Miesiąc: Luty 2011

elpiano.pl klasycznie i elektrycznie [recenzja]

Posted on Updated on

Pianino akustyczne, pianino cyfrowe czy keyboard? To pytania na które z pewnością znajdziemy odpowiedź na portalu http://www.elpiano.pl. Jeśli chodzi o kształt samego bloga, bo to na nim skupimy się najbardziej, jest on bardzo przejrzysty i ciekawy. Może to moje niewielkie doświadczenie z muzyką sprawiło, że ta forma bloga do mnie przemawia. Autorka prezentuje nam zalety wyboru cyfrowego pianina, ale jednocześnie nie odradza w sposób jednoznaczny instrumentów o podobnym brzmieniu, ale zachęca poprzez opowiadanie o nim. Najbardziej wzruszyły mnie występy małych muzykantów którzy wzięli udział w konkursie zorganizowanym na blogu z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. Oprócz kolęd wykonali utwory klasyczne takie jak Menuet J.S Bacha, jest to jeden ze standardowych utworów muzycznych wykonywanych na początku nauki gry na pianinie, choć dla dziecka wcale nie taki łatwy. Uważam, że dzięki takiemu przedstawieniu gry na pianinie zachęci ona zarówno pasjonatów jak i laików, rodziców, którzy z chęcią zainteresują się choćby ze względu na swoje małe dzieci.

Blog elpiano.pl to na pewno coś oryginalnego wśród innych tematycznych blogów. Wyróżnia się choćby tym, że trudniej jest przedstawić atuty gry na pianinie i zachęcić do nauki poprzez Internet. Dzięki użyciu skrótów youtube.com w formie filmików autorka przyciąga uwagę potencjalnego Internauty który oprócz walorów merytorycznych w tle może posłuchać pięknej muzyki i dowiedzieć się szczegółowych informacji o cyfrowych pianinach, ale i nie tylko.

elpiano blog

Serwis elpiano.pl jest również obecny na facebook`u gdzie został umieszczony w 2009r. Pisząc o blogu elpiano.pl, nie możemy zapomnieć o sklepie internetowym o tej samej nazwie, którego założycielką jest pani Małgorzata Michałowska. Pomysłodawczyni jest świetnym przykładem na to, że poprzez realizacje własnej pasji prowadzi się nie tylko dobry interes, ale i można pomóc sobie i klientom. Choć na podstawie wywiadów widać że jest osoba skromną, łatwo zauważyć iż posiada ona w sobie determinację w działaniu, którego następstwem jest nieustanny rozwój sklepu i bloga. Filmiki umieszczane na blogu autorstwa pani Małgorzaty są świetnym przykładem poszerzania swoich zainteresowań dla wtajemniczonych w branży jak i elementem porady dla przyszłych klientów.

Potencjalny klient cyfrowego pianina z pewnością znajdzie tu coś dla siebie. Na wspomnianych wyżej filmikach występują również goście, którzy aby przybliżyć oglądającemu charakter cyfrowego pianina wykonują utwory z różnych epok.

Wśród konkurencji możemy znaleźć takie sklepy internetowe jak:

Wymienione powyżej są konkurencją dla elpiano.pl, ale przede wszystkim pod kątem szerokiego wyboru asortymentu, długiej historii marki na rynku jak i dotarcia do klientów bardziej komercyjnych. Natomiast elpiano.pl oferuje klientowi bardziej indywidualne podejście, wręcz rodzinna atmosferę z zakresu doradztwa jak i fizycznego kontaktu z przedstawionym instrumentem. Blog w rozumieniu prowadzenia działalności gospodarczej jest doskonałym narzędziem promocji, kreowania pozytywnego wizerunku firmy.

Moim zdaniem osoba pani Małgorzaty Michałowskiej skupia w sobie wszystkie przedstawione powyżej pozytywne aspekty serwisu jak i bloga elpiano.pl i cieszy mnie to, że pomimo licznej i z pozoru mocnej finansowo konkurencji, potrafi z duszą prowadzić swoją działalność.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Reklamy

Festiwal zdjęć, czyli kilka słów o blogu DeeZee [recenzja]

Posted on Updated on

DeeZee to działający od 2005 roku sklep internetowy z damskim obuwiem. Obecnie oprócz sprzedaży internetowej prowadzi lub współpracuje z kilkoma butikami w Polsce (zazwyczaj w mniejszych miastach). Klientkami sklepu są głównie nastolatki i młode kobiety które chcą wyglądać modnie nie przepłacając. Ciekawe wzornictwo, kolorystyka i niska cena zadecydowały o sukcesie DeeZee.

