Miesiąc: Listopad 2010

Sztuka tworzenia (nie)zapomnianych chwil [recenzja]

Posted on

Zorganizowanie ślubu to nie lada wyzwanie. Wiadomo, że każda kobieta marzy o tym szczególnym dniu. Doskonale wiedzą o tym konsultantki ślubne z Poznania, które przychodzą nam z pomocą na swoim blogu. Ale czy rzeczywiście?

Zamysł był bardzo dobry. Branża konsultingu ślubnego w Polsce nadal raczkuje, a przecież zorganizowanie ślubu i wesela w dzisiejszych czasach to zorganizowanie porządnego eventu, którego organizacją zajmuje się właśnie CocoEvent.

Blog Journal CocoEvent redagowany od czerwca 2008 roku, prowadzony jest przez pracownice CocoEvent. Jest to blog firmowy, który działa równolegle ze  stroną internetową www.cocoevent.pl oraz profilem na facebooku i blipie.

cocoevent

Wchodząc na Journal CocoEvent spodziewałam się interesujących artykułów, magicznych zdjęć oraz porad dla przyszłych Pań Młodych. Tym bardziej kiedy usłyszałam nazwę CocoEvent skojarzyłam ją ze słynną Coco Chanel- ikoną mody i wdzięku. Początkowo byłam bardzo miło zaskoczona, jednak po dłuższej chwili spędzonej na blogu moje odczucia mocno się zmieniły.

Blog to przede wszystkim miejsce, w którym firma zdobywa olbrzymią wiarygodność.  Życie firmy powinno być zawsze motywem przewodnim, uzupełnianym nową wiedzą z dziedziny, w której firma może stawiać się w świetle eksperta. Na blogu CocoEvent ta definicja nie znajduje odzwierciedlenia.

Ale po kolei…

Pierwsze wrażenie – jasna, przejrzysta szata graficzna bloga nawiązująca do ślubu (na pierwszym planie widnieje zdjęcie z płatkami róż). Kolorystyka bloga – biel i róż, znakomicie identyfikuje się ze ślubem. Wizualna strona bloga, jakże pozytywna, zachęciła mnie do głębszej jego lektury.

Layout jest przejrzysty i łatwo można poruszać się po blogu. Na samej górze znajdują się zakładki ułatwiające znalezienie najważniejszych informacji. Po prawej stronie znajdują się jeszcze raz zakładki ze stronami, kalendarz, archiwum, najpopularniejsze wpisy, najnowsze wpisy, Blip ( a gdzie facebook?), wyszukiwarka, linki oraz newsletter. I tutaj zaczynają się problemy. Dużo tego. A czy tak naprawdę wszystko jest nam tak bardzo potrzebne? Nie sądzę. Tym bardziej, że według mnie nie ma się czym chwalić.

Co prawda wszystkie wpisy na blogu są otagowane i podzielone na różne kategorie tematyczne, ale ich częstotliwość i aktualność pozostawiają wiele do życzenia. Ostatni wpis na blogu pojawił się 24 stycznia 2010 roku. Nie wiem jaki jest powód zastoju na blogu, ale zdecydowanie należy to zmienić. W związku z tym przyjrzałam się nieco bliżej wcześniejszym wpisom.

Jeżeli chodzi o wcześniejsze wpisy były one spójne tematycznie i nawiązywały do jednego zagadnienia- ślubu. Widać, że autorki śledziły na bieżąco trendy, przedstawiały pomysły i inspiracje dotyczące ślubów. Potwierdzeniem tego może być wyróżnienie bloga w konkursie na „Najlepszy blogzorganizowanym przez wydawnictwo Burda Communications na stronie www.bobbyy.pl w 2009 roku. Jednak osobiście brakuje mi więcej informacji na temat życia agencji, czy też przykładowych jej realizacji. Styl tekstów zamieszczonych na blogu jest swobodny i prosty. Jak dla mnie zbyt swobodny, ponieważ mam wrażenie, że wpisy kierowane są raczej do bardzo młodych osób niż wymagających odbiorców.

Zdecydowanie za mało informacji jest na temat autorów. Po wejściu w zakładkę O nas spodziewałam się informacji na temat osób prowadzących albo chociaż osób pracujących w CocoEvent. Niestety kolejne rozczarowanie. W zakładce znajduje się link do strony internetowej, a tam również żadnych informacji. Na pewno odbiorcy bloga chętniej by do niego zaglądali wiedząc, kto do nich pisze. W końcu poznanie autorów od strony wizualnej niezwykle zachęca do czytania bloga. Dlatego nie dziwi mnie całkowity brak relacji nadawca- odbiorca; komentarze na blogu to rzadkość. A szkoda…

Kolejną rzeczą, która całkowicie jest dla mnie niezrozumiała to konto na Facebooku. Postanowiłam zaznajomić się z profilem CocoEvent, ale niestety nadal czekam na potwierdzenie znajomości. Chyba nie na tym polega zakładanie profilu na FB? Biorąc pod uwagę potencjalnego klienta, jestem pewna, że taka osoba nie skorzystałaby już ze współpracy z agencją. Niestety profesjonalizmem tego nazwać nie można.

Prowadzenie bloga firmowego ma na celu zwiększenie sprzedaży i zaufania klienta oraz budowanie świadomości marki- w tym przypadku agencji CocoEvent. Żałuję, że blog ten okazał się tak nijaki. Na pewno nie jest to blog, który chciałabym przeczytać od deski do deski. Uważam, że agencja ma ogromny potencjał, aby stworzyć blog, który przyciągałby mnóstwo czytelników, a nawet stał się codzienną lekturą nie tylko osób przygotowujących się do tego magicznego dnia. Umieszczając w postach przydatne informację z branży, CocoEvent zbudowałby w umyśle czytelnika obraz firmy profesjonalnej, której leży na sercu dobro klienta a nie tylko zysk.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Reklamy

Radość i sukces [wywiad]

Posted on Updated on

Wywiad z Agnieszką Idziak – właścicielką sklepu Pikinini – More than toys oraz autorką bloga www.blog.pikinini.pl prowadzonego od listopada 2008r.

