Autor: Dominik Kaznowski Data: 24 Maj 2012
Dzisiaj wpis w ramach “gościnnego blogowania”. Swoimi spostrzeżeniami podzieli się z nami Sylwester Kozak, wydawca e-biznes.pl. A wpis, jak sam tytuł wskazuje porusza dosyć rzadko podnoszoną kwestię bezpieczeństwa naszych danych. Tworząc blogi firmowe, często latami, zwyczajnie zapominamy o tym, że w przypadku awarii serwera możemy stracić z takim trudem tworzone dane. Wpis na pewno nie wyczerpuje tematu, ale może stanie się dla Was inspiracja do podrążenia tematu z “panem informatykiem”

Wstęp
Prowadząc blog firmowy często skupiamy się tylko na treści. I dobrze, warto jednak pamiętać również o bezpieczeństwie i potencjalnej utracie informacji zawartych na naszym blogu.
Bezpieczeństwo ogólne
Jakie są zagrożenia? Przede wszystkim możliwość utraty danych, ale też możliwość zainfekowania naszej strony złośliwym oprogramowaniem. Uwidacznia się to przede wszystkim jako doklejenie fragmentów kodu do naszej witryny. Jeśli szablon naszego bloga zawiera kilkadziesiąt plików to może się okazać, że ręczna modyfikacja będzie zajmować sporo czasu. Prościej będzie wtedy przywrócić kopię tych plików z ostatniego dnia przed atakiem przy zachowaniu aktualności wpisów. Jeśli nie usuniemy tego kodu to przeglądarki internetowe zablokują możliwość wejść na naszą stronę, a to już będzie przynosić wymierne straty dla naszej firmy.
Prowadząc blog firmowy mamy dwie możliwości utrzymywania go. Pierwsza to korzystanie z serwera firmy, która oferuje nam prowadzenie bloga. To może być WordPress.com, czy na przykład bblog.pl prowadzony pod patronatem Money.pl. W drugim przypadku mamy możliwość zainstalowania konkretnego skryptu bloga (np. WordPress.org, Joomla, Drupal) na naszym serwerze. Naszym czyli np. na typowym koncie hostingowym prowadzonym przez takie firmy jak Home.pl, AZ.pl czy Nazwa.pl.
Blog na zewnątrz
Prowadzenie bloga z wykorzystaniem infrastruktury firmy oferującej prowadzenie bloga jest prostsze, ma jednak pewne ograniczenia. Pierwsze to niewielka możliwość modyfikacji samej strony, mamy możliwość poruszania się tylko w wybranych szablonach. Modyfikacji mogą ulegać tylko niewielkie elementy. Nie mamy też możliwości instalowania żadnych dodatków – w tym zwiększających bezpieczeństwo danych z naszego bloga. Usługodawca w pewnym stopniu nam to wynagradza – mamy znacznie zwiększone bezpieczeństwo. Nie musimy się martwić aktualizacją skryptów, nie sprawdzamy czy został doklejony złośliwy kod. Może się okazać jednak, że część danych zostanie bezpowrotnie utracona mimo zachowania najwyższych poziomów bezpieczeństwa.
Blogi prowadzone na naszym serwerze
Znacznie więcej niebezpieczeństw czeka na nas w przypadku gdy zdecydujemy się prowadzenie bloga na własnym serwerze. Do pełnego zrozumienia co i jak należy zabezpieczać powinniśmy wiedzieć z czego składa się nasz blog.
Pliki
To są wszystkie pliki, które widzimy po zalogowaniu się na swoje konto przez FTP lub przez Menedżera Plików dostarczanego przez usługodawcę. Jeśli zdecydowaliśmy się na najpopularniejsze rozwiązania to zobaczymy foldery związane z WordPressem, Jommlą czy Drupalem. To właśnie do tych plików może się doklejać złośliwy kod. Pliki te modyfikujemy bardzo rzadko. To właśnie one odpowiadają za wygląd naszego bloga – jeśli coś zostało zmienione wizualnie na naszej stronie to pliki te najczęściej też zostały zmodyfikowane.