Poruszanie się po stronie internetowej firmy jest intuicyjne. Szybko i łatwo znaleźć produkt, który nas interesuje. Firma wzięła pod uwagę wiek i zainteresowania najliczniejszej grupy swoich klientek, ponieważ oprócz zakupów możemy dowiedzieć się co jest teraz modne („Stylistka proponuje”) oraz zobaczyć jakie buty lubią i noszą gwiazdy telewizji, filmu i muzyki (a przy okazji sprawdzić czy są one w ofercie sklepu). Przyznam, że po obejrzeniu strony miałam już pewne oczekiwania co do bloga. Liczyłam na coś kreatywnego, kolorowego i świeżego. Jakież było moje rozczarowanie po przeczytaniu tego co znalazłam na www.blog.deezee.pl. Ale po kolei.

Pierwsze wrażenie (okazuje się, że bywa ono czasem mylne) jest pozytywne. Blog graficznie współgra ze stroną (pojawiają się te same elementy – czcionka, logo, hasło w nagłówkach) i informuje o czym możemy na nim przeczytać. Kobiece elementy, kolorystyka i hasło „We love fashion” obiecują podróż do magicznego (dla kobiet szczególnie) świata butów i mody. Podział na kategorie tematyczne gwarantuje sprawne znalezienie tego czego chcemy, a wyodrębnione po lewej stronie linki współpracujących i zaprzyjaźnionych ze sklepem firm pozwalają szybko przenieść się na inną (ale podobna tematycznie) stronę internetową. Niestety, zagłębiając się  w treść bloga entuzjazm i poziom pozytywnych wrażeń maleje.

deezee blog

Pismo kobiece + celebryta = post

Trudno mówić o regularności postów. Pojawiają się one co 3- 5 dni (poza ostatnimi dwoma tygodniami, kiedy są codziennie). Za to DeeZee ich nieregularność rekompensuje ilością. Dziennie firma potrafi napisać nawet cztery! W tym momencie warto przyjrzeć się jakości postów, bo słowo napisać jest trochę nie na miejscu… Prawie każdy wpis składa się z jednego, dwóch zdań i kilku dużych fotografii. Są to najczęściej zdjęcia celebrytów (przede wszystkim tych zza oceanu) lub przeskanowane sesje fotograficzne z kolorowych czasopism (Glamour, Hot, Poradnik Domowy, itp.). Tematyka postów to przede wszystkim reklama butów DeeZee i styl gwiazd. Zdania: „W ostatnim numerze …(tytuł gazety) w sesji wykorzystano botki DeeZee” lub „ (nazwisko gwiazdy) pokazała się w balerinach, które już dziś możesz kupić w sklepie DeeZee” stanowią ok. 90% bloga. Pozostałe 10% to relacje (ubogie językowo) z pokazów mody lub targów, kilka konkursów i informacje handlowe. Przeglądając  którąś z kolei stronę, gdzie poza tego typu zdaniami i ogromną ilością zdjęć nie znalazłam nic ciekawego przestał dziwić mnie fakt, że na blogu nie ma żadnych komentarzy. Mało tego, monotonia i nuda bijące z wpisów sprawiły, iż zamiast skupić się na przeglądaniu postów zaczęłam czytać przedruki gazet (tam przynajmniej był jakiś tekst).

Kto mówi?

Blog ma niespersonalizowany charakter, co jest jego kolejną wadą. Autor jest anonimowy. Tego, że jest to kobieta można domyśleć się jedynie po końcówkach czasowników. Fakt, że strona główna bloga przypomina wyglądem kobiece biurko (ślady kubków po kawie, przypięta spinaczem karteczka) od razu nasuwa czytelnikowi wyobrażenie młodej, inteligentnej, pełnej pomysłów autorki, która ma ciekawe spojrzenie na modę i która mogłaby być w pewnym sensie doradcą i koleżanką. Taka osoba byłaby wiarygodna, „prawdziwa” i budziła by zaufanie. I chociaż autorka bloga DeeZee mówi językiem swoich czytelników, ma podobne zainteresowania (które „opisuje” je głównie zdjęciami) poprzez posty nie nawiązuje kontaktu z czytelnikiem. Zresztą, nie wiadomo nawet czy udaje młodą dziewczyna czy naprawdę nią jest i czy jest jedna czy kilka autorek.

Jest nadzieja!

Przez ostatnie dwa tygodnie na blogu widać jednak pozytywne zmiany. Posty pojawiają się codziennie i co najważniejsze nie są to już tylko zdjęcia i przedruki. Każdy wpis opatrzony jest komentarzem autora, który pisze o ciekawych portalach internetowych, zachęca do modowych eksperymentów, albo ocenia to co modne. Może nawet teraz blog DeeZee wytrawnego czytelnika blogów modowych nie zachwyci. Jednak w porównaniu z tym co autorka zamieszczała na nim wcześniej można zauważyć ogromną różnicę.