Magdalena Szott: Pikinini – more than toys. Już sama nazwa mówi, że to coś więcej niż sklep z zabawkami. Proszę nam powiedzieć skąd pomysł sklepu? Jak wyglądała pokrótce jego historia?

Agnieszka Idziak: Pracowałam w dużej korporacji, w zawodzie zgodnym ze swoim ekonomicznym wykształceniem. Jednocześnie jednak brakowało mi pola do realizacji swoich pasji humanistycznych. Chciałam tak wykorzystać swoje umiejętności, by móc przełożyć je na twórcze działanie zawodowe, które służyłoby też innym. W czasie zagranicznych podróży, zwłaszcza po Skandynawii, widziałam jak i czym bawią się tam dzieci. Tych zabawek brakowało i wciąż brakuje w Polsce, a wolny czas też spędza się tam trochę inaczej.  Chciałam przybliżyć ten styl życia również polskim dzieciom i rodzinom.

pikini

MSz: Jakie jest przeznaczenie produktów, które oferuje Pikinini?

AI: Zabawki, które selektywnie wybieramy do sprzedaży, mają być pomocą w czasie wspólnego spędzania czasu – gotowania, podróżowania, uczestnictwa w kulturze, ale też prac w ogródku czy sprzątania. Nie nastawiam się na szybki zysk, ale na systematyczne budowanie pozytywnego wizerunku firmy i relacji z klientami.

MSz: Dlaczego zdecydowała się Pani założyć i prowadzić bloga firmowego? Kiedy powstał?

AI: Na prowadzenie bloga, namówiła mnie agencja reklamowa, która projektowała stronę sklepu. Początkowo mocno wzbraniałam się przed tym, nie znałam blogowego świata, nie wiedziałam czy wystarczy mi zapału, tematów. Obawiałam się też konieczności dzielenia się swoją prywatnością z innymi. Przekonałam się jednak, że blog to najlepszy sposób na bliski kontakt ze społecznością internetową i klientami, jeden z najlepszych sposobów na promocję.

Dostęp do swojego prywatnego życia również można monitorować, ograniczyć do wybranego obszaru. Prowadzenie takiego bloga jak Pikinini, pozbawia sklep anonimowości i uwiarygodnia nasze wszelkie w nim działania.

Blog powstał dokładnie 2 lata temu, na kilka miesięcy przed uruchomieniem sklepu. Dość szybko pozyskaliśmy grono czytelników, którzy zaczęli dopytywać się też o to, kiedy rozpocznie się sprzedaż zabawek:)

MSz: Kto prowadzi bloga? Czy oprócz Pani ktoś jeszcze angażuje się czynnie w jego powstawanie?

AI: Blog jest prowadzony tylko przeze mnie. Pomocą służą mi przede wszystkim dzieci, które z przyjemnością angażują się w nasze działania. Jest to o tyle proste, że niczego w naszym życiu nie musieliśmy zmieniać. Wystarczy po prostu czasem opisać to, co robimy razem:) Niektóre wpisy były przygotowane przez moją siostrę, u której córki spędzają wakacje. Czasami zamieszczam też zredagowane relacje moich przyjaciół z innych krajów.

MSz: Pani wpisy są pełne prawdziwego zapału. Skąd Pani go czerpie?

AI: Radość czerpana z pracy, możliwość realizacji własnych zainteresowań i dzielenia swoich pasji z innymi – to motywy powstania firmy. Mam nadzieję, że przekładają się one na to co można przeczytać na blogu.

MSz: Jakie są założenia dotyczące częstotliwości ukazywania się wpisów?

AI: Staram się pisać jak najczęściej. Zazwyczaj udaje mi się napisać coś raz w tygodniu, choć czasami wpisy ukazują się nawet dzień po dniu.

MSz: Blog pisany jest w charakterystyczny, bardzo otwarty i ciekawy sposób. W jaki sposób dobiera Pani tematykę wpisów?

AI: Tematem bloga mają być różne aspekty dzieciństwa. To bardzo szeroki zakres, który daje możliwość zagłębiania się w różne dziedziny życia. Piszę o dzieciństwie w literaturze, o historii dzieciństwa, baśniach, dzieciach w sztuce, o tym jak żyją dzieci w innych krajach czy kulturach. Opisuję nasze podróże z dziećmi i wydarzenia kulturalne w których uczestniczymy. Podsuwam też pomysły na zabawy i wspólne gotowanie. Wszystko to wcześniej sprawdzam sama z dziećmi – w ten sposób realizujemy też razem swoje pasje i uczymy się wielu nowych rzeczy.

MSz: Firma cieszy się dużym zainteresowaniem w internecie. Mają Państwo ponad 250 fanów na Facebooku. Dlaczego zdecydowaliście się na wykorzystywanie social media?

AI: Społeczność internetowa i komunikacja przez media społecznościowe to niezwykle ciekawe zjawisko. Nie sposób go nie wykorzystywać do promocji firmy. W przeciwieństwie do płatnej reklamy, rekomendacje innych użytkowników sieci są obiektywne i przez to cenniejsze dla potencjalnych klientów. Pozytywna obecność firmy na Facebook’u, forach dyskusyjnych, blogach i portalach, świadczy o rzeczywistym statusie naszego sklepu i motywuje do dalszego rozwoju.

MSz: Co było największą przeszkodą lub wyzwaniem przed lub w trakcie prowadzenia bloga firmowego?

AI: Najtrudniej było mi przekonać się do samej zasadności prowadzenia bloga. Teraz jego prowadzenie sprawia mi już tylko samą przyjemność:)

MSz: Jak ocenia Pani projekt firmowego blogowania? Wiadomo, że trudno być sędzią we własnej sprawie, ale proszę o jak najbardziej obiektywną ocenę Pani bloga i całego procesu: z czym ma Pani najwięcej problemów, co stanowi wyzwanie, co Panią motywuje, kto Pani pomaga, oraz w jaki sposób?

AI: Prowadzenie bloga to radość i sukces. Dzięki niemu, logo i nazwa firmy Pikinini, zaistniały w ogromnej ilości miejsc: na blogach, portalach, stronach wydawnictw i firm organizujących warsztaty dla dzieci. Zostałam zaproszona do pisania artykułów dla kilku portali. Z jednym z nich – Dziecisawazne – współpracuję jako „zabawkowy” autorytet, organizujemy wspólne konkursy i działania promocyjne.

