recenzja

Sztuka tworzenia (nie)zapomnianych chwil [recenzja]

Posted on

Zorganizowanie ślubu to nie lada wyzwanie. Wiadomo, że każda kobieta marzy o tym szczególnym dniu. Doskonale wiedzą o tym konsultantki ślubne z Poznania, które przychodzą nam z pomocą na swoim blogu. Ale czy rzeczywiście?

Zamysł był bardzo dobry. Branża konsultingu ślubnego w Polsce nadal raczkuje, a przecież zorganizowanie ślubu i wesela w dzisiejszych czasach to zorganizowanie porządnego eventu, którego organizacją zajmuje się właśnie CocoEvent.

Blog Journal CocoEvent redagowany od czerwca 2008 roku, prowadzony jest przez pracownice CocoEvent. Jest to blog firmowy, który działa równolegle ze  stroną internetową www.cocoevent.pl oraz profilem na facebooku i blipie.

cocoevent

Wchodząc na Journal CocoEvent spodziewałam się interesujących artykułów, magicznych zdjęć oraz porad dla przyszłych Pań Młodych. Tym bardziej kiedy usłyszałam nazwę CocoEvent skojarzyłam ją ze słynną Coco Chanel- ikoną mody i wdzięku. Początkowo byłam bardzo miło zaskoczona, jednak po dłuższej chwili spędzonej na blogu moje odczucia mocno się zmieniły.

Blog to przede wszystkim miejsce, w którym firma zdobywa olbrzymią wiarygodność.  Życie firmy powinno być zawsze motywem przewodnim, uzupełnianym nową wiedzą z dziedziny, w której firma może stawiać się w świetle eksperta. Na blogu CocoEvent ta definicja nie znajduje odzwierciedlenia.

Ale po kolei…

Pierwsze wrażenie – jasna, przejrzysta szata graficzna bloga nawiązująca do ślubu (na pierwszym planie widnieje zdjęcie z płatkami róż). Kolorystyka bloga – biel i róż, znakomicie identyfikuje się ze ślubem. Wizualna strona bloga, jakże pozytywna, zachęciła mnie do głębszej jego lektury.

Layout jest przejrzysty i łatwo można poruszać się po blogu. Na samej górze znajdują się zakładki ułatwiające znalezienie najważniejszych informacji. Po prawej stronie znajdują się jeszcze raz zakładki ze stronami, kalendarz, archiwum, najpopularniejsze wpisy, najnowsze wpisy, Blip ( a gdzie facebook?), wyszukiwarka, linki oraz newsletter. I tutaj zaczynają się problemy. Dużo tego. A czy tak naprawdę wszystko jest nam tak bardzo potrzebne? Nie sądzę. Tym bardziej, że według mnie nie ma się czym chwalić.

Co prawda wszystkie wpisy na blogu są otagowane i podzielone na różne kategorie tematyczne, ale ich częstotliwość i aktualność pozostawiają wiele do życzenia. Ostatni wpis na blogu pojawił się 24 stycznia 2010 roku. Nie wiem jaki jest powód zastoju na blogu, ale zdecydowanie należy to zmienić. W związku z tym przyjrzałam się nieco bliżej wcześniejszym wpisom.

Jeżeli chodzi o wcześniejsze wpisy były one spójne tematycznie i nawiązywały do jednego zagadnienia- ślubu. Widać, że autorki śledziły na bieżąco trendy, przedstawiały pomysły i inspiracje dotyczące ślubów. Potwierdzeniem tego może być wyróżnienie bloga w konkursie na „Najlepszy blogzorganizowanym przez wydawnictwo Burda Communications na stronie www.bobbyy.pl w 2009 roku. Jednak osobiście brakuje mi więcej informacji na temat życia agencji, czy też przykładowych jej realizacji. Styl tekstów zamieszczonych na blogu jest swobodny i prosty. Jak dla mnie zbyt swobodny, ponieważ mam wrażenie, że wpisy kierowane są raczej do bardzo młodych osób niż wymagających odbiorców.

Zdecydowanie za mało informacji jest na temat autorów. Po wejściu w zakładkę O nas spodziewałam się informacji na temat osób prowadzących albo chociaż osób pracujących w CocoEvent. Niestety kolejne rozczarowanie. W zakładce znajduje się link do strony internetowej, a tam również żadnych informacji. Na pewno odbiorcy bloga chętniej by do niego zaglądali wiedząc, kto do nich pisze. W końcu poznanie autorów od strony wizualnej niezwykle zachęca do czytania bloga. Dlatego nie dziwi mnie całkowity brak relacji nadawca- odbiorca; komentarze na blogu to rzadkość. A szkoda…

Kolejną rzeczą, która całkowicie jest dla mnie niezrozumiała to konto na Facebooku. Postanowiłam zaznajomić się z profilem CocoEvent, ale niestety nadal czekam na potwierdzenie znajomości. Chyba nie na tym polega zakładanie profilu na FB? Biorąc pod uwagę potencjalnego klienta, jestem pewna, że taka osoba nie skorzystałaby już ze współpracy z agencją. Niestety profesjonalizmem tego nazwać nie można.