Podsumowując, uważam że dla DeeZee blog jest dużą szansą. Młode klientki szukają swojego stylu, lubią czytać o gwiazdach i je naśladować. Sprawnie poruszają się w internetowym świecie mody, w którym szukają nie tylko gotowych rozwiązań, ale też inspiracji. Stwarzając blog o takiej tematyce widać, że firma po części rozumie potrzeby i zainteresowania konsumentów. W tym przypadku nie zawiódł jednak sam pomysł, ale jego wykonanie. Nudne posty, brak kreatywności i zaangażowania zarówno ze strony autorów jak i czytelników sprawiły, że lektura bloga DeeZee nie należy do najciekawszych. Pocieszający jest jednak fakt, że firma powoli zaczyna dostrzegać swoje błędy i zmienia się. Na koniec, wypada tylko życzyć dalszego rozwoju.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

…Na głowie kwietny ma wianek… [recenzja]

Posted on Updated on

Czym różni się truckerka od baseballówki, a fidelka od kadetki? Czy fedora to kapelusz czy kapelusik? Czy Gunner to nazwa czapki czy nazwisko jej nosiciela? W którym miejscu zmierzyć obwód głowy? Czy lepsze są te z guziczkiem czy z siateczką? Czy prosty daszek to jeszcze moda czy już lamerstwo? Czy z wchodzeniem w czapce do klubów jest nadal czapa?”

Z czystym sumieniem można by śmiało zapytać: co poeta miał na myśli…? Tak naprawdę wszystko dzieje się nie w głowie ale na niej. Marka Goorin Brothers specjalizuje się w produkcji czapek i kapeluszy od 1895 roku. Nakrycia głowy nigdy nie były produkowane na masowa skalę, zdobywając miano marki ekskluzywnej. Każdy projekt miał być unikalny, tworzony tylko w limitowanej serii, lub na specjalne życzenie tworzony dla zamawiającego klienta. Dopiero dziś w dobie wielkich galerii handlowych i sklepów internetowych, Goorin zamówić lub przymierzyć może szersze grono klientów. Samych salonów na terenie Polski jak do tej pory jest tylko 4.

Czapka na zimę, kapelusz słomkowy na lato, baseballówka na każdy dzień. Nie wiadomo skąd, ale wziął sie pomysł na pisanie bloga o czapkach. Na swojej stronie nie podają wielu informacji o nowych produktach, większość natomiast opisana jest tu: na glowawgoorin.pl Od 2009 roku regularnie ok 2-3 razy w miesiącu pojawiają się nowe wpisy na stronie-blogu. Nie są to tylko informacje o nowych kolekcjach. Wiele notek dotyczy promocji, wyprzedaży, przecen, wietrzeń magazynów- czyli generalnie sprzedaży po dużo niższej niż normalnie cenie. A trzeba przyznać, że ceny nie są zbyt niskie, gdyż najzwyklejsze czapki zaczynają się od 150 zł. Ale po co to wszystko? I tak trzeba się do sklepu idąc i przymierzyć. Wielokrotnie pojawiają się zdjęcia tylko zdobień, małych elementów czapek, czy ubrań, które powodują, że aż chce się zobaczyć całość. Na blogu zamieszcza filmiki z youtuba, na których styliści, (lub po prostu pracownicy sklepów) radzą jak sie dobrze ubrać korzystając z propozycji marki. Dość interesującym elementem są też relacje z wydarzeń, np otwarcie jakiejś galerii handlowej, gdzie na pierwszym miejscu nie jest podana informacja o naszej firmie, ale zostaje ona przekazana na równi z wiadomościami o otwarciu innych sklepów w tym miejscu, za czym idzie fotorelacja.  Wydaje się być to bardzo wyważone. Nie do końca jednak blog wygląda jak blog, z boku znajdują się typowe narzędzia dla stron www, jak: FAQ, galerie uzytkowników, prezentacja ekipy itp. Forma troszeczkę się zaciera.

goorin blog

Firma Goodrin jest częścią koncernu Unique, w którego skład wchodzą również: Bench, Mint, G-Star, Superdry, Vestal i Pepe Jeans. Na blogu są one promowane nie mniej niż marka tytułowa. Tak naprawdę, to na wyłączność , ten exclusive dla marki Goodrin, została tylko nazwa. Otwiera się na swoich młodych klientów i wychodzi poza ramy sprzedaży salonowo internetowej. Promuje wiele imprez, ale bardzie offowych, tak jak sama firma, np: absurdalia czy festiwal off plus Camera. Unika masowych imprez, starannie dobierając sobie partnerów w świecie muzyki czy filmu. Nie jest jednak aż tak bardzo niszowy jakby się miało zdawać, idzie za trendem pisania laurek i umieszcza na stronie kartki świąteczne i zyczenia.