Motywują mnie komentarze na blogu, ale i czytanie go przez wielu ludzi, którzy nie zaznaczają na nim swojej obecności. Statystyki Google pokazują stale rosnącą liczbę osób, która tu zagląda.

Wiem też, że wielu naszych klientów wykorzystuje w swoim życiu blogowe pomysły, sięga po książki, które polecamy czy wyrusza śladem naszych wypraw. Informacje o tym są dla mnie niezwykle motywujące i dziękuję wszystkim, którzy o tym do nas piszą:)

Wyzwaniem była konieczność opanowania dodatkowych umiejętności, takich jak np. zaawansowana obróbka zdjęć, tworzenie prostych banerów czy kodowania html. Ciągle odczuwam potrzebę udoskonalania swojego warsztatu narzędziowego, choć nie odbieram tego jako problem, ale okazję do rozwoju.

MSz: Czy czasami ma Pani chwilę zwątpienia? Zdarza się, że zastanawia się Pani nad tym czy warto tworzyć tego bloga?

AI: Miewam chwile zwątpienia. W czasie konkursu na Bloga Roku 2009 organizowanego przez Onet, Pikinini znalazło się w pierwszej dziesiątce blogów wybranych w kategorii „Moje zainteresowania i pasje”. Spośród tej dziesiątki, juror konkursu, pan Robert Makłowicz nominował do nagrody 3 blogi, wśród których się nie znaleźliśmy. Przegraliśmy co prawda z miłośniczkami dopasowywania biustonoszy i kibicami koszykówki, ale wtedy przez chwilę pomyślałam nad tym, czy blog Pikinini jest jednak potrzebny i wart dalszego prowadzenia.

MSz: W jaki sposób udaje się Pani utrzymać kontakt z czytelnikami bloga? Jakie zabiegi Pani stosuje?

AI: Dla wszystkich, którzy do nas zaglądają, organizuję cykliczne promocje i konkursy, często współpracując z przy tym z innymi blogami czy portalami.

Do konkursu na najładniejszy wypiek z użyciem naszych foremek, zaangażowałam wiele osób prowadzących własne blogi. Wśród osób, które kupiły u nas foremki i przesłały zdjęcie swoich wypieków rozlosowaliśmy również mnóstwo nagród, a wszystkie zdjęcia są wciąż prezentowane na stronach. Niedawno, wraz z portalem Dziecisawazne.pl, zorganizowaliśmy konkurs na zdjęcie starej zabawki. Prezentowaliśmy je na Facebooku i na specjalnej blogowej stronie konkursowej, która już teraz rozwinęła się w osobny blog o starych zabawkach. Czasami uczestniczymy w ciekawych imprezach, gdzie można nas i nasze zabawki osobiście poznać.

MSz: Kim są czytelnicy bloga Pikinini? Czy ten blog sprzyja zawiązywaniu przyjaźni?

AI: Czytelnicy bloga to nasi klienci i autorzy prywatnych blogów. Zazwyczaj są to ludzie, którym zależy na dobrym wychowaniu dziecka. Wiedzą jak ważne jest to co dają swoim dzieciom, co im czytają i jak spędzają wspólny czas. Odkryłam też dużą przyjemność w kontaktach z autorami prywatnych blogów. Wciąż zaskakuje mnie ich różnorodność i pasja z jaką są prowadzone. Komentujemy nawzajem swoje wpisy, ale też uczestniczymy we wspólnych blogowych projektach takich jak wyzwania czytelnicze.

MSz: Jaki był największy błąd jaki popełniła Pani podczas pisania bloga, lub w trakcie przygotowań do jego założenia?

AI: Na szczęście nie zdarzył się żaden na tyle istotny błąd, by warto było o nim pamiętać:)

MSz: Co uważa Pani za największy sukces bloga, lub Pani jako autorki?

AI: Cieszę się, że prowadząc bloga, mam szansę i przyjemność pisać o swoich pasjach, rozwijać swoje zainteresowania i jednocześnie nie odbywa się to kosztem moich dzieci, a wręcz z pożytkiem dla nich.

Po urodzeniu dzieci ze zdziwieniem odkryłam, jak wiele kobiet upatruje czas wychowywania swoich maluchów jako duże ograniczenie realizacji swoich ambicji, zamyka się w dziecięcym pokoju.

Poprzez prowadzenie sklepu i bloga, staram się promować trochę inne spojrzenie na dzieciństwo. Chciałabym by nie było kojarzone jedynie ze schematyczną zabawą i powtarzalnymi czynnościami opiekuńczymi, ale byśmy pozwoli dzieciom nauczyć się żyć ciekawie, pokazali im perspektywę szerszą niż własny dom, a przy tym sami – jako rodzice – dobrze się bawili.

Mam nadzieję, że tak się dzieje i tworząc z innymi rodzicami pewną wspólnotę, drobnymi krokami zmierzamy w stronę sukcesu:)

MSz: Najważniejsza rada jakiej można by udzielić firmom myślącym o założeniu bloga?

AI: Jeśli ktoś chciałby prowadzić dobrego bloga, musi to robić z pasją, pisać systematycznie o tym na czym się zna lub co lubi, co może przynieść korzyść także jego czytelnikom.

MSz: Czy pisanie bloga zmieniło w jakiś sposób podejście w firmie do komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej, public relations? Jeśli tak lub nie, to dlaczego?

AI: Od momentu założenia firmy, największym zaskoczeniem były dla mnie ceny reklam prasowych. Większość artykułów w prasie dziecięcej jest też dostosowana do reklamodawców, a czytelnikom pokazuje się tak naprawdę niewielki wycinek możliwych rozwiązań i nowości rynkowych. Blog stwarza zupełnie nowe możliwości komunikacji, przybliża do potencjalnych klientów, umożliwia łatwiejszą informację o nowościach i promocjach.

MSz: Jakie są dalsze plany rozwoju bloga?

