recenzje

elpiano.pl klasycznie i elektrycznie [recenzja]

Posted on Updated on

Pianino akustyczne, pianino cyfrowe czy keyboard? To pytania na które z pewnością znajdziemy odpowiedź na portalu http://www.elpiano.pl. Jeśli chodzi o kształt samego bloga, bo to na nim skupimy się najbardziej, jest on bardzo przejrzysty i ciekawy. Może to moje niewielkie doświadczenie z muzyką sprawiło, że ta forma bloga do mnie przemawia. Autorka prezentuje nam zalety wyboru cyfrowego pianina, ale jednocześnie nie odradza w sposób jednoznaczny instrumentów o podobnym brzmieniu, ale zachęca poprzez opowiadanie o nim. Najbardziej wzruszyły mnie występy małych muzykantów którzy wzięli udział w konkursie zorganizowanym na blogu z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. Oprócz kolęd wykonali utwory klasyczne takie jak Menuet J.S Bacha, jest to jeden ze standardowych utworów muzycznych wykonywanych na początku nauki gry na pianinie, choć dla dziecka wcale nie taki łatwy. Uważam, że dzięki takiemu przedstawieniu gry na pianinie zachęci ona zarówno pasjonatów jak i laików, rodziców, którzy z chęcią zainteresują się choćby ze względu na swoje małe dzieci.

Blog elpiano.pl to na pewno coś oryginalnego wśród innych tematycznych blogów. Wyróżnia się choćby tym, że trudniej jest przedstawić atuty gry na pianinie i zachęcić do nauki poprzez Internet. Dzięki użyciu skrótów youtube.com w formie filmików autorka przyciąga uwagę potencjalnego Internauty który oprócz walorów merytorycznych w tle może posłuchać pięknej muzyki i dowiedzieć się szczegółowych informacji o cyfrowych pianinach, ale i nie tylko.

elpiano blog

Serwis elpiano.pl jest również obecny na facebook`u gdzie został umieszczony w 2009r. Pisząc o blogu elpiano.pl, nie możemy zapomnieć o sklepie internetowym o tej samej nazwie, którego założycielką jest pani Małgorzata Michałowska. Pomysłodawczyni jest świetnym przykładem na to, że poprzez realizacje własnej pasji prowadzi się nie tylko dobry interes, ale i można pomóc sobie i klientom. Choć na podstawie wywiadów widać że jest osoba skromną, łatwo zauważyć iż posiada ona w sobie determinację w działaniu, którego następstwem jest nieustanny rozwój sklepu i bloga. Filmiki umieszczane na blogu autorstwa pani Małgorzaty są świetnym przykładem poszerzania swoich zainteresowań dla wtajemniczonych w branży jak i elementem porady dla przyszłych klientów.

Potencjalny klient cyfrowego pianina z pewnością znajdzie tu coś dla siebie. Na wspomnianych wyżej filmikach występują również goście, którzy aby przybliżyć oglądającemu charakter cyfrowego pianina wykonują utwory z różnych epok.

Wśród konkurencji możemy znaleźć takie sklepy internetowe jak:

Wymienione powyżej są konkurencją dla elpiano.pl, ale przede wszystkim pod kątem szerokiego wyboru asortymentu, długiej historii marki na rynku jak i dotarcia do klientów bardziej komercyjnych. Natomiast elpiano.pl oferuje klientowi bardziej indywidualne podejście, wręcz rodzinna atmosferę z zakresu doradztwa jak i fizycznego kontaktu z przedstawionym instrumentem. Blog w rozumieniu prowadzenia działalności gospodarczej jest doskonałym narzędziem promocji, kreowania pozytywnego wizerunku firmy.

Moim zdaniem osoba pani Małgorzaty Michałowskiej skupia w sobie wszystkie przedstawione powyżej pozytywne aspekty serwisu jak i bloga elpiano.pl i cieszy mnie to, że pomimo licznej i z pozoru mocnej finansowo konkurencji, potrafi z duszą prowadzić swoją działalność.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Festiwal zdjęć, czyli kilka słów o blogu DeeZee [recenzja]

Posted on Updated on

DeeZee to działający od 2005 roku sklep internetowy z damskim obuwiem. Obecnie oprócz sprzedaży internetowej prowadzi lub współpracuje z kilkoma butikami w Polsce (zazwyczaj w mniejszych miastach). Klientkami sklepu są głównie nastolatki i młode kobiety które chcą wyglądać modnie nie przepłacając. Ciekawe wzornictwo, kolorystyka i niska cena zadecydowały o sukcesie DeeZee.