Prowadzenie bloga firmowego ma na celu zwiększenie sprzedaży i zaufania klienta oraz budowanie świadomości marki- w tym przypadku agencji CocoEvent. Żałuję, że blog ten okazał się tak nijaki. Na pewno nie jest to blog, który chciałabym przeczytać od deski do deski. Uważam, że agencja ma ogromny potencjał, aby stworzyć blog, który przyciągałby mnóstwo czytelników, a nawet stał się codzienną lekturą nie tylko osób przygotowujących się do tego magicznego dnia. Umieszczając w postach przydatne informację z branży, CocoEvent zbudowałby w umyśle czytelnika obraz firmy profesjonalnej, której leży na sercu dobro klienta a nie tylko zysk.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Reklamy

Smaczne blogowanie [recenzja]

Posted on

Z aromatyczną kawą i pierniczkami (na zachętę) usiadłam do czytania bloga o łakociach. Mowa w nim o słodkościach nie byle jakich, bo ozdobnych – pysznych i zachwycających misternym wykonaniem. Szykowałam się na ucztę dla podniebienia, ale też ciekawą podróż do świata nieznanego mi dotychczas rzemiosła. Podróż przebiegła pysznie, chociaż smak całości niestety słodko-gorzki…

Z niewielkiej, ale urokliwej Iwli na Podkarpaciu bloguje Piernikarnia. Ich blog obecny jest w sieci od blisko trzech lat. Od razu zachwyciłam się tym, że trzy lata temu mała firma z tradycjami zdecydowała się na pisanie bloga. Ogromny plus należy się Piernikarni za wybranie narzędzia, dzięki któremu można łatwo dotrzeć  do odbiorców.

Wchodząc na www.piernikiozdobne.pl spodziewałam się magicznych zdjęć, ciekawych kadrów, interesujących przepisów opatrzonych ciekawym opisem. Chciałam, żeby blog był takim samym dziełem sztuki jak pierniczki, które produkuje firma. Pięknie zapowiadał się nagłówek: sianko a na nim piernikowe cuda w towarzystwie jabłek. Wszystko to przywołało na myśl wspomnienia świątecznych chwil. Ciepła i jasna szata graficzna bloga nawiązuje do przypraw, miodu i mąki, z których powstają pierniki.  Pomysł na identyfikowanie kolorystyki z produktem jest świetny. Aż chce się „wgryźć” po więcej.

Problem pojawił się jednak, kiedy chciałam poznać blogera. Kim jest osoba, która dodaje przepisy na te wszystkie pyszności? Kto opowiada mi o relacjach z klientami i nowych, ciekawych wzorach? W przypadku tak ciekawej i nietypowej dziedziny wolałabym poznać panią Kasię, Agnieszkę, czy Gosię – realne osoby, które opowiadają o swoich firmowych perypetiach, a nie zasłaniają się wszechwładnym „MY firma”. Na próżno szukałam przejawów personalizacji.

Dowiedziałam się za to, że blog ma odpowiadać na zapytania ofertowe klientów, zawierać ciekawe przepisy i udostępniać zdjęcia najnowszych projektów. Jest to podejście typowe, a przez to nijakie. Styl wypowiedzi nie zachwyca. Prosto, łatwo i na temat, a wydawało mi się, że o piernikach, kojarzących się z magią, tradycją i pięknymi chwilami, można napisać ciekawiej. Co więcej, ciągle trafiałam na narzekania dotyczące tego jak nieprzewidywalni są klienci, którzy chcą załatwić wszystko na ostatnią chwilę.

piernikiozdobne

Strona dzięki swojej prostocie i informacyjnemu  charakterowi zyskała formę poradnika, internetowego FAQ. Ma nawet spis treści, gdzie wypunktowane zostały wszystkie notki. Całość bloga wygląda schludnie, jednak dość ubogo. Zdjęcia, które w przypadku oferowanych produktów są sednem sprawy zostały ukryte w notatkach.

Aby sprawdzić czujność autorów bloga skomentowałam jedną z notatek. Potem wracałam do niej często, ale niestety mojego komentarza pod nią nie było. Moja pochlebna opinia zawędrowała do moderacji i już nie wróciła. Jeśli inni internauci, lub co gorsza przyszli kontrahenci też trafili do takiej wiecznej moderacji, to współczuję i ubolewam nad tym. Zachęt do komentowania także na blogu nie widać. Skutkiem jest „no comments” pod niemal każdym wpisem.

W przypadku małych firm blog wydaje się tanim i atrakcyjnym narzędziem promocji. Niestety, wykorzystywany jest nieudolnie. Plus Piernikarni  należy się zdecydowanie za to, że firma wykorzystuje narzędzie jakim jest blog do swoich działań. Wpisy pojawiają się jednak bardzo nieregularnie, czasami mija aż kilka miesięcy. Być może w sieciowym misz-maszu ciężko dostrzec coś oryginalnego, ale dla osób poszukujących ciekawych prezentów, czy przepisów na słodkie co nieco,  jest to idealne rozwiązanie. Pierniki ozdobne to temat dla pasjonatów i taki właśnie powinien być ten blog – pisany z pasją.  Autorzy, o ile o piernikach wiedzą wszystko, to o blogowaniu firmowym powinni się jeszcze wiele dowiedzieć.

O ile kawa była naprawdę pyszna, pierniczki (te zjedzone przeze mnie i te blogowe) również, to po lekturze czułam niedosyt. Trzymam kciuki za zmianę tego bloga w prawdziwą blogowo-piernikową ucztę.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]