Baza danych
Druga część naszego bloga to baza danych – najczęściej wykorzystywana jest baza MySQL. Jeśli korzystacie z popularnego rozwiązania to prawie pewne jest, że to właśnie z tej bazy korzystacie. W bazie danych trzymane są wszystkie nasze artykuły i wpisy. Gdy dodamy nowy wpis na nasz blog to zmieniana jest baza danych. Jako zwykły użytkownik nie mamy możliwości wglądu w zawartość bazy danych – nie jest nam to potrzebne ponieważ dane zawarte tam modyfikujemy z poziomu WordPressa czy innego rozwiązania do prowadzenia bloga. Bezpośredni dostęp do baz danych uzyskujemy dzięki specjalnym rozwiązaniom – zwykłym użytkownikom, nie polecam samodzielnej ingerencji w bazy danych. Wykorzystując panel zarządzania naszym kontem hostingowym uzyskujemy możliwość pobrania bazy na dysk.
Jak robić backup?
Kopie bezpieczeństwa zazwyczaj wykonuje nasz usługodawca – upewnijcie się jak to jest w Waszym przypadku. Warto jednak dodatkowo zabezpieczyć naszego bloga wykonując własną kopię bezpieczeństwa, do której mamy dostęp w każdej chwili. Jak to zrobić? Najprostszym, ale dość czasochłonnym rozwiązaniem jest ręczne kopiowanie zarówno plików jak i bazy danych. Cała czynność zajmie, w zależności od tego ile jest artykułów, od kilku minut nawet do godziny.
I teraz zmierzamy do głównego punktu naszego artykułu – czyli jak uprościć cały proces, tak aby nie była potrzebna nasza ingerencja.
Automatyzacja procesu
Kopie bezpieczeństwa będą znacznie skuteczniejsze jeśli będą po prostu wykonywały się same, bez naszego udziału. Czyli podajemy tylko częstotliwość i gotowe. Czy to możliwe? Oczywiście.
Dość istotną cechą jest również możliwość wykonywania kopii różnicowych – czyli bieżąca kopia bezpieczeństwa wykonywana jest tylko z nowych elementów, nie ze wszystkich. Główną zaletą jest znacznie skrócenie czasu wykonywania takiej kopii.
Poniżej kilku dostawców takiego oprogramowania.
Z punktu widzenia bloga firmowego najbardziej kompleksowym rozwiązaniem wydaje się być VaultPress – cena dla użytkowników biznesowych też jest dość atrakcyjna.
Autor: Dominik Kaznowski Data: 6 Maj 2012
Wywiad z twórcami bloga Kreatywny Zakątek (kreatywny-zakatek-pl.blogspot.com). Blog zajął drugie miejsce w konkursie na Najlepszy polski blog firmowy roku, w kategorii „blog dojrzały”. Na pytania odpowiada Julia Tomczuk.
Blogi Firmowe (BF): Użytkownicy Waszego bloga to chyba w większości osoby mocno zaangażowane w tworzenie swoich prac? Scrapbooking to dosyć hermetyczna dziedzina. Czy może z bloga korzystają również początkujące w tym fachu osoby?
Julia Tomczuk, Kreatywny Zakątek (KZ): Zdecydowanie są to osoby zaangażowane w scrapbooking. Na pewno spora część to osoby początkujące, które poszukują swojej twórczej ścieżki, szukające sposobów na zrobienie różnych rzeczy, inspiracji, podpowiedzi i porad. Myślę, że bardziej zaawansowane scraperki również znajdują u nas coś ciekawego. Blog wraz ze mną tworzą fantastyczne Projektantki, z których każda ma swój własny styl różniący się od pozostałych. Myślę, że to bardzo urozmaica tematykę bloga.
BF: Czy prowadzanie bloga pomaga Wam wzmacniać relacje z klientami sklepu?