Jedyną, ot nietypową rzeczą, która przykuła moją uwagę na dłużej, z jaką się tu spotkałam była postać mr. Uniqualnego, kartonowego ludzika ubranego ( a raczej namalowanego) w ciuchy z grupy Unique, z czapką Goodrin i zegarkiem Vistal – do wycięcia, złożenia i postawienia na biurku. Jak dla mnie pomysł nietypowy, świeży – a co za tym idzie, zjadliwy J

Blog jest w jasnych barwach, pisany czytelnym młodzieżowym językiem. Wszystko składa się w dość zwięzłą całość ale… no niestety nie porywa, nie ma na czym zawiesić oka na dłużej. Zakładka „konkursy”, która wg mnie mogłaby się okazać hitem, (bo, który student nie chciałby wygrać czapki albo kurtki na zimę) jest prawie niewidoczna. Zastanawiam się czy jest w ogóle sens prowadzenie tego typu bloga firmowego, przecież po promocje idzie się do sklepu, obejrzeć na żywo, a nie na obrazku, wszelkie te informacje równie dobrze, mogłyby zaistnieć na stronie głównej producenta jako aktualności. Podsumowując: ciekawy jako lektura jednorazowa. Można zajrzeć tu przypadkiem, ale prawdopodobnie już nigdy się tu nie wróci.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

O agencyjnych rozmaitościach i funie z blogowania… [wywiad]

Posted on Updated on

Rozmowa z Panią Mają Andersz, Communications Specialist Euro RSCG Sensors

sensors maja andersz

Tatiana Koniewska:  Kto był inicjatorem założenia bloga, czy z jego powstaniem związana była jakaś szczególna okazja, wydarzenie?

Maja Andersz: W Euro RSCG Sensors z ogromnym zainteresowaniem obserwujemy zmiany zachodzące na naszych oczach w komunikacji. Należy do nich między innym szybki rozwój social medial. Komunikacja w mediach społecznościowych to jeden z obszarów, w którym na co dzień doradzamy naszym klientom. Decyzja o założeniu bloga i otwarciu się na social media dla całego zespołu agencji była naturalna.

Oczywiście również w naszym przypadku nie obyło się bez obaw – przede wszystkim o to czy blog o public relations znajdzie czytelników. Wspólnie doszliśmy jednak do wniosku, że agencja doradztwa komunikacyjnego zwyczajnie musi prowadzić bloga … i tak to się zaczęło.

TK:  Jak Wasz blog przeobrażał się w czasie, czy od początku zachowuje swoją obecną formę?

MA: Od samego powstania blog był dla nas platformą komunikacji z otoczeniem – z naszymi klientami, koleżankami i kolegami z branży, partnerami biznesowymi, współpracownikami. Od prawie trzech lat komentujemy na nim najważniejsze trendy w komunikacji, chwalimy się sukcesami naszego zespołu i pokazujemy realizowane przez nas kampanie. Oczywiście jak każdy na początku również my musieliśmy nauczyć się blogowania. Bo jak każde inne narzędzie również blogi trzeba poznać, by następnie jak korzystać z morza możliwości jakie przed nami otwierają.

TK:  Czy może Pani wymienić korzyści z prowadzenia bloga?

MA: Dzięki blogowi możemy wyrazić publicznie swoje zdanie i wzbudzić dyskusję na temat ważnych czy ciekawych spraw. To miejsce gdzie możemy wypowiedzieć swoje zdanie na (prawie) każdy temat. Dla nas to niesamowita frajda, bo komunikację mamy we krwiJ.

TK:  Czy do prowadzenia bloga wyznaczone są konkretne osoby, czy każdy z firmy może się udzielić?

MA: Swój blogowy debiut ma już za sobą trzynastu pracowników agencji. Stale pisze osiem osób, ale do rozpoczęcia blogowania szykują się już kolejneJ.

TK:  Czy przy wyborze materiałów, częstotliwości dodawania wpisów kieruje się Pani z góry przyjętymi zasadami, czy jest to działanie spontaniczne?

MA: Tak jak każdy autor naszego bloga piszę o tym, co jest mi najbliższe – najczęściej są to tematy związane z codziennym życiem Euro RSCG Sensors, realizowanych przez nas kampaniach i globalnymi inicjatywami podejmowanymi w ramach sieci Euro RSCG Worldwide.

Blog Euro RSCG, Sensors to miejsce gdzie piszemy przede wszystkim o komunikacji – trendach, ciekawych case’ach, wyzwaniach, przed jakimi staje branża. PR to, to co lubimy najbardziej i to tym piszemy najchętniej.

TK:  Jakie błędy zdarzyło się Pani popełnić jako blogerce?

MA: Zdarza mi się z pewnym opóźnieniem odpowiadać na komentarze zamieszczane na blogu przez naszych czytelników – obiecuję poprawę!

TK:  Co robicie aby zwiększyć zainteresowanie stroną?