Poruszanie się po stronie internetowej firmy jest intuicyjne. Szybko i łatwo znaleźć produkt, który nas interesuje. Firma wzięła pod uwagę wiek i zainteresowania najliczniejszej grupy swoich klientek, ponieważ oprócz zakupów możemy dowiedzieć się co jest teraz modne („Stylistka proponuje”) oraz zobaczyć jakie buty lubią i noszą gwiazdy telewizji, filmu i muzyki (a przy okazji sprawdzić czy są one w ofercie sklepu). Przyznam, że po obejrzeniu strony miałam już pewne oczekiwania co do bloga. Liczyłam na coś kreatywnego, kolorowego i świeżego. Jakież było moje rozczarowanie po przeczytaniu tego co znalazłam na www.blog.deezee.pl. Ale po kolei.

Pierwsze wrażenie (okazuje się, że bywa ono czasem mylne) jest pozytywne. Blog graficznie współgra ze stroną (pojawiają się te same elementy – czcionka, logo, hasło w nagłówkach) i informuje o czym możemy na nim przeczytać. Kobiece elementy, kolorystyka i hasło „We love fashion” obiecują podróż do magicznego (dla kobiet szczególnie) świata butów i mody. Podział na kategorie tematyczne gwarantuje sprawne znalezienie tego czego chcemy, a wyodrębnione po lewej stronie linki współpracujących i zaprzyjaźnionych ze sklepem firm pozwalają szybko przenieść się na inną (ale podobna tematycznie) stronę internetową. Niestety, zagłębiając się  w treść bloga entuzjazm i poziom pozytywnych wrażeń maleje.

deezee blog

Pismo kobiece + celebryta = post

Trudno mówić o regularności postów. Pojawiają się one co 3- 5 dni (poza ostatnimi dwoma tygodniami, kiedy są codziennie). Za to DeeZee ich nieregularność rekompensuje ilością. Dziennie firma potrafi napisać nawet cztery! W tym momencie warto przyjrzeć się jakości postów, bo słowo napisać jest trochę nie na miejscu… Prawie każdy wpis składa się z jednego, dwóch zdań i kilku dużych fotografii. Są to najczęściej zdjęcia celebrytów (przede wszystkim tych zza oceanu) lub przeskanowane sesje fotograficzne z kolorowych czasopism (Glamour, Hot, Poradnik Domowy, itp.). Tematyka postów to przede wszystkim reklama butów DeeZee i styl gwiazd. Zdania: „W ostatnim numerze …(tytuł gazety) w sesji wykorzystano botki DeeZee” lub „ (nazwisko gwiazdy) pokazała się w balerinach, które już dziś możesz kupić w sklepie DeeZee” stanowią ok. 90% bloga. Pozostałe 10% to relacje (ubogie językowo) z pokazów mody lub targów, kilka konkursów i informacje handlowe. Przeglądając  którąś z kolei stronę, gdzie poza tego typu zdaniami i ogromną ilością zdjęć nie znalazłam nic ciekawego przestał dziwić mnie fakt, że na blogu nie ma żadnych komentarzy. Mało tego, monotonia i nuda bijące z wpisów sprawiły, iż zamiast skupić się na przeglądaniu postów zaczęłam czytać przedruki gazet (tam przynajmniej był jakiś tekst).

Kto mówi?

Blog ma niespersonalizowany charakter, co jest jego kolejną wadą. Autor jest anonimowy. Tego, że jest to kobieta można domyśleć się jedynie po końcówkach czasowników. Fakt, że strona główna bloga przypomina wyglądem kobiece biurko (ślady kubków po kawie, przypięta spinaczem karteczka) od razu nasuwa czytelnikowi wyobrażenie młodej, inteligentnej, pełnej pomysłów autorki, która ma ciekawe spojrzenie na modę i która mogłaby być w pewnym sensie doradcą i koleżanką. Taka osoba byłaby wiarygodna, „prawdziwa” i budziła by zaufanie. I chociaż autorka bloga DeeZee mówi językiem swoich czytelników, ma podobne zainteresowania (które „opisuje” je głównie zdjęciami) poprzez posty nie nawiązuje kontaktu z czytelnikiem. Zresztą, nie wiadomo nawet czy udaje młodą dziewczyna czy naprawdę nią jest i czy jest jedna czy kilka autorek.

Jest nadzieja!

Przez ostatnie dwa tygodnie na blogu widać jednak pozytywne zmiany. Posty pojawiają się codziennie i co najważniejsze nie są to już tylko zdjęcia i przedruki. Każdy wpis opatrzony jest komentarzem autora, który pisze o ciekawych portalach internetowych, zachęca do modowych eksperymentów, albo ocenia to co modne. Może nawet teraz blog DeeZee wytrawnego czytelnika blogów modowych nie zachwyci. Jednak w porównaniu z tym co autorka zamieszczała na nim wcześniej można zauważyć ogromną różnicę.