KZ: Na pewno w jakiś sposób przybliża nas Klientom, choć blog ma raczej twórczy charakter i głównymi bohaterami bloga są prace Zakątkowego Zespołu Projektowego, a nie my. Myślę, że mimo to Klienci inaczej postrzegają sklep z blogiem niż bez. Na pewno dzięki niemu wirtualnie poznałam wiele ciekawych osób, również Klientów sklepu.
BF: Jaki zatem jest główny cel pisania bloga?
KZ: Blog ma pełnić funkcję reklamy sklepu. Przybliżyć to, co można w nim znaleźć oraz co i jak z tych rzeczy zrobić. Przy okazji ma być miejscem, które inspiruje i do którego chętnie się zagląda.
BF: Czy blog Kreatywnego Zakątka ma jakiś stałych czytelników/komentujących? A może ma samych stałych użytkowników?
KZ: Komentujących jest niewielu w porównaniu do ilości odwiedzających, którą obserwujemy w statystykach bloga. Są osoby, które stale komentują nasze prace, a także takie które robią to okazjonalnie.
BF: Jak myślisz, dlaczego użytkownicy nie komentują wpisów? Czy wynika to z tego, że mają jeszcze małe doświadczenie w scrapbookingu, czy może specyfika wpisów nie służy „dyskutowaniu”?
KZ: W komentarzach zazwyczaj można znaleźć pochwały na temat pracy. Dyskutować rzeczywiście nie bardzo jest o czym, ewentualnie dopytać o coś, co dotyczy samej pracy, napisać co się podoba, a co nie.
Wydaje mi się, że do komentowania zniechęca sam fakt, że jest to blog firmowy. Czytelnikom łatwiej napisać coś konkretnej. Projektantce na jej prywatnym blogu w związku z daną pracą niż na blogu zakątkowym. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, może po prostu wolą bardziej “kameralne” miejsca
BF: Czy stosujecie jakieś mechanizmy angażowania użytkowników? Widziałem, że rzucacie “wyzwania” swoim czytelnikom? Jak sprawdzają się takie akcje?
KZ: Wyzwania pojawiają się na blogu raz w miesiącu. Co miesiąc autorką wyzwania jest inna osoba z naszego Zakątkowego Zespołu Projektowego. Zasady są zawsze jednakowe, zmieniają się tematy i wytyczne wyzwań. Staramy się, by były one zachęcające zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych scrapujących. Spośród zgłoszonych na wyzwanie prac wybieramy trzy, które najbardziej nam się podobają, a autorkę jednej z prac zapraszamy do weekendowego gościnnego wystąpienia na blogu w kolejnym miesiącu.
Wydaje mi się, że tego typu zabawy przyciągają nowych czytelników, czynią blog bardziej atrakcyjnym dla stałych bywalców, a co najważniejsze zachęcają początkujące osoby do tworzenia i spróbowania swoich sił. Nagrody i wyróżnienia to dodatkowa zachęta.
BF: Jakie wpisy ciszą się największym zainteresowaniem?
KZ: Najczęściej oglądanymi i komentowanymi wpisami są “kursy” czyli po prostu ”jak to jest zrobione” z jasnym, przystępnym opisem i zdjęciami.
BF: Fotografia odgrywa na Waszym blogu duże znaczenie. Czasami można odnieść wrażenie, że prowadzicie fotobloga
Czy próbujecie swoich sił również z wpisami wideo? A jeśli tak/nie to dlaczego?
KZ: Zdjęcia to rzeczywiście bardzo ważna część blogów takich jak nasz. Zdjęcia nie zastąpi nawet najlepszy opis. Oczywiście musi być ono dobrze zrobione, aby ukazać pracę w ciekawej perspektywie. Nie zawsze się to udaje, ale staramy się
Film autorstwa jednej z Projektantek pojawił się na blogu tylko raz. Był to albumik z mnóstwem zakamarków, których uroku nie sposób było pokazać na zdjęciach. Stworzyć ciekawy scrapkowy filmik to raczej niełatwe zadanie, za to zrazić mało interesującym można szybko. Niemniej to dobry pomysł na przyszłość.