MA: O nowych postach na blogu informujemy za pośrednictwem naszej strony www oraz innych firmowych kanałów w mediach społecznościowych, m.in. Facebooka, Twittera i Blipa. Dzięki temu dyskusja o podejmowanych przez nas tematach przenosi się poza bloga.

TK:  Na portalach społecznościowych również można Was spotkać, czy taka działalność przynosi Wam wymierne korzyści?

MA: Stale komunikujemy się poprzez Facebooka, Blipa i Twittera. Mamy również kanał na YouTube. Fan strona na Facebooku to platforma dyskusyjna naszego zespołu, konta mirkoblogowe natomiast założone zostały z myślą o komunikacji employer brandingowej. Za pośrednictwem mediów społecznościowych przeprowadziliśmy już kilka udanych procesów rekrutacyjnych. Szeroka obecność w mediach społecznościowych pozwala nam komunikować się z naszym otoczeniem na bieżąco i być tam gdzie oni.

TK:  Na firmowej stronie internetowej ukazana jest imponująca lista sukcesów, czy może się Pani podzielić jeszcze jakimiś, dotąd nie znanymi szerokiej publiczności

MA: O naszych sukcesach piszemy na bieżąco nie tylko na stronie www, ale również w naszych mediach społecznościowych. Mogę za to poprosić o trzymanie kciuków, za nasze kolejne sukcesy choćby podczas tegorocznych konkursów branżowychJ

TK:  Jak te sukcesy wpłynęły na postrzeganie firmy?

MA: Sukcesy firmy zawsze pozytywnie wpływają na jej wizerunek. Bardzo cieszymy się ze wszystkich nagród, wyróżnień, które zawsze bardzo motywują nas do jeszcze intensywniejszej pracy na rzecz naszych klientów.

TK: Jakie są dalsze plany rozwoju bloga?

MA: W 2011 roku blog na pewno pozostanie stałym elementem naszej komunikacjiJ Nic więcej nie zdradzę – zapraszamy do stałych odwiedzin!

TK:  Jakich porad, ostrzeżeń może Pani udzielić osobom chcącym rozpocząć blogowanie firmowe?

MA: Przede wszystkim … pisaćJ Blogowanie to fun! I doskonały sposób na mniej formalną komunikację z otoczeniem. To ciekawa forma komunikacji z własnymi pracownikami, klientami rynkiem. Decydując się na założenie bloga warto jednak pamiętać o innych kanałach social media, którymi można go uzupełnić. Tak by nasz odbiorca nie miał najmniejszych problemów ze znalezieniem nas w sieci.

TK:  Dziękuję bardzo za rozmowę.

[Niniejszy wywiad jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Blog firmowy blog.fitbay.pl [recenzja]

Posted on Updated on

Wraz z modą na zdrowy tryb życia przyszło zainteresowanie fitnessem.  Dbanie o zdrowie poprzez uczęszczanie na różnego rodzaju zajęcia sportowe staje się coraz bardziej popularne. Jest to dobra wiadomość dla producentów sprzętu fitness, ponieważ istnieje duże zapotrzebowanie na akcesoria treningowe.

Jednym ze sklepów internetowych oferujących profesjonalny sprzęt do ćwiczeń jest Fitbay.pl. W sklepie można nabyć również odzież oraz różnego rodzaju akcesoria sportowe. Fitbay.pl posiada swojego firmowego bloga www.blog.fitbay.pl, na którym znaleźć można informacje dotyczące tematyki fitness oraz zdrowego stylu życia.

Pierwszy wpis na http://www.blog.fitbay.pl pojawił się w styczniu 2010 roku. Autorką bloga jest Paulina, która opisuje tematy branżowe, związane z fitness i ze sportem. W redagowaniu artykułów pomagają jej również inne osoby. Na blogu brakuje umieszczenia nazwisk jego  autorów.

fitbay blog

Blog graficznie współgra ze stroną, utrzymany jest w stonowanych kolorach (przeważa kolor biały i niebieski). Informacje podzielone są według kategorii tematycznych, dzięki czemu łatwo można znaleźć interesujące odbiorcę artykuły. Na blogu znajdują informacje o nowościach oraz promocjach sklepu internetowego Fitbay.pl. Inną kategorią są różnego rodzaju porady treningowe, opisy ćwiczeń oraz wskazówki fitnessowe. Ciekawą opcją jest publikowanie również porad treningowych tworzonych przez samych czytelników bloga. Mają oni szansę zaprezentować swoje historie związane z uprawianiem sportu i zdrowym trybem życia. Czytelnicy mogą więc dzielić się swoimi przeżyciami nie tylko za pomocą komentarzy, lecz także prezentując własne pomysły.