Podsumowując, uważam że dla DeeZee blog jest dużą szansą. Młode klientki szukają swojego stylu, lubią czytać o gwiazdach i je naśladować. Sprawnie poruszają się w internetowym świecie mody, w którym szukają nie tylko gotowych rozwiązań, ale też inspiracji. Stwarzając blog o takiej tematyce widać, że firma po części rozumie potrzeby i zainteresowania konsumentów. W tym przypadku nie zawiódł jednak sam pomysł, ale jego wykonanie. Nudne posty, brak kreatywności i zaangażowania zarówno ze strony autorów jak i czytelników sprawiły, że lektura bloga DeeZee nie należy do najciekawszych. Pocieszający jest jednak fakt, że firma powoli zaczyna dostrzegać swoje błędy i zmienia się. Na koniec, wypada tylko życzyć dalszego rozwoju.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

…Na głowie kwietny ma wianek… [recenzja]

Posted on Updated on

Czym różni się truckerka od baseballówki, a fidelka od kadetki? Czy fedora to kapelusz czy kapelusik? Czy Gunner to nazwa czapki czy nazwisko jej nosiciela? W którym miejscu zmierzyć obwód głowy? Czy lepsze są te z guziczkiem czy z siateczką? Czy prosty daszek to jeszcze moda czy już lamerstwo? Czy z wchodzeniem w czapce do klubów jest nadal czapa?”

Z czystym sumieniem można by śmiało zapytać: co poeta miał na myśli…? Tak naprawdę wszystko dzieje się nie w głowie ale na niej. Marka Goorin Brothers specjalizuje się w produkcji czapek i kapeluszy od 1895 roku. Nakrycia głowy nigdy nie były produkowane na masowa skalę, zdobywając miano marki ekskluzywnej. Każdy projekt miał być unikalny, tworzony tylko w limitowanej serii, lub na specjalne życzenie tworzony dla zamawiającego klienta. Dopiero dziś w dobie wielkich galerii handlowych i sklepów internetowych, Goorin zamówić lub przymierzyć może szersze grono klientów. Samych salonów na terenie Polski jak do tej pory jest tylko 4.

Czapka na zimę, kapelusz słomkowy na lato, baseballówka na każdy dzień. Nie wiadomo skąd, ale wziął sie pomysł na pisanie bloga o czapkach. Na swojej stronie nie podają wielu informacji o nowych produktach, większość natomiast opisana jest tu: na glowawgoorin.pl Od 2009 roku regularnie ok 2-3 razy w miesiącu pojawiają się nowe wpisy na stronie-blogu. Nie są to tylko informacje o nowych kolekcjach. Wiele notek dotyczy promocji, wyprzedaży, przecen, wietrzeń magazynów- czyli generalnie sprzedaży po dużo niższej niż normalnie cenie. A trzeba przyznać, że ceny nie są zbyt niskie, gdyż najzwyklejsze czapki zaczynają się od 150 zł. Ale po co to wszystko? I tak trzeba się do sklepu idąc i przymierzyć. Wielokrotnie pojawiają się zdjęcia tylko zdobień, małych elementów czapek, czy ubrań, które powodują, że aż chce się zobaczyć całość. Na blogu zamieszcza filmiki z youtuba, na których styliści, (lub po prostu pracownicy sklepów) radzą jak sie dobrze ubrać korzystając z propozycji marki. Dość interesującym elementem są też relacje z wydarzeń, np otwarcie jakiejś galerii handlowej, gdzie na pierwszym miejscu nie jest podana informacja o naszej firmie, ale zostaje ona przekazana na równi z wiadomościami o otwarciu innych sklepów w tym miejscu, za czym idzie fotorelacja.  Wydaje się być to bardzo wyważone. Nie do końca jednak blog wygląda jak blog, z boku znajdują się typowe narzędzia dla stron www, jak: FAQ, galerie uzytkowników, prezentacja ekipy itp. Forma troszeczkę się zaciera.

goorin blog

Firma Goodrin jest częścią koncernu Unique, w którego skład wchodzą również: Bench, Mint, G-Star, Superdry, Vestal i Pepe Jeans. Na blogu są one promowane nie mniej niż marka tytułowa. Tak naprawdę, to na wyłączność , ten exclusive dla marki Goodrin, została tylko nazwa. Otwiera się na swoich młodych klientów i wychodzi poza ramy sprzedaży salonowo internetowej. Promuje wiele imprez, ale bardzie offowych, tak jak sama firma, np: absurdalia czy festiwal off plus Camera. Unika masowych imprez, starannie dobierając sobie partnerów w świecie muzyki czy filmu. Nie jest jednak aż tak bardzo niszowy jakby się miało zdawać, idzie za trendem pisania laurek i umieszcza na stronie kartki świąteczne i zyczenia.

