Płodni.com

Przerwa na reklamę [recenzja]

Posted on

Ta przerwa na reklamę nie „wkurza” i nie prowokuje do ostentacyjnego wyjścia do kuchni, żeby na znak protestu zaparzyć sobie herbatę. Nie ryczy na cały głos, że Twoje szczęście jest na wyciągnięcie ręki – w butelce słodkiej cieczy, w tubce wyszczuplającego pośladki kremu czy też w jakiejś mini-ratce w jakimś tam banku. Ta przerwa na reklamę może nawet zainteresować, rozbawić, zainspirować i sprawić, że natrętna myśl o filiżance kakao w końcu zniknie.

Poznańska agencja Płodni.com prowadzi od 2009 roku (wtedy pojawia się pierwszy wpis) bloga Przerwa na Reklamę, gdzie opisuje niebanalne akcje marketingowe z różnych zakątków naszego globu. I to właśnie stanowi największą zaletę omawianego bloga. Bo nie ma nic gorszego niż pisanie o czymś, o czym nasi odbiorcy mogą przeczytać (i prawdopodobnie już przeczytali) w siedemnastu innych miejscach.

przerwa na reklame

Niestety, nie jestem w stanie sprecyzować, kto dokładnie jest autorem wpisów. Być może jest to twórczość jednego z członków agencji, który miał pecha i wylosował tę krótszą zapałkę. Być może jest to ktoś, kto sam się do tego zadania zgłosił, ale nie wie, czym jest regularność w blogowaniu. A może być i tak, że dla każdego członka agencji, co jakiś czas, nadchodzi wiekopomna chwila, gdy musi wygenerować kilka wpisów. Nie wiem, ale bez wątpienia największym grzechem Przerwy na Reklamę jest niesystematyczność autora. Ów autor zachowuje się niczym syn marnotrawny – wystrzela się ze wszystkich swoich wpisów przez trzy dni, a potem znika na kilka tygodni i w najmniej oczekiwanym momencie powraca. Zaś wrażliwy odbiorca nie ma obowiązku czekać ze zrozumieniem na kolejny wpis i może się zwyczajnie obrazić.

A skoro już mowa o odbiorcach – ilu takich jest, ciężko oszacować na podstawie interakcji w komentarzach, bo otwarcie komentujących wpisy jest niewielu. Nie można też liczyć na dynamiczną dyskusję, sensację, krew ani emocje. Słowem – nuda.

Ale, żeby nie było, że się za dużo czepiam, to podkreślę elementy nawigacyjne i estetyczne. Blog jest prosty w obsłudze, intuicyjny. Grafika jest neutralna dla oka i nie odciąga od treści. Nie brakuje zdjęć i filmików. Można szybko się zorientować, które wpisy są najbardziej popularne, zaś dociekliwi mogą się teleportować na stronę WWW agencji. I jeszcze dodatkowa aplikacja zdradza, kto z moich znajomych na Facebooku polubił już tę stronę.

Nie napiszę więc, że jest to świetny blog, bo jego autorowi (tudzież autorom) wciąż brakuje praktyki i elementarnej znajomości zasad blogowania. Ale mogę z czystym sumieniem napisać, że jest to dostatecznie dobry blog. Albo lepiej – dostatecznie ciekawy. Bo zamieszczone wpisy czyta się z zainteresowaniem. Nie ze względu na giętki język blogera i szacunek dla interpunkcji, ale ze względu na wybór ciekawych i nieoklepanych akcji marketingowych.

Podsumowując, jestem na TAK. Jednak potrzeba czegoś więcej, żeby zabłysnąć w finale.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Reklamy