Blog jest czytelny oraz posiada łatwy system nawigacyjny. Zaletą bloga jest także umieszczenie na stronie głównej najnowszych wpisów oraz linka na stronę Fitbay.pl  na facebooku. Blog zawiera również archiwum wpisów z każdego miesiąca, kalendarium oraz chmurki tagów. Pisany jest z humorem oraz na luzie, dominują wpisy średniej długości. Czyta się go z zaciekawieniem.

Jeśli chodzi o istotną wadę bloga, to są to nieregularne wpisy. Ponadto istnieją duże odstępy między kolejnymi postami.  Na przykład we wrześniu  2010 na blogu pojawił się tylko jeden wpis. Jest to zdecydowanie za mało, aby przyciągnąć i utrzymać stałych czytelników. Może z tego wynikać niewielka aktywność odbiorców w komentowaniu wpisów. Na szczęście czytelnicy wykazują większą aktywność jeśli chodzi o tworzenie swoich własnych wpisów, które są później umieszczane na blogu.

Na blogu powinno się również znaleźć więcej dobrej jakości zdjęć, które ilustrowałyby prezentowane artykuły.  Z pewnością wpłynęłoby to pozytywnie na odbiór bloga.  Brakuje mi również filmików video z ćwiczeniami sportowymi. Tym bardziej, że na stronie głównej istnieje pusta zakładka „najnowsze wideo”.

Reasumując, blog.fitbay.pl oceniam pozytywnie. Napisany jest przystępnym językiem i prezentuje wiele ciekawostek i nowości dotyczących fitnessu i sportowego trybu życia. Brakuje mu jednak  czegoś, co wyróżniłoby go spośród innych blogów i przyciągnęło większą rzeszę odbiorców.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Przepis na blogowanie według LokiKoki.pl [wywiad]

Posted on Updated on

LokiKoki.pl jest jednym z nielicznych fryzjerskich sklepów internetowych, posiadających bloga firmowego, co niewątpliwie wyróżnia go na tle konkurencyjnych firm. Co sprawia, że blog LokiKoki cieszy się coraz większym zainteresowaniem czytelników? O wyjątkowości bloga, szansach, jakie niesie ze sobą prowadzenie bloga firmowego i nietypowej ambasadorce firmy opowiada Pani Ewelina Nowak – współautorka bloga LokiKoki.

LokiKoki.pl zdjęcie Ewelina Nowak

Viola Kuśmierczyk: Na Państwa blogu można przeczytać, że wielokrotnie podejmowane były próby założenia bloga. Co stało więc na przeszkodzie, by blog LokiKoki w końcu zaistniał w sieci?

Ewelina Nowak: Praktycznie już na samym początku postawiliśmy sobie za cel sprawienie, by LokiKoki.pl było czymś więcej niż tylko zwykłym sklepem internetowym. Blog firmowy okazał się formą, która naszym zdaniem pozwala ten cel osiągnąć. Jednak każdy, kto kiedykolwiek brał udział w rozwijaniu sklepu internetowego od podstaw, wie, że jest to moment, kiedy najwięcej czasu poświęca się na udoskonalanie samego sklepu. Dopiero, gdy mieliśmy pewność, że wszystko jest „dopięte na ostatni guzik” mogliśmy w pełni poświęcić się pracy nad blogiem. Nie bez znaczenia było również powiększenie się zespołu LokiKoki.pl, dzięki czemu znajdujemy czas, by regularnie dodawać nowe posty.

VK: Czego może się spodziewać czytelnik, który zdecydował się zajrzeć na Państwa bloga? Jakich treści?

EN: Tematyka postów na blogu LokiKoki jest dość różnorodna. Można tutaj znaleźć nasze przemyślenia, i opinie, przeczytać informacje ze świata e-commerce. Blog LokiKoki to również miejsce na prezentację wydarzeń z życia sklepu, nowości kosmetycznych. Jednak od dłuższego czasu skupiamy się szczególnie na poradach dotyczących pielęgnacji i stylizacji włosów oraz fryzur. Uważamy, że właśnie tego typu użyteczne posty mają największą szansę na przyciągnięcie uwagi czytelników.

VK: Ile osób prowadzi bloga? Jak często?

EN: Obecnie 2 osoby odpowiedzialne są za prowadzenie bloga. Staramy się, by nowe posty pojawiały się regularnie, raz w tygodniu.

VK: W jaki sposób promują Państwo swojego bloga?

EN: O wszystkich nowych wpisach na blogu informujemy poprzez nasz fanpage na Facebooku „Chcę Mieć Piękne Włosy”. Co więcej, zamierzamy wysyłać do naszych Klientów newslettery będące zarysem tego, co obecnie dzieje się na blogu.

VK: Czy blog ma swój udział w planie komunikacji sklepu LokiKoki.pl? Czy zauważyli Państwo, aby prowadzenie bloga w znaczący sposób wpłynęło na Państwa relacje z klientami?