Jedyną, ot nietypową rzeczą, która przykuła moją uwagę na dłużej, z jaką się tu spotkałam była postać mr. Uniqualnego, kartonowego ludzika ubranego ( a raczej namalowanego) w ciuchy z grupy Unique, z czapką Goodrin i zegarkiem Vistal – do wycięcia, złożenia i postawienia na biurku. Jak dla mnie pomysł nietypowy, świeży – a co za tym idzie, zjadliwy J

Blog jest w jasnych barwach, pisany czytelnym młodzieżowym językiem. Wszystko składa się w dość zwięzłą całość ale… no niestety nie porywa, nie ma na czym zawiesić oka na dłużej. Zakładka „konkursy”, która wg mnie mogłaby się okazać hitem, (bo, który student nie chciałby wygrać czapki albo kurtki na zimę) jest prawie niewidoczna. Zastanawiam się czy jest w ogóle sens prowadzenie tego typu bloga firmowego, przecież po promocje idzie się do sklepu, obejrzeć na żywo, a nie na obrazku, wszelkie te informacje równie dobrze, mogłyby zaistnieć na stronie głównej producenta jako aktualności. Podsumowując: ciekawy jako lektura jednorazowa. Można zajrzeć tu przypadkiem, ale prawdopodobnie już nigdy się tu nie wróci.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Blog firmowy blog.fitbay.pl [recenzja]

Posted on Updated on

Wraz z modą na zdrowy tryb życia przyszło zainteresowanie fitnessem.  Dbanie o zdrowie poprzez uczęszczanie na różnego rodzaju zajęcia sportowe staje się coraz bardziej popularne. Jest to dobra wiadomość dla producentów sprzętu fitness, ponieważ istnieje duże zapotrzebowanie na akcesoria treningowe.

Jednym ze sklepów internetowych oferujących profesjonalny sprzęt do ćwiczeń jest Fitbay.pl. W sklepie można nabyć również odzież oraz różnego rodzaju akcesoria sportowe. Fitbay.pl posiada swojego firmowego bloga www.blog.fitbay.pl, na którym znaleźć można informacje dotyczące tematyki fitness oraz zdrowego stylu życia.

Pierwszy wpis na http://www.blog.fitbay.pl pojawił się w styczniu 2010 roku. Autorką bloga jest Paulina, która opisuje tematy branżowe, związane z fitness i ze sportem. W redagowaniu artykułów pomagają jej również inne osoby. Na blogu brakuje umieszczenia nazwisk jego  autorów.

fitbay blog

Blog graficznie współgra ze stroną, utrzymany jest w stonowanych kolorach (przeważa kolor biały i niebieski). Informacje podzielone są według kategorii tematycznych, dzięki czemu łatwo można znaleźć interesujące odbiorcę artykuły. Na blogu znajdują informacje o nowościach oraz promocjach sklepu internetowego Fitbay.pl. Inną kategorią są różnego rodzaju porady treningowe, opisy ćwiczeń oraz wskazówki fitnessowe. Ciekawą opcją jest publikowanie również porad treningowych tworzonych przez samych czytelników bloga. Mają oni szansę zaprezentować swoje historie związane z uprawianiem sportu i zdrowym trybem życia. Czytelnicy mogą więc dzielić się swoimi przeżyciami nie tylko za pomocą komentarzy, lecz także prezentując własne pomysły.

Blog jest czytelny oraz posiada łatwy system nawigacyjny. Zaletą bloga jest także umieszczenie na stronie głównej najnowszych wpisów oraz linka na stronę Fitbay.pl  na facebooku. Blog zawiera również archiwum wpisów z każdego miesiąca, kalendarium oraz chmurki tagów. Pisany jest z humorem oraz na luzie, dominują wpisy średniej długości. Czyta się go z zaciekawieniem.

Jeśli chodzi o istotną wadę bloga, to są to nieregularne wpisy. Ponadto istnieją duże odstępy między kolejnymi postami.  Na przykład we wrześniu  2010 na blogu pojawił się tylko jeden wpis. Jest to zdecydowanie za mało, aby przyciągnąć i utrzymać stałych czytelników. Może z tego wynikać niewielka aktywność odbiorców w komentowaniu wpisów. Na szczęście czytelnicy wykazują większą aktywność jeśli chodzi o tworzenie swoich własnych wpisów, które są później umieszczane na blogu.