AI: Myślę, że blog będzie nadal prowadzony tak jak dotychczas. Rozwijają się jednak projekty z nim powiązane. Strony konkursowe i nowe blogi: blog o ogrodach: http://pikininigardens.blogspot.com/ i blog o starych zabawkach: http://starezabawki.blogspot.com/ Zupełnie nowym projektem jest strona firmowa poznandladzieci.pl , poprzez którą będziemy sprzedawać pakiety wycieczkowo – warsztatowe dla dzieci. Tę stronę będzie również wspierał osobny blog o Poznaniu. Powstaje więc poniekąd nasza własna sieć internetowa Pikinini:)

MSz: W notatkach często umieszcza Pani zdjęcia. Jakie powinno być zdjęcie umieszczone na blogu firmowym? Jakie rady dotyczące umieszczania materiałów multimedialnych mogłaby Pani dać innym blogerom firmowym?

AI: Dobre zdjęcie jest jednym z najważniejszych elementów bloga. Chciałabym nauczyć się dobrze fotografować by jeszcze bardziej uatrakcyjnić Pikinini. Na razie staram się tak dobierać materiał zdjęciowy do każdego wpisu, by niekoniecznie pokazać wszystko co możliwe, ale by raczej zwrócić uwagę czytelnika na jakiś szczegół, zaskoczyć czy poprzez zdjęcie, skłonić do zastanowienia. Warto korzystać również z możliwości dodawania krótkich ilustracji filmowych, utworów muzycznych – to wszystko zdecydowanie podnosi atrakcyjność przekazu.

MSz: Czy może Pan dać 5 najcenniejszych rad i 5 najcenniejszych ostrzeżeń jak prowadzić bloga (z Pani perspektywy, co działa a co nie)

AI:

– najważniejsze jest trafienie do właściwej grupy odbiorców i pisanie z pasją o tym co może ich zainteresować. Reszta to stała i systematyczna praca, poszukiwanie nowych inspiracji i pomysłów.

– należy unikać nachalnej i męczącej reklamy, co daje wrażenie skupienia jedynie na szybkiej chęci zysku i instrumentalnego traktowania czytelników.

MSz: Często, w kolejnych wpisach, odwołuje się Pani do swoich doświadczeń jako matki. Co się stanie z blogiem, jeśli firma w dalszym ciągu będzie świetnie prosperować, a dzieci dorosną? Skąd wówczas będzie Pani czerpać inspiracje?

AI: Dzieciństwo jest tak szerokim pojęciem, że pozostanie mi do opisania jeszcze ogromny obszar tematów, których teraz nie nadążam poruszać. Obserwuję też inne dzieci, zmieniające się mody na wychowanie, czytam wciąż nowe książki. To wszystko jest źródłem kolejnych, nowych inspiracji.

MSz: Dziękuję za rozmowę.

[Niniejszy wywiad jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Blog o tym, co ekologię z designem łączyć może [recenzja]

Posted on Updated on

Design, sztuka użytkowa, ekologia. O ładnych rzeczach czyta się przyjemnie, a i pisze dobrze . I zawsze można znaleźć coś, co zainspiruje.

Dlatego wybrałam bloga firmy Amandus (http://amandus-art-house.blogspot.com/).

Szybki research i już wiem wszystko!

Ekologiczne, designerskie, z najwyższej półki. Takie są meble, tekstylia i tapety  oferowane przez sklep Amandus Art House. Ekskluzywne produkty znanych skandynawskich projektantów, to propozycja dla tych, którzy cenią sobie oryginalny, niepowtarzalny wystrój wnętrza, dużą wagę przykładają do wykończenia i dbałości o szczegół.

Zajrzałam na stronę internetową (www.adamus.pl) i muszę przyznać – oferta jest naprawdę bogata, a przedmioty piękne. Minimalizm, prosta forma, bogate kolory i… wysoka cena to coś, co je wyróżnia.

Równolegle do sklepu internetowego firma prowadzi blog o designie sygnowany swoim logiem. A raczej prowadziła, bo ostatnio zamieszczony post widnieje pod datą 18.12.2009 r.

O czym rzecz? O wszystkim co modne, ładne i oryginalne. Autorka, Olga Stawarczyk, która jest również właścicielką sklepu, piszę o tym co ją zafascynowało, co odkryła, na co zwróciła uwagę.

Między wpisami o nowych projektach znanych designerów (głównie skandynawskich), autorka zamiesza informacje o nowościach dostępnych w sklepie (informacje podawane są zręcznie, nie odczuwa się żadnej natarczywości- niby to blog firmowy, jest jednak zredagowany tak, że ma się wrażenie, że nie firma, a nowinki ze świata designu są tu najważniejsze), a także dzieli się z czytelnikami swoimi spostrzeżeniami na temat sztuki użytkowej, czy przestrzeni i jej zagospodarowania.

Notatki są ciekawe, praktycznie wszystkie opatrzone zdjęciem. Od razu widać, że ich autorka dość mocno interesuje się tą dziedziną, bo opisane przez nią rzeczy naprawdę są wyszukane. Z chęcią więc przeczytałam wszystkie wpisy.

Przeczytałam i koniec. „Amandusowi”  ( jako narzędziu PR, które ma wspomóc stronę internetową firmy) brakuje bowiem czegoś. Ogólnej koncepcji, oryginalnego pomysłu na jego prowadzenie (blogów o tej tematyce jest przecież w sieci całe zatrzęsienie!), a przede wszystkim tego, co zaktywizowałoby czytelników do czegoś więcej, niż jedynie przejrzenie całego archiwum.  Autorka umieszcza co prawda pytania pod niektórymi z postów, niestety bezskutecznie- pod żadnym z nich nie widnieje ani jeden komentarz.

Kolejnym minusem jest brak systematyczności wpisów. Fakt, blog prowadzony był stosunkowo krótko (od marca do grudnia 2009). Wydaję mi się jednak, że 18 wpisów przez cały ten czas to zdecydowanie za mało, by ktoś w ogóle mógł go zauważyć, nie wspomnę już o wyrobieniu nawyku zaglądania tu od czasu do czasu.

amandus

Na koniec słów kilka o wyglądzie http://amandus-art-house.blogspot.com/

Layout jest prosty, niestety nie jest to minimalizm w dobrym, designerskim wydaniu.