EN: Tak naprawdę  blog LokiKoki stał się bardziej popularny dopiero w momencie, gdy założyliśmy nasz fanpage na Facebooku. Wraz ze wzrostem liczby fanów „Chcę Mieć Piękne Włosy” rośnie liczba czytelników naszego bloga. Blog jest dla nas szansą na realizację naszego celu – sprawienie, by wszyscy, którzy odwiedzą LokiKoki.pl, znaleźli tutaj coś więcej niż tylko fryzjerskie produkty. Już teraz obserwujemy coraz więcej reakcji na nasze posty. Wierzymy, że dzięki nim nasze relacje z Klientami będą stawać się coraz lepsze oraz, że coraz więcej osób odwiedzających LokiKoki.pl będzie kojarzyć nas nie tylko z zakupami, ale również z poradą, pomocą i informacją.

VK: Czy Państwa zdaniem blog LokiKoki wyróżnia się na tle konkurencyjnych blogów? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

EN: Z naszych obserwacji wynika, że jesteśmy jednym z niewielu internetowych sklepów fryzjerskich, mogących pochwalić się blogiem firmowym. Tak więc już sam fakt, że go prowadzimy jest wyróżniający. Myślę, że o wyjątkowości bloga LokiKoki stanowi głównie jego treść. Choć blog przynależy do sklepu internetowego, posty LokiKoki nie są nachalną próbą zaciągnięcia czytelnika do sklepu i naklaniania go do zakupu. Blog ma przede wszystkim być źródłem informacji dla czytelnika. Chcemy, by dzięki nam Klient dowiedział się, jak pielęgnować włosy. A jeśli przy okazji będzie chciał zadbać o nie, korzystając z naszego asortymentu, to świetnie. Jednak na pewno nie jest to cel sam w sobie.

VK: Czy z perspektywy czasu, założenie bloga było według Państwa trafną decyzją? Czy widzą Państwo korzyści, jakie przynosi prowadzenie bloga?

EN: Na początku zainteresowanie blogiem bylo znikome, wiedzieliśmy jednak, że trzeba czasu, by pozyskać grono czytelników. Obecnie widać, że coraz więcej osób na niego zagląda, co jest dla nas powodem do zadowolenia oraz potwierdzeniem, że założenie bloga było dobrym pomysłem. Trudno ocenić, czy obecność bloga przekłada się na wzost sprzedaży. Natomiast zdecydowanie sprawia, że jako firma jesteśmy bardziej wiarygodni.

VK: Czy prowadzenie bloga jest trudne?

EN: Najtrudniejszy etap to decyzja o temacie artykułu. Zawsze staramy się brać pod uwagę fakt, że to, co jest interesujące dla nas, niekoniecznie zaciekawi czytelników. Dlatego zawsze zadajemy sobie pytanie, czy dany post będzie użyteczny i interesujący dla szerszego grona.  Jest to czynnik decydujący o tym, czy tekst pojawi się na blogu.

VK: Jakich rad udzielilibyście Państwo firmom, które zastanawiają się nad prowadzeniem bloga firmowego? Czy według Państwa istnieją żelazne zasady, których należy bezwzględnie przestrzegać, aby blog firmowy odniósł sukces?

EN: Ważne jest, by każdy kto prowadzi blog  firmowy znalazł swój własny, indywidualny styl pisania. Jest to istotne, ponieważ to właśnie on często decyduje o wyjątkowości bloga. Warto zadbać o to, by wpisy w jakimś stopniu były personalne, by oddawały nasze odczucia i opinie. Dzięki temu nasz blog   przestanie przypominać artykuły z gazet oraz będzie niepowtarzalny. Warto również dołożyć starań, by tematy poruszane na blogu były ciekawe dla potencjalnych czytelników.

VK: Na zakończenie proszę opowiedzieć o ambasadorce Państwa firmy, jaką jest nietypowa postać..Żaba. Czy trudno ją było namówić do pełnienia tak zaszczytnej funckji?

EN: Kiedy tylko zaproponowaliśmy jej pełnienie tej niezwykle nobilitującej roli,  nie musieliśmy długo czekac na odpowiedź 😉 A poważnie, pomysł na wprowadzenie ambasdorki-maskotki pojawił się na samym początku działalności sklepu. Uznaliśmy, że jej obecność wyróżni nasz sklep na tle innych. Na co dzień Żaba siedzi razem z nami w biurze i zapewniam, że nie ma osoby, która przeszłaby obok niej obojętnie 😉

VK: Dziękuję serdecznie za udzielenie wywiadu.