Na blogu powinno się również znaleźć więcej dobrej jakości zdjęć, które ilustrowałyby prezentowane artykuły.  Z pewnością wpłynęłoby to pozytywnie na odbiór bloga.  Brakuje mi również filmików video z ćwiczeniami sportowymi. Tym bardziej, że na stronie głównej istnieje pusta zakładka „najnowsze wideo”.

Reasumując, blog.fitbay.pl oceniam pozytywnie. Napisany jest przystępnym językiem i prezentuje wiele ciekawostek i nowości dotyczących fitnessu i sportowego trybu życia. Brakuje mu jednak  czegoś, co wyróżniłoby go spośród innych blogów i przyciągnęło większą rzeszę odbiorców.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

My, eksperci [recenzja]

Posted on Updated on

Marketing rekomendacji, znany też jako szeptany, pojawił się w Polsce kilka lat temu. Jako narzędzie wspierające sprzedaż rozwija się bardzo szybko i eksploruje coraz to nowsze rynki. Agencja Streetcom byłą pierwszą firmą, która postanowiła wprowadzić zachodnie wzorce do naszego kraju. Zbierając kilka, a potem kilkadziesiąt tysięcy „testerów” zaoferowała swoim klientom opinie o produktach z pierwszej ręki, tworząc przy tym całą rzeszę ambasadorów i ambasadorek różnych marek. W tak newralgicznym temacie, jakim jest przesyłanie produktów do testów, najważniejsza jest stała komunikacja z grupami zainteresowań. Jednym z narzędzi temu poświęconych jest (czy też miał być) blog firmowy prowadzony przez Streetcom – http://buzzreporter.pl/

Blog rozpoczynają dwie notki z 22 lutego 2008 roku. Warto przy tym zauważyć, że w pierwszym miesiącu prowadzenia bloga (luty/marzec 2008) zostało zamieszczonych ponad 30 wpisów, natomiast w ostatnim (listopad 2010) aż… 1 (słownie: jeden). Skupmy się jednak najpierw na tym, co działo się na blogu, a nie jak często.

O nas i nie tylko

Pojawiające się wpisy można podzielić na pewne grupy tematyczne. Wyselekcjonowałam dokładnie 3: notki o aktualnych/zakończonych kampaniach prowadzonych przez firmę, notki o marketingu szeptanym (tzw. eksperckie), notki o Streetcom.

Notki o kampaniach oczywiście są grupą najważniejszą – oczekują ich zarówno klienci, którzy płacą Streetcom za nagłośnienie akcji, jak i eksperci, którzy biorą w udział w kampaniach. Trzeba przyznać, że są one solidnym przewodnikiem po „życiu kampanii” – dowiadujemy się, kto dla danych produktów jest grupą docelową, jakie są zalety produktów, jakie są dodatkowe działania prowadzone podczas akcji (np. konkursy na Facebook’u) oraz – jeśli opisywany jest zakończony case – jakie były wyniki przeprowadzonych badań eksperckich. Poznajemy tym samym mechanizmy prowadzenia działań marketingu wirusowego, czyli praktykę.

O teorii więcej dowiedzieć się możemy z drugiej grupy wpisów, tych eksperckich. Znajdziemy wśród nich wyniki badań, ankiet, opisy kampanii prowadzonych na całym świecie, informacje o korzyściach płynących z marketingu rekomendacji i wiele innych, których celem jest nakreślenie jak? z czym? i po co? się to je. Trzeba przyznać, że są to wpisy różnorodne i wartościowe.

Została trzecia grupa poświęcona firmie i pracownikom Streetcom. Wpisy korporacyjne skupiają się przede wszystkim na prezentowaniu dokonań firmy, wywiadów z panią prezes, czy relacji z imprez, w których firma uczestniczyła. Mamy tu też informacje o zmianach personalnych oraz struktury agencji. „Wszystko, co chciałbyś o nas wiedzieć”, po prostu.

buzzreporter blog

I co dalej?

Wszystko wyglądało dobrze, wpisy dotykały różnych tematów, były napisane ciekawie, mogły przyciągać czytelników.  Jednak po okresie wzlotów i rozwoju, na przełomie roku 2009 i 2010 blog wszedł w istny stan agonalny. Jedna – dwie notki w miesiącu zastąpiły dwie notki dziennie, jakie zdarzały się dość często w jego historii. Dlaczego? Nie wiadomo. Być może przyczyniła się do tego ekspansja na Facebook’a, jednak tworzenie bloga i zostawienie go samemu sobie nie jest najlepszym pomysłem. Jego drugim problemem, na przestrzeni całego okresu istnienia, jest brak komunikacji zwrotnej. Prawie nie pojawiają się na nim komentarze, co oznacza, że nie dochodzi do interakcji z czytelnikami, a przecież o to zasadniczo chodzi.