Układ strony jest chyba najbardziej klasycznym, gotowym szablonem proponowanym  przez  www.blogspot.com (tekst z lewej kolumnie bloga, archiwum i linki z prawej), dodano tylko kolory, podobne  do tych, w logo firmy (połączenie różnych odcieni niebieskiego, szarości i bieli).  Wydaje mi się jednak,  że autorka zrobiłaby lepiej, gdyby użyła innego szablonu. Chociażby tak, jak zrobili twórcy bloga http://elledeco.blogspot.com/. Tekst umieszczony w centralnej części strony wygląda o wiele bardziej estetycznie, niż ten umieszczony z boku, który w dodatku na niebieskim tle, w moim odczuciu, jest trochę  „toporny”. Archiwum bloga i linki do innych stron rozdzieliłabym i umieściła po oby dwóch stronach tekstu. Jeśli autorka zrezygnowała z jakichkolwiek zakładek, wydaje mi się, że takie rozwiązanie trochę usystematyzowałoby to, co na blogu się dzieje (a teraz nie oszukujmy się panuje lekki chaos), a przede wszystkim wyglądałoby lżej i estetyczniej. Warto byłoby się również zastanowić nad tłem. W tej chwili dominują aż trzy  kolory (niebieski-kolumna z tekstem, szary- kolumna z linkami i archiwum i biały- całość). Wydaję mi się, że najlepszym rozwiązaniem byłoby zdecydowanie się na jeden kolor- najlepiej biały. Wystarczy, jeśli kolory zostaną użyte jedynie w czcionce.  Najważniejsze są przecież zdjęcia!

I wreszcie- logotyp firmy umieściłabym centralnie, oraz dodałabym coś jeszcze.  Claim firmy, informacje, albo po prostu hasło- czego bloggerzy na blogu Amandusa spodziewać się mogą. W tej chwili, by dowiedzieć się skąd pomysł na bloga, czym jest Amandus i kto redaguje wpisy, trzeba prześledzić wszystkie notatki. Taka informacja umieszczona na samej górze zdecydowanie ułatwiałaby identyfikacje.

Wielka to szkoda, że blog został tak zaniedbany. Stronę www.amandus.pl przejrzałam z zainteresowaniem. Jest ciekawa i przejrzysta, a przedmioty proponowane przez sklep są naprawdę niepowtarzalne.  Wydaję mi się więc, że z bloga można by wyciągnąć o wiele więcej. Przede wszystkim, nie zaniechać prowadzenia, bardziej aktywizować czytelników, przejrzyściej go zredagować. Blogi o designie to arena na której można naprawdę nieźle się zaprezentować, tym bardziej, że czytających i interesujących się tematyką wciąż przybywa. A jeśli blog będzie prowadzony zgrabnie i rzetelnie, poszukujący nowych trendów, ciekawych form i oryginalnych przedmiotów na pewno go znajdą, a i  z pewnością na stronę firmową zajrzą.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Przerwa na reklamę [recenzja]

Posted on

Ta przerwa na reklamę nie „wkurza” i nie prowokuje do ostentacyjnego wyjścia do kuchni, żeby na znak protestu zaparzyć sobie herbatę. Nie ryczy na cały głos, że Twoje szczęście jest na wyciągnięcie ręki – w butelce słodkiej cieczy, w tubce wyszczuplającego pośladki kremu czy też w jakiejś mini-ratce w jakimś tam banku. Ta przerwa na reklamę może nawet zainteresować, rozbawić, zainspirować i sprawić, że natrętna myśl o filiżance kakao w końcu zniknie.

Poznańska agencja Płodni.com prowadzi od 2009 roku (wtedy pojawia się pierwszy wpis) bloga Przerwa na Reklamę, gdzie opisuje niebanalne akcje marketingowe z różnych zakątków naszego globu. I to właśnie stanowi największą zaletę omawianego bloga. Bo nie ma nic gorszego niż pisanie o czymś, o czym nasi odbiorcy mogą przeczytać (i prawdopodobnie już przeczytali) w siedemnastu innych miejscach.

przerwa na reklame

Niestety, nie jestem w stanie sprecyzować, kto dokładnie jest autorem wpisów. Być może jest to twórczość jednego z członków agencji, który miał pecha i wylosował tę krótszą zapałkę. Być może jest to ktoś, kto sam się do tego zadania zgłosił, ale nie wie, czym jest regularność w blogowaniu. A może być i tak, że dla każdego członka agencji, co jakiś czas, nadchodzi wiekopomna chwila, gdy musi wygenerować kilka wpisów. Nie wiem, ale bez wątpienia największym grzechem Przerwy na Reklamę jest niesystematyczność autora. Ów autor zachowuje się niczym syn marnotrawny – wystrzela się ze wszystkich swoich wpisów przez trzy dni, a potem znika na kilka tygodni i w najmniej oczekiwanym momencie powraca. Zaś wrażliwy odbiorca nie ma obowiązku czekać ze zrozumieniem na kolejny wpis i może się zwyczajnie obrazić.

A skoro już mowa o odbiorcach – ilu takich jest, ciężko oszacować na podstawie interakcji w komentarzach, bo otwarcie komentujących wpisy jest niewielu. Nie można też liczyć na dynamiczną dyskusję, sensację, krew ani emocje. Słowem – nuda.

Ale, żeby nie było, że się za dużo czepiam, to podkreślę elementy nawigacyjne i estetyczne. Blog jest prosty w obsłudze, intuicyjny. Grafika jest neutralna dla oka i nie odciąga od treści. Nie brakuje zdjęć i filmików. Można szybko się zorientować, które wpisy są najbardziej popularne, zaś dociekliwi mogą się teleportować na stronę WWW agencji. I jeszcze dodatkowa aplikacja zdradza, kto z moich znajomych na Facebooku polubił już tę stronę.

Nie napiszę więc, że jest to świetny blog, bo jego autorowi (tudzież autorom) wciąż brakuje praktyki i elementarnej znajomości zasad blogowania. Ale mogę z czystym sumieniem napisać, że jest to dostatecznie dobry blog. Albo lepiej – dostatecznie ciekawy. Bo zamieszczone wpisy czyta się z zainteresowaniem. Nie ze względu na giętki język blogera i szacunek dla interpunkcji, ale ze względu na wybór ciekawych i nieoklepanych akcji marketingowych.