[Niniejszy wywiad jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

My, eksperci [recenzja]

Posted on Updated on

Marketing rekomendacji, znany też jako szeptany, pojawił się w Polsce kilka lat temu. Jako narzędzie wspierające sprzedaż rozwija się bardzo szybko i eksploruje coraz to nowsze rynki. Agencja Streetcom byłą pierwszą firmą, która postanowiła wprowadzić zachodnie wzorce do naszego kraju. Zbierając kilka, a potem kilkadziesiąt tysięcy „testerów” zaoferowała swoim klientom opinie o produktach z pierwszej ręki, tworząc przy tym całą rzeszę ambasadorów i ambasadorek różnych marek. W tak newralgicznym temacie, jakim jest przesyłanie produktów do testów, najważniejsza jest stała komunikacja z grupami zainteresowań. Jednym z narzędzi temu poświęconych jest (czy też miał być) blog firmowy prowadzony przez Streetcom – http://buzzreporter.pl/

Blog rozpoczynają dwie notki z 22 lutego 2008 roku. Warto przy tym zauważyć, że w pierwszym miesiącu prowadzenia bloga (luty/marzec 2008) zostało zamieszczonych ponad 30 wpisów, natomiast w ostatnim (listopad 2010) aż… 1 (słownie: jeden). Skupmy się jednak najpierw na tym, co działo się na blogu, a nie jak często.

O nas i nie tylko

Pojawiające się wpisy można podzielić na pewne grupy tematyczne. Wyselekcjonowałam dokładnie 3: notki o aktualnych/zakończonych kampaniach prowadzonych przez firmę, notki o marketingu szeptanym (tzw. eksperckie), notki o Streetcom.

Notki o kampaniach oczywiście są grupą najważniejszą – oczekują ich zarówno klienci, którzy płacą Streetcom za nagłośnienie akcji, jak i eksperci, którzy biorą w udział w kampaniach. Trzeba przyznać, że są one solidnym przewodnikiem po „życiu kampanii” – dowiadujemy się, kto dla danych produktów jest grupą docelową, jakie są zalety produktów, jakie są dodatkowe działania prowadzone podczas akcji (np. konkursy na Facebook’u) oraz – jeśli opisywany jest zakończony case – jakie były wyniki przeprowadzonych badań eksperckich. Poznajemy tym samym mechanizmy prowadzenia działań marketingu wirusowego, czyli praktykę.

O teorii więcej dowiedzieć się możemy z drugiej grupy wpisów, tych eksperckich. Znajdziemy wśród nich wyniki badań, ankiet, opisy kampanii prowadzonych na całym świecie, informacje o korzyściach płynących z marketingu rekomendacji i wiele innych, których celem jest nakreślenie jak? z czym? i po co? się to je. Trzeba przyznać, że są to wpisy różnorodne i wartościowe.

Została trzecia grupa poświęcona firmie i pracownikom Streetcom. Wpisy korporacyjne skupiają się przede wszystkim na prezentowaniu dokonań firmy, wywiadów z panią prezes, czy relacji z imprez, w których firma uczestniczyła. Mamy tu też informacje o zmianach personalnych oraz struktury agencji. „Wszystko, co chciałbyś o nas wiedzieć”, po prostu.

buzzreporter blog

I co dalej?

Wszystko wyglądało dobrze, wpisy dotykały różnych tematów, były napisane ciekawie, mogły przyciągać czytelników.  Jednak po okresie wzlotów i rozwoju, na przełomie roku 2009 i 2010 blog wszedł w istny stan agonalny. Jedna – dwie notki w miesiącu zastąpiły dwie notki dziennie, jakie zdarzały się dość często w jego historii. Dlaczego? Nie wiadomo. Być może przyczyniła się do tego ekspansja na Facebook’a, jednak tworzenie bloga i zostawienie go samemu sobie nie jest najlepszym pomysłem. Jego drugim problemem, na przestrzeni całego okresu istnienia, jest brak komunikacji zwrotnej. Prawie nie pojawiają się na nim komentarze, co oznacza, że nie dochodzi do interakcji z czytelnikami, a przecież o to zasadniczo chodzi.

Poza treścią bloga warto zwrócić uwagę także na kilka drobiazgów: layout, który wygląda jak darmowy szablon, jest byle jaki i nie komunikuje o czym właściwie jest ten blog; archiwum – a raczej jego brak, aby znaleźć notki z roku 2008 musimy przygotować się na sportowe scrollowanie; brak połączenia z kontem na Facebook’u – zupełnie nie rozumiem powodu, zwłaszcza, że cała dynamiczna komunikacja firmy odbywa się właśnie tam.

Ogólne wrażenie niestety jest takie, że ktoś kiedyś wymyślił, że fajnie byłoby mieć bloga, ale po pewnym czasie znudziło mu się jego prowadzenie i tak oto mamy to, co widać. A szkoda, bo treści zamieszczone na blogu są na pewno wartością dodaną dla firmy Streetcom. Niestety chwilowo mogą służyć jedynie jako kompendium wiedzy, a nie jako część interaktywnej platformy wymiany zdań. I gdzie ci eksperci, prawdziwi tacy, którzy nie porzucają swojego dzieła?

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]