Poza treścią bloga warto zwrócić uwagę także na kilka drobiazgów: layout, który wygląda jak darmowy szablon, jest byle jaki i nie komunikuje o czym właściwie jest ten blog; archiwum – a raczej jego brak, aby znaleźć notki z roku 2008 musimy przygotować się na sportowe scrollowanie; brak połączenia z kontem na Facebook’u – zupełnie nie rozumiem powodu, zwłaszcza, że cała dynamiczna komunikacja firmy odbywa się właśnie tam.

Ogólne wrażenie niestety jest takie, że ktoś kiedyś wymyślił, że fajnie byłoby mieć bloga, ale po pewnym czasie znudziło mu się jego prowadzenie i tak oto mamy to, co widać. A szkoda, bo treści zamieszczone na blogu są na pewno wartością dodaną dla firmy Streetcom. Niestety chwilowo mogą służyć jedynie jako kompendium wiedzy, a nie jako część interaktywnej platformy wymiany zdań. I gdzie ci eksperci, prawdziwi tacy, którzy nie porzucają swojego dzieła?

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Od startupa do wyżeracza. Daily on AdTaily [recenzja]

Posted on Updated on

Na Twitterze piszą po angielsku, aktywnie komunikują się z innymi użytkownikami,  linkują do autorskich treści, a ponad to dzielą się ciekawymi treściami znalezionymi w Internecie. AdTaily pojawiło się w sposób tajemniczy, gdzie widomym jedynie było, że ma zamiar zrewolucjonizować polski rynek reklamy online poprzez udostępnienie łatwiejszej i lepiej dopasowanej reklamy kontekstowej w niszach internetowych.

Ściślej, AdTaily to polski startup, który wykreował nową platformę reklamy w Internecie.  Zrobiło się o nich głośno we wrześniu 2008 roku, kiedy zostali zakwalifikowani do grupy  23 najbardziej obiecujących europejskich startupów  w  Londyńskim inkubatorze przedsiębiorczości  – Seedcamp. Rok później odnieśli  sukces w branży interaktywnej.  Teraz są jedną z najbardziej znanych platform reklamowych mediów społecznościowych, która jako pierwsza umożliwiła bloggerom zarabianie na blogach.

Rewolucyjny system reklamy

AdTaily to system do sprzedaży reklam online. Dobry zarówno dla niszowych blogów, jak i dużych tematycznych serwisów. Sami o sobie mówią krótko: „najprostsza forma reklamy online”. Swoje pierwsze kroki zaczęli stawiać nie posiadając nawet zamkniętej wersji beta, a jego inicjatorzy pojechali do Londynu ze zwykłą prezentacją w PowerPoincie. Okrzyknięci przez dziennikarzy Polakami, którzy „rzucają rękawicę Google” rok po debiucie na Seedcamp ,ten rewolucyjny system reklamy odsłonił twarz i wyszedł na światło dzienne. AdTaily łączy w sobie rozwiązania sieci reklamowej mogącej współpracować z każdym klientem zewnętrznym, zdolnej wykorzystać potencjał reklamowy blogosfery i innych serwisów, oraz prostotę i szybkość narzędzi e-commerce wykorzystywanych dotychczas w handlu internetowym . Dziś, AdTaily to świetnie zarządzana firma, która zyskuje na popularności, zarówno w kraju jak i za granicą.

Buszujący w sieci…  i firmowa blogosfera

Jednym z najpoważniejszych wyzwań każdej firmy jest znalezienie skutecznego kanału komunikacji. Jak możemy zaobserwować AdTaily intensywnie wykorzystuje social media, w których jak wiadomo nie od wczoraj, drzemie ogromny potencjał. Znajdziemy ich na GoldenLine, Blipie, Flakerze, Facebooku i SlideShare. Ich obecność w social media nie jest związana jedynie z działaniami promocyjnymi nieinwazyjnych, samoobsługowych reklam Internetu. Jak sami mówią „GoldenLine i Blip to obok maili główne narzędzia komunikacji ze społecznością, która funkcjonuje wokół AdTaily”.