Podsumowując, jestem na TAK. Jednak potrzeba czegoś więcej, żeby zabłysnąć w finale.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Czekoladowe Inspiracje [recenzja]

Posted on Updated on

Wszystko, co czekoladowe, nakrapiane i ociekające czekoladą, z posypką czekoladową i czekoladą kuszącym nadzieniem od zawsze cieszy moje zmysły. Stąd ekscytacja i wielkie oczekiwania wobec bloga, który „wpadł” mi w ręce.

„Czekoladowe Inspiracje” to blog założony przez firmę o tej samej nazwie. Zajmuje się ona profesjonalnym wynajmem oraz sprzedażą artykułów takich jak: czekoladowe fontanny, fontanny alkoholowe oraz noże do carvingu. Oprócz tego oferuje ona swoim klientom kilkanaście rodzajów czekolady, stoliki do fontann oraz – tu nowość – talerzołapki. Daruję sobie jednak opis tegoż wynalazku – obawiam się, że mogłabym polec. Ciekawskich zapraszam na stronę bloga;)

Wracając do Inspiracji. Jeśli chodzi o relacje zachodzące między blogiem a stroną główną firmy – z przykrością stwierdzam pewne braki. Jasne, strona posiada zakładkę „blog”, która automatycznie przenosi nas na stronę główną bloga, jak też sam blog informuje o stronie, podając lokalizację firmy, adres www i wypunktowaną ofertę. Ale, o ile na blogu odwiedzający ma szansę znalezienia kilku przesłanek dotyczących strony głównej Czekoladowych Inspiracji, o tyle ta w żaden sposób nie odsyła klientów do bloga.

czekoladowe inspiracje

Kolejna rzecz to realizowanie przez narzędzia komunikacji firmy powierzonych im zadań. W przypadku strony nie mam wielu zarzutów. Jest czytelna, łatwa w obsłudze; szczegółowo i ciekawie informuje o swoich produktach, bieżących promocjach, cenach, ciekawostkach (czekolada naprawdę uzależnia! A wszystkiemu winna teobromina!). Mimo kilku niedociągnięć (m.in.: trafiłam na jeden nieaktywny link oraz na zakładkę poświęconą ewentualnym pytaniom i odpowiedziom dotyczącym czekoladowych fontann, której budowę rozpoczęto w lutym 2009 i do tej pory nie skończono) uważam, że wywiązuje się ze swoich obowiązków. Z kolei blog zdaje się „błądzić”. Już sama jego techniczna strona sprawia wrażenie chaotycznej. W poszczególnych zakładkach, sądząc po nazwach – odmiennych, znajdywałam powtarzające się treści, co było nieco mylące. Poza tym piszący bloga, w którejś z pierwszych notatek wspomniał, że blog powstał celem informowania zainteresowanych o nowych trendach w dziedzinach, które obejmują swoją działalnością Czekoladowe Inspiracje, oraz po to, aby ukazać pracę ich firmy „od kuchni”. W rzeczywistości tego typu treści jest, jak na mój gust, ciągle za mało. Ciągle, biorąc pod uwagę datę utworzenia bloga (marzec 2008) i ilość wpisów (23). 32 pełne miesiące i 23 wpisy!

Krótko na temat layout’u. Wzorowany na stronie głównej Inspiracji, nieprzesadzony, przyjemny dla oka. Dorzuciłabym tylko więcej zdjęć. Pysznych, kuszących i nadzianych czekoladą! Z kolei nawigacja strony niby prosta, logiczna, kilka kategorii, tradycyjne linki, ale całokształt jest taki okrutnie schematyczny, taki jak wszędzie. Przydałoby się np. jakieś urozmaicenie grafiki, coś co by przyciągało wzrok. Ocena strony wizualnej: 4+.

Co się tyczy odbiorców treści bloga. Po pierwsze – kim są. Są to, z założenia, głównie firmy cateringowe, hotele, restauracje, organizatorzy wesel i innych imprez okolicznościowych, a także osoby prywatne, chcące wynająć/kupić fontannę. Co istotne działalność firmy obejmuje teren całej Polski. Zdecydowanie zwiększa to krąg klientów. A jednak nadal ciężko doszukać się jakichkolwiek „namacalnych” oznak obecności „osób trzecich” na blogu. Nie znalazłam ani jednego komentarza. Ani jednego trwałego śladu po odwiedzających. Co niepokojące – nie znalazłam też zachęt do komentowania, i tylko jedno zaproszenie do odwiedzania strony.

Czego zabrakło mi w treści bloga to przede wszystkim informacji o samej firmie. O jej powstaniu (sierpień 2007), o założycielach (Konrad Rembacz, Piotr Zielonka i Anna Rydzewska), o historii „narodzin” Czekoladowych Inspiracji (trójka studentów, zainspirowana belgijskimi cukierniami, postanawia, w ramach programu Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości, założyć własny interes). A także ciekawostek, w stylu „jeden z założycieli, Konrad Rembacz, dzięki własnej pomysłowości i inicjatywie, już w wieku 23 lat był w stanie utrzymywać się z zysków własnego interesu”. Co więcej, nie doczytałam się też nawet wzmianki o konkurentach, których – jeśli chodzi o wynajem fontann alkoholowych i szampańskich – Czekoladowe Inspiracje mają niewielu. To konkretny atut! A atutami wypada się chwalić. Z rozczarowaniem oznajmiam, że żadnej z tych informacji nie znalazłam ani na blogu, ani na stronie głównej. Nawet wzmianki.

Podsumowując – blog http://www.czekoladoweinspiracje.pl/blog/, mimo prawie trzech latek egzystencji, zdaje się wciąż jeszcze raczkować. I choć w pewnym stopniu spełnia swoje funkcje jako narzędzie w szerszej komunikacji firmy, informuje o szkoleniach, o targach, w których biorą udział, o wdrażanych nowościach, o relacjach wewnątrzfirmowych, mimo wszystko po przejrzeniu i przeczytaniu dostępnych notek i wpisów dalej czuję dokuczliwy niedosyt.

Ale głowy do góry. To tylko amatorska opinia Nigdy Wcześniej Nie Recenzującej Firmowego Bloga Studentki. A przecież nie od razu Rzym zbudowano. Powodzenia!

