informacje z zewnątrz – z całej branży designu. Proporcjonalnie mniej zatem (choć ilościowo tyle samo co dotychczas) będzie o naszych projektach, więcej o konkursach, wystawach i targach, meblach innych projektantów. Liczba naszych czytelników rośnie z miesiąca na miesiąc, chcemy, aby mieli po co wracać do nas jak najczęściej.

KS: Dziękuję za rozmowę.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]