Innym kanałem komunikacji wykorzystywanym przez AdTaily jest blog firmowy wiszący w sieci pod adresem http://blog.adtaily.pl. W poprzedniej edycji konkursu zdobył drugie miejsce w kategorii blog młody.

adtaily blog

Daily on AdTaily redagowany jest przez dwie znane z blogosfery kobiety – Martę Klimowicz oraz Julię Krysztofiak-Szopa. Blog stanowi przede wszystkim dostęp do know-how na temat rynku reklamy online. Pierwszy wpis ukazał się z datą 08.07.2009, i od tamtej pory jest prowadzony powiedzmy… regularnie, co nie zmienia faktu, że zawiesił się w przestrzeni  z datą 22.11.2010. Wpisy ukazują się z częstotliwością średnio raz w tygodniu.  Niepodważalny plus bloga to otwartość komunikacyjna, poprawność ortograficzna i lekkość pióra. Nie jest to blog, na którym można znaleźć przedruki informacji lub suche informacje o produktach. Osoby prowadzące bloga dzielą się swoją wiedzą i za to gracias…

Blog jest narzędziem świetnie wykorzystywanym przez firmę do prezentowania swoich kompetencji i budowania pozycji eksperckiej. Dostarcza  odbiorcom tj. konsumentom i specjalistom , zarówno ciekawych informacji o branży, produktach jak i życiu firmy. Na blogu znajduje się wiele interesujących wpisów, nie tylko dotyczących bezpośrednio serwisu Adtaily.com. Godne polecenia są praktyczne porady,  jak chociażby jeden z wpisów „Jak prowadzić bloga firmowego, aby miał on dużo czytelników”.

Firma posiada pewną łatwość w wykorzystywaniu bloga, ponieważ wszyscy jego odbiorcy to osoby dobrze obeznane z komputerami i technologią, jak i działką reklamy online. Ponadto, istnienie bloga jest ważne również z pewnej dość powszechnie znanej racji, a mianowicie: współcześnie każdy potencjalny klient poszukuje informacji o usługach w Internecie, zatem dzięki obecności bloga szybciej znajdą to czego szukają.

Dobrze, zatem blog dostarcza praktycznych informacji o produktach, a przede wszystkim buduje inteligencję zbiorową poprzez awansowanie konsumentow w dyskusje dzięki komentarzom. Tak -blog AdTaily zapewnia szybką i skuteczną komunikację z całą masą odbiorców firmy i nie jest to tylko komunikacja jednostronna.  I tak przesuwając wzrok po blogu uradowana dostrzegam komentarze pod każdym postem. Chwała! Blog nie przyjął postaci zakurzonej biblioteczki, co zauważyć można w przypadku znacznej większości blogów firmowych. Daily on Adtaily umożliwia zatem dialog z rzeszą potencjalnych i aktualnych klientów, w wyniku którego firma lepiej poznaje potrzeby konsumentów.

Moją uwagę przykuły również świadome poczynania w kierunku nawiązywania interakcji. To jest organizowanie konkursów, które jak wiadomo zachęcają czytelników do regularnego odwiedzania bloga i przyciągają nowe osoby. Za to kolejny plus.

Technikalia

Daily on AdTaily posiada przejrzysty optymalny, klasyczny układ 2-kolumnowy: po lewej stronie content, po prawej sidebar składający się z elementów jak: czytnik rss i ikony społecznościowe (będące już standardem na blogach), okienko partnerzy, autorki (po kliknięciu na zdjęcie jesteśmy przekserowani na profil GoldenLine), kategorie, ostatnie komentarze, ostatnie teksty, tagi, nie brakuje również powszechnego widżeta z osobami “lubiącymi” bloga na Facebooku. Porównując do innych blogów zauważamy brak: archiwum, wyszukiwarki, newslettera. Osobiście odczuwam brak pierwszego z wymienionych elementów, wyszukiwarkę rekompensują tagi, a newsletter uważam za zbędny ^^. Każdy post opatrzony jest autorem, datą publikacji, kategorią oraz możliwością komentowania. Dla porządku wpisy zostały usystematyzowane do 4 kategorii tematycznych: AdTaily od kuchni , Aktualności, Dla reklamodawców , Dla wydawców .

Szata graficzna jest tożsama ze stroną internetową – prosta i czytelna grafika, dominacja bieli (tło) i zieleni (hipertekst) przywołują wrażenie spójności wizerunku ze strona internetową firmy.

Nawigacja po blogu jest  banalnie prosta : najnowsze wpisy po prawej, po lewej menu i inne elementy. Na dole strony odnajdujemy odnośniki do strony głównej, dla wydawców, dla reklamodawców oraz dane kontaktowe.

Reasumując usabillity pierwsza klasa – funkcjonalność  i przejrzystość nawigacyjna sprawiają, że chętnie zagłębiam się w lekturę postów.

Słowem końca…

Niestety, mam wrażenie że blog Daily on AdTaily to kanał komunikacji wykorzystywany sporadycznie. Zapewne wpływ na to ma fakt, iż społeczność skupiona wokół firmy to przede wszystkim użytkownicy AdTaily, osoby zaawansowane w wykorzystywaniu Internetu, które aktywnie uczestniczą w serwisach społecznościowych, i właśnie tam spędzają większość czasu i poszukują informacji na interesujące zagadnienia.