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

„Ania, wrzuć to na bloga!” [wywiad]

Posted on Updated on

… czyli wywiad z Anną Rezner – marketing managerem i autorką bloga firmy Insidelab

inside_lab

Katarzyna Stadnik: Wasz blog istnieje od kwietnia 2009 roku, można więc powiedzieć, że bardzo szybko postanowiliście skorzystać z narzędzia, które inne firmy dostrzegły stosunkowo niedawno. Co skłoniło Insidelab  do założenia bloga?

Anna Rezner: W momencie formułowania strategii marketingowej firmy postawiliśmy na intensywne działania komunikacyjne. W praktyce było to związane z brakiem jakiegokolwiek wizerunku Insidelab na rynku – i to chcieliśmy zmienić, wykorzystując przede wszystkim internet.

Zajmując się zawodowo marketingiem i public relations uprzedzałam naszych projektantów, że działania te nie przyniosą efektu natychmiastowego, będzie on natomiast trwały. I tak się stało. W Polsce firmy z naszej branży, jeśli nie są korporacjami, zaczynają dopiero teraz doceniać korzyści płynące z pozycjonowania eksperckiego. Dlatego, wykorzystując szerokie możliwości internetu, chcieliśmy stworzyć wizerunek firmy nowoczesnej, kompetentnej i otwartej na komunikację z klientem.

KS: Odkąd pojawił się pierwszy wpis, blog zachował praktycznie niezmienioną formę – dużo informacji, ciekawych fotografii, nowinek z życia firmy. Wygląda na to, że od początku mieliście jasny obraz tego, co chcecie przekazać swoim czytelnikom. Co faktycznie tak było, czy może z biegiem czasu coś jednak zmieniliście?

AR: Zaczęliśmy od informowania o naszych projektach oraz o tym, co dzieje się w firmie, opisywaliśmy także wcześniejsze realizacje. Tak jak w przypadku wielu firm, blog miał być rozszerzeniem portfolio zawartego na stronie internetowej. Dlatego też przy projektach i realizacjach na naszej stronie znaleźć można linki do adekwatnych postów na blogu.

Z czasem zaczęliśmy dorzucać informacje ze świata designu oraz znalezione w sieci projekty, które zrobiły na nas wrażenie. Nie chcieliśmy jednak stać się kolejnym blogiem o designie, który kopiuje posty z zachodnich blogów, bo takich na rynku jest pełno.

Niedawno rozszerzyliśmy formułę naszego bloga o wpisy z bloga naszego sklepu z designem – InniLiving Concept. Wpisują się one w koncepcję bloga InsideLab, informując naszych czytelników o ciekawych meblach na rynku oraz światowych wydarzeniach na polu designu, takich jak konkursy i targi.

KS: Prowadzicie blog regularnie, co sprawia, że wciąż poruszacie nowe tematy. Czy za ich wyszukiwanie odpowiada wyłącznie Pani, czy może wszyscy pracownicy są zaangażowani w ich poszukiwanie i wymyślanie?

AR: Nasi projektanci są bardzo zajęci, jednak fraza „Ania, wrzuć to na bloga” jest jedną z częściej przeze mnie słyszanych J. Ja jestem osobą odpowiedzialną za kształt postów, jednak każdy w firmie zaangażowany jest w poszukiwanie tematów i kiedy tylko pojawia się ciekawe wydarzenie lub projekt – każdy pamięta o tym, by poinformować naszych czytelników.

KS: Czy jest coś, co sprawia Pani szczególną trudność podczas pisania bloga?

AR: Prowadzenie bloga nie należy do czynności sprawiających szczególną trudność. Zarówno narzędzie, jak i branża są wdzięczne – czasem tylko brakuje czasu J

KS: W zeszłym roku wasz blog został nagrodzony w konkursie na najlepszy blog firmowy. Czy ten fakt wpłynął jakoś na jego promocję, a co za tym idzie również promocję firmy?

AR: Tak, oczywiście. Docenienie naszego bloga dało nam poczucie, że idziemy w dobrym kierunku. Ponieważ także promujemy nasz blog wykorzystując w komunikacji fakt, że został on nagrodzony, zapewne wiele osób zwraca na niego uwagę z czystej ciekawości – nagroda jest bowiem pewnym gwarantem jakości.

KS: Jak oceniacie swój blog, w kategoriach narzędzia, które kreuje wizerunek firmy Insidelab? Czy dobrze spełnia swoją funkcję?

AR: Blog miał się stać jednym z głównych narzędzi zarówno komunikacji, jak i – nie ukrywam – miał wpłynąć na pozycjonowanie w wyszukiwarkach. Oba z tych celów zostały osiągnięte i oczywiście cały czas pracujemy nad tym, aby były realizowane jeszcze lepiej.

Wizerunkowo nie mogliśmy wybrać lepszego narzędzia. Kilka miesięcy po rozpoczęciu prowadzenia bloga oraz wdrożeniu zintegrowanej komunikacji marketingowej (nowa strona www, serwisy społecznościowe – szczególnie Facebook i Blip, newsletter, a także media i customer relations) zaczęły pojawiać się zaproszenia do prestiżowych konkursów, do wstąpień w roli prelegentów na wydarzeniach branżowych czy prezentacji mebli naszych projektantów na targach i wystawach. Stan ten trwa do dziś, co w połączeniu z trwałymi relacjami z mediami branżowymi daje firmie odpowiednie wsparcie na polu public relations.

Jest to zasługa przede wszystkim bloga jako naszego głównego narzędzia komunikacji, jednak bez odpowiedniej promocji naszych wpisów na taki efekt czekalibyśmy dużo dłużej.

KS: W jaki sposób promujecie swój blog?

AR: Staramy się integrować kanały komunikacji w internecie. Dlatego wpisy na naszym blogu za każdym razem promowane są w naszym comiesięcznym newsletterze (wpisy z danego miesiąca), na Facebooku i Blipie (na bieżąco). Jeśli dany wpis dotyczy prac naszych projektantów, staramy się nim także zainteresować media, co niejednokrotnie udaje się. Tym samym informacje z naszego bloga stają się źródłem, z którego czerpią branżowe portale czy magazyny.

Okazjonalnie promujemy także bloga w portalach profesjonalnych, takich jak Goldenline, jednak tylko wówczas, kiedy wpis stanowi adekwatny głos w dyskusji – aby nie spamować.