BF: Czy czytacie inne blogi scrapkowe? Czy są dla Was inspiracją, konkurencją, a może jednym i drugim?
KZ: W świecie scrapbookingu trudno nie zaglądać na inne blogi o tej tematyce. Każda z nas ma swój prywatny blog, a na nim prowadzi mniej lub bardziej aktywne blogowe życie wśród znajomych, obserwatorów itp. Zaglądamy do siebie nawzajem i na pewno w mniej lub bardziej zamierzony sposób inspirujemy się pracami innych. Konkurencją raczej trudno to nazwać. Mamy przy pisaniu bloga swój ustalony plan i zasady, których się trzymamy dzieląc się swoją twórczością z innymi.
BF: Czy blog pełni również funkcję edukacyjną? Czy czujecie misję, czy raczej edukacja to konieczny aspekt działania w waszej branży?
KZ: Funkcja edukacyjna to na pewno nieodłączny aspekt naszego bloga, przy czym nie ma on raczej formy “nauczania”, a bardziej dzielenia się z innymi sposobem na zrobienie czegoś ciekawego. Misja to chyba za dużo powiedziane, bardziej chęć zarażenia swoją pasją tych, którzy jeszcze się nie zarazili, a także dzielenie się swoimi doświadczeniami z tymi, którzy już są “w temacie”.
BF: Jakie są Waszym zdaniem 3 najważniejsze rzeczy przy tworzeniu bloga firmowego?
KZ: Systematyczność, interesujące wpisy, różnorodność tematów
BF: Czego należy unikać Waszym zdaniem pisząc blog firmowy?
KZ: Nieregularności i monotonii.
BF: Dziękuję za odpowiedzi.
Autor: Dominik Kaznowski Data: 30 Kwiecień 2012
Jak prowadzą blogi młode firmy internetowe? Poniżej szybki ranking blogów polskich startupów. W sumie przejrzałem około 30 blogów z czego w miarę aktualnych było zaledwie… 12 blogów. Blogi oceniałem pod kątem następujących kryteriów
W każdej z kategorii można było uzyskać od 0 do 5 punktów. Najwyżej ocenione blogi otrzymały 11 punktów (na 25 możliwych), co pozostawia całkiem sporą przestrzeń do poprawy
Najsłabszym elementem blogów startupów są komentarze (praktycznie ich nie ma). Dwa blogi dostały nawet punktu ujemne, za brak możliwości komentowania (sic!). Równie słabym punktem jest brak materiałów wideo (wpisy składają się wyłącznie z tekstów i obrazków). Najsilniejszymi stronami blogów firmowych prowadzonych przez startupy jest “look&feel” oraz teksty wpisów (choć w tym przypadku występuje spore zróżnicowanie pomiędzy poszczególnymi blogami). Kilka blogów prowadzonych jest w języku angielskim.
Oczywiście poniższy ranking ma charakter rozrywkowy. Trudno bowiem oceniać blogi dopiero co założone. Z drugiej strony może dzięki mojemu wpisowi poznacie młode firmy internetowe, a wśród, nich wzrośnie zapał do blogowania
Najlepsze blogi to (łącznie 11 pkt):
Dobre blogi (łącznie 10 pkt.)
grupainspire.pl/blog
blog.zaplac.to
blog.sotrender.com
Takie sobie:
funfashion.pl/fashion-blog
planbudzetu.pl/blog
Hmm… (może blog to nie był najlepszy pomysł):
docwin.com/wpisy/blog
blog.caartoo.com
blog.espago.com
blog.asport.pl
Autor: Dominik Kaznowski Data: 29 Kwiecień 2012
Dzisiaj porozmawiamy z twórcami bloga Kokieteria (kokieteria.pl), który zajął 2 miejsce w konkursie na Najlepszy polski blog firmowy roku w kategorii “blog młody” (edycja 2011). Blog prowadzony jest przez markę Obsessive, a na pytania odpowiada Anna Stankiewicz.