Niemniej jednak, uważam, że blog Daily on AdTaily to jeden z niewielu merytorycznych blogów, prowadzonych w polskim internecie. Autorki wiedzą dokładnie o czym piszą, po co piszą i do kogo piszą.

Powodzenia!!!

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Broń nie dla amatorów [recenzja]

Posted on Updated on

Panowie z Gunfire spełnili marzenie niejednego przedsiębiorcy – stworzyli przyzwoite narzędzie komunikacji zarówno w środowisku wewnętrznym jak również dobrze sprawdzające się w środowisku zewnętrznym.  Utworzyli bloga, którego treści oscylują w obrębie  produktu jak i branży w jakiej działa firma.  Wizualnie blog nie jest jakąś rewelacją ale też raczej nie przerazi fachowców od  brandingu. Nie jest on wspomagany żadnymi graficznymi bajerami, kolorystyka jest stonowana,  wydaje się, że wszystko jest na swoim miejscu.  Świeżak  nie będzie miał problemu z orientacją „co gdzie i jak?”.  Blog składa się z sześciu zakładek: strona główna, sklep gunfire,  gunfire youtube , O nas, redaktorzy bloga, galeria.

Sprawa jest prosta, każda forma informacji znajduje się w konkretnej zakładce, w zależności od tego co potrzebujemy.  Zakładka  „Główna” jest podstawą każdego bloga czyli miejscem gdzie dochodzi do komunikacji (post i komentarze).

Zakładka „sklep gunfire” według mnie fajna sprawa . Odsyłacz na stronę www w widocznym miejscu, informacja podana raz a porządnie, nie ma zbędnego powielania linków na stronę internetową sklepu. Grzechem byłoby czepianie się tej zakładki.

gunfire blog

„Gunfire you tube” prosto zwięźle i na temat. Firma zadbała o ATL (przekaz audiowizualny). Ciekawe rozwiązanie marketingowe, pełen profesjonalizm.

W zakładce „o nas” niczego specjalnego nie można się doszukać, krótka notka, szkoda że nie pofatygowali się o adresy swoich placówek, można było troszkę bardziej bogato.

Następną zakładką na tapecie jest „redaktorzy bloga „ –  standarcik . Ostatnia jest Galeria –  zdjęcia ładne. Ten element bloga zachęca mnie do aktywności, brakuje podpisów bo chciałbym wiedzieć o co kaman i co się dzieje na tych fotkach (chciałbym wgryźć się w temat).

Pozytywny jest slideshow  i wtyczka społecznościowa  Facebooka.  Wszystko ładnie widać , ilu ludzi lubi firmę. Innymi słowy lekcja z zakresu Social Media została odrobiona, na blogu jest to ładnie pokazane a przede wszystkim widoczne.

Slideshow  taka mała rzecz a jak cieszy. Po kliknieciu żadnych komplikacji, nowych okien i zero bałaganu –  ma to swój urok .

Poniżej wtyczki Facebooka jest takie ruchome „coś”.  Problem polega na tym że jako średni użytkownik Internetu nie potrafię tego zdefiniować  a to czego nie znamy to nie lubimy i się obawiamy. Mowa tu o ruchomej platformie, która zawiera zbiór informacji pokrewnych z tematyką bloga bądź jest to skrót do wszystkich postów jakie zostały umieszczone na blogu (oby nie!!).

Kalendarzyk jest, całkiem wyrazisty. Na pewno miła informacja zwłaszcza dla tych, którzy czasu nie liczą.

Ładna jest wizualizacja daty umieszczenia postu, całkiem spory rozmiar, jednak kolor za jasny,  zlewa się z białym tłem.

Funkcjonalne są dwa białe okienka po prawej stronie czyli „szukaj” i „archiwum postów”  Na pewno pomocne a każda pomoc się przyda.

Można by się było przyczepić miejsca gdzie są przyklejone linki do przydatnych stron.  Jednak tego typu informacja jest drugorzędna więc można wybaczyć to twórcom. Czasem zjeżdżanie kursorem na sam dół może sprawić trudność, zwłaszcza gdy ktoś ma stary komputer.

Najbardziej dopracowany element na tym blogu to  Brand. Logotyp  znajduje się we właściwym miejscu , jest widoczny, nie można go przeoczyć.  Ocena: 5 za Corporate Identity. Najlepszym określeniem tego bloga  jest „przyzwoity”. Spełnia podstawowe wymogi bloga firmowego czyli porządek jak w szafie mojej babci. W przekazie informacji nie ma żadnych wpadek, panowie mają własną nowomowę jednak to typowe dla blogów branżowych. Widać że dla twórców ważna jest treść natomiast forma idzie na dalszy plan (może troszkę za bardzo).

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]