Oczywiście jesteśmy obecni w katalogach, czasem komentujemy także wpisy na innych blogach i w branżowych serwisach wnętrzarskich.

KS: Wasz blog robi na czytelniku duże wrażenie, a to za sprawą różnorodności tematów i sporej ilości zdjęć, świetnie obrazującej realizowane przez was projekty. Odnoszę jednak wrażenie, że aby mieć prawdziwą frajdę z jego czytania, trzeba się znać na branży. Mam rację, czy tylko mi się wydaje i kierujecie go do każdego, bez względu na jego orientację w temacie? Do kogo w pierwszej kolejności chcecie dotrzeć za pomocą tego narzędzia komunikacji?

AR: Kierujemy się do dwu rodzajów czytelników: do osób szukających projektanta wnętrz lub firm do współpracy projektowej oraz do osób zainteresowanych designem samym w sobie. Jako autorka postów, staram się pisać językiem zrozumiałym, jednak na tyle kompetentnym, by zainteresował również profesjonalistów.

Dlatego bardzo często dyskutuję z naszymi projektantami idee, założenia i realizacje projektów, jeśli piszę o ich pracach. Pisząc o pracach innych osób korzystam z informacji z różnych źródeł w internecie, starając się jednak dodawać nasze do nich uwagi.

KS: Czy spotkaliście się już z jakimiś pozytywnymi lub negatywnymi komentarzami ze strony klientów, na temat tego, co sądzą o zamieszczanych przez was wpisach, ich formie i zawartości?

AR: Choć pod naszymi wpisami nie ma wielu komentarzy, bardzo często spotykamy się z opiniami osób mających styczność z naszą firmą, że nasz blog jest ciekawym źródłem informacji. Dotyczy to szczególnie jakości zamieszczanych tam prac naszych projektantów.

Kilkukrotnie prowokowałam także delikatnie naszych czytelników, zamieszczając kontrowersyjne wpisy w portalach społecznościowych, co oczywiście wywoływało skrajnie różne reakcje, efekt został jednak osiągnięty – wzrost zainteresowania konkretnym wpisem.

KS: Jesteście obecni na różnych portalach społecznościowych, m.in. facebooku, czy blip’ie. Jeśli dodać do tego fakt, że porozumiewacie się z klientami również przy pomocy bloga, wyłania się obraz firmy nowoczesnej, chętnie korzystającej z obecności w sieci. Czy taka „internetowa” działalność przynosi wam wymierne korzyści, czy jest tylko miłym dodatkiem do tej tradycyjnej.

AR: Internet to nasze główne pole działania w zakresie komunikacji marketingowej. W ten sposób nie tylko tworzymy wizerunek, ale i pozyskujemy klienta indywidualnego. W przypadku klienta biznesowego nasze internetowe działania stanowią jednak główne wsparcie, budując naszą wiarygodność, a tym samym wzmacniając pozycję jako potencjalnego partnera.

KS: Czy pisanie bloga na temat designu to ciężka praca? Bywają momenty, że brakuje Pani motywacji, godzinami ślęczy Pani nad białym monitorem i nie wie nawet od czego zacząć?

AR: Wręcz przeciwnie. Branża jest bardzo wdzięczna do blogowania, o czym świadczy zatrzęsienie blogów o designie zarówno w Polsce, jak i na świecie. Codziennie pojawiają się nowe projekty i wydarzenia, ciekawe postaci. Inspiracje.

Dlatego cieszy nas bardzo, że nasz blog spotyka się z uznaniem – bo jest to uznanie dla pracy naszych projektantów, ale też dla tego, w jaki sposób wychodzimy „do ludzi”. Promocja naszego bloga przyniosła nam zresztą więcej korzyści niż oczekiwaliśmy. Często otrzymujemy propozycje współpracy z innych serwisów. Wartością dodaną jest również reklama na naszym blogu, dzięki której zaczął on po prostu zarabiać.

KS:Czy w perspektywie najbliższych miesięcy zamierzacie zmienić coś w swoim blogu, czy raczej będziecie kontynuować pisanie w takiej formie, jak do tej pory?

AR: Zmiany właśnie wdrażamy. Oprócz faktu, że importujemy wpisy o nowych meblach i wydarzeniach w świecie designu z naszego drugiego bloga – sklepu z designem InniLiving Concept, postanowiliśmy rozszerzyć zakres informacji podawanych naszym czytelnikom.

Od października piszemy częściej – dwa, trzy posty tygodniowo, co oznacza, że akcent naszego bloga przesuwa się na informacje z zewnątrz – z całej branży designu. Proporcjonalnie mniej zatem (choć ilościowo tyle samo co dotychczas) będzie o naszych projektach, więcej o konkursach, wystawach i targach, meblach innych projektantów. Liczba naszych czytelników rośnie z miesiąca na miesiąc, chcemy, aby mieli po co wracać do nas jak najczęściej.

KS: Dziękuję za rozmowę.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Final Call: 126 zgłoszeń i tydzień do końca

Posted on

W porównaniu z ubiegłym rokiem i tak liczba zgłoszonych blogów jest większa (w 2009 było 107 blogów w konkursie), ale na pewno (podobnie jak w poprzednich edycjach) mobilizacja nastąpi w ostatnich dniach i godzinach. Przyjmowanie zgłoszeń kończy się równo za tydzień – 30 listopada o godz. 23:59.

Zgłoszeń można dokonywać tutaj.

Znam też już termin i miejsce seminarium poświęconego wykorzystaniu blogów w public relations – to 20 stycznia 2010, Uniwersytet Wrocławski (Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznejmapka). W najbliższych dniach opublikuję bardziej szczegółowe informacje o programie. Uczestnictwo w seminarium jest bezpłatne. Zapraszam na nie już dzisiaj wszystkich czytelników oraz autorów blogów firmowych.

Jeśli ktoś z Was chce się podzielić swoimi doświadczeniami w pisaniu bloga – zapraszam do kontaktu. Na seminarium przewidujemy wiele ciekawych form promocji blogów – w tym przyznanie nagrody publiczności za najciekawszą 5 minutową prezentację idei bloga (o zgłoszeniach do tej inicjatywy napiszę szczegółowo później).