Blogi Firmowe (BF): Sądząc po aktywności w komentarzach, użytkowniczkami Kokieterii są raczej kobiety niż mężczyźni. Może jednak panowie chętniej czytają i oglądają niż komentują? Jakie są Wasze doświadczenia w kwestii “dominacji” płci na blogu?
Anna Stankiewicz, Kokieteria (K): Nie możemy jednoznacznie stwierdzić, że wśród użytkowników odwiedzających nasz blog przeważają kobiety, chociaż taki wniosek sugerowałyby komentarze. Zmienia się to w zależności od tematu czy nawet pory roku. Dla przykładu w organizowanym przez nas konkursie na testerów bielizny Obsessive przychodzą zgłoszenia obu płci. Kobiety z natury są bardziej wylewne i lubią dzielić się swoimi opiniami, wyrażać swoje zdanie poprzez komentowanie wpisów. Mężczyźni szukają w nich raczej inspiracji, aniżeli pola do wymiany poglądów.
BF: Część wpisów na blogu ma znaczek 18+. Czy takie wpisy cieszą się mniejszą czy większą popularnością od pozostałych?
K: Wpisy takie kierowane są do osób pełnoletnich i zazwyczaj dotyczą kwestii pozycji seksualnych. Ze względu na chwytliwy temat i ciekawość czytelników oraz częstotliwość wpisywania fraz związanych z Kamasutrą w wyszukiwarkę, wpisy takie są szczególnie popularne. Komentowane są natomiast umiarkowanie, bardziej zaspokajają ciekawość niż mobilizują do rozmów.
BF: Jak duże znaczenie ma społeczność bloga dla sprzedaży internetowej?
K: Nasz e-sklep detaliczny pełni głównie funkcje wizerunkowe i w takim celu był tworzony. 80% naszej produkcji stanowi eksport. Ofertę kierujemy głównie do hurtowników, dlatego też nie traktujemy bloga jako elementu wspierającego sprzedaż naszego sklepu. Oczywiście zarówno czytelnicy bloga jak i fani z portalu Facebook.com dokonują zakupów w naszym sklepie. Otwarcie powiedzieć możemy, że blog służy nam do komunikacji z klientami, słuchania ich opinii, reagowania na potrzeby. Nasi czytelnicy tworzą także recenzje bielizny co zdecydowanie ułatwia nam prezentację modeli w kanałach polskojęzycznych i ułatwia wybór modeli pozostałym klientom. Jesteśmy przekonani, że prowadzenie bloga wpływa w sposób pośredni lub bezpośredni na decyzje zakupowe naszych klientów bezpośrednio u nas lub u naszych odbiorców hurtowych.
BF: Czy blog pełni również funkcję edukacyjną? Sądząc po części wpisów, poruszacie tematy związane z “elementarzem seksualnym”? Czy czujecie misję, czy raczej edukacja to konieczny aspekt działania w waszej branży?
K: Swego czasu stworzyliśmy koncepcję Kodeku Erotyki (kodekserotyki.pl), która miała na celu promowanie erotyki dalekiej od pornografii. Od samego początku czujemy się zobowiązani do edukowania Polaków w zakresie tematów intymnych, które często traktowane są jako tabu. Bliskość i relacje damsko-męskie są przecież czymś naturalnym i dotyczą większości z nas. Tworzenie wokół nich niepotrzebnej, pruderyjnej otoczki to sztuczność, którą sukcesywnie pokonujemy. Takie podejście wiąże się także z zainicjowanymi przez nas zmianami w postrzeganiu bielizny erotycznej sprzedawanej w butikach, a nie sexshopach jak to miało miejsce na początku. Jak widać po sieci sprzedaży naszych partnerów, idea ta świetnie się sprawdziła, zarówno w Polsce, jak i w ponad 40 innych krajach świata.
BF: Wydawałoby się, że temat seksu jest dosyć hermetyczny. Jednak pod każdym wpisem na waszym blogu toczy się dyskusja pomiędzy użytkownikami. Jaki jest Wasz przepis na angażowanie konsumentów?
K: Przede wszystkim szczerość i otwarte prezentowanie różnych tematów. W tym co piszemy jesteśmy obiektywni i autentyczni. Bardzo dbamy o relacje z internautami i nigdy nie pozostawiamy ich pytań bez odpowiedzi. Wspomnianych wcześniej recenzji naszych produktów, pisanych przez internautów, nie cenzurujemy. Zależy nam na obiektywnych opiniach. Klienci często sami zgłaszają chęć napisania recenzji jakiegoś modelu bielizny i takowe nam przesyłają.
BF: Czy macie problem z niecenzuralnymi komentarzami, trollingiem czy innego rodzaju niepożądanymi treściami zamieszczanymi przez użytkowników? Jak sobie z nimi radzicie?
K: O dziwo nie. Obraźliwe komentarze możemy policzyć na palcach jednej ręki. Szybko na nie reagujemy.
BF: Czy macie jakiś stałych czytelników/komentujących? Czy “znacie się” już z osobami czytającymi bloga? Czy są to również klienci/klientki sklepu?
K: Tak, mamy grono wiernych czytelników, którzy są także aktywni w serwisach społecznościowych typu Facebook.com i wiemy, które to osoby aczkolwiek osobiście ich nie znamy. Obserwujemy zjawiska falowego zmieniania się aktualnie aktywnej grupy osób. Wiedzą, że doceniamy ich aktywność i są w stosunku do nas lojalni. Sami stali się ambasadorami naszych produktów.
BF: Poruszacie się ciągle wokół tej samej tematyki. Skąd czerpiecie inspirację do pisania bloga, nowych tematów i podtrzymywania zainteresowania?
K: Tematyka erotyki i seksualności jest bardzo bogata, a cały czas powstają nowe zjawiska społeczno-kulturalne, o których warto pisać. Inspiracje czerpiemy z różnego typu mediów polskich i zagranicznych. Sugerujemy się także pytaniami kierowanymi do nas przez internautów.
BF: Ile osób prowadzi bloga?
K: Za prowadzenie bloga, pisanie i dobór tematów odpowiedzialna jest jedna osoba. Dodatkowo pojawiają się czasem posty pisane przez innych pracowników firmy.
BF: Jakie są Waszym zdaniem 3 najważniejsze rzeczy przy tworzenia bloga firmowego?
K: Autentyczność, zaangażowanie i otwartość na komunikację z internautami.
BF: Czego należy unikać Waszym zdaniem pisząc blog firmowy?
K: Unikamy używania oficjalnego języka i bombardowania czytelników informacjami firmowymi. Otrzymują jedynie komunikaty o nowych kolekcjach czy naprawdę ważnych wydarzeniach typu otrzymanie nagrody. Odradzamy traktowanie bloga jako dodatkowej zakładki „aktualności” lub „biuro prasowe” firmy.
BF: Dziękuję za rozmowę.
Autor: Dominik Kaznowski Data: 27 Kwiecień 2012
Idzie długi majowy weekend. “Zaraz” po nim będą wakacje, wiec najwyższa już pora na plany wyjazdowe. Postanowiłem zatem przyjrzeć się temu, jak radzą sobie z blogowaniem firmy z szeroko rozumianej kategorii turystycznej. Poniżej zamieszczam kilka przykładów i przemyśleń o blogach firm związanych z wyjazdami i podróżowaniem.
Disney Parks Blog (disneyparks.disney.go.com/blog)
Czyli blog parków rozrywki Disneya. W całości poświęcony właśnie tej tematyce – opisom atrakcji w parku, poszczególnym sekcjom, ich “historii”, odwołaniom do postaci z filmów. Na blogu można również znaleźć porady dla odwiedzających (rodziców i opiekunów) oraz informacje przydatne podczas pobytu. Wszystkie wpisy wyposażone są obowiązkowo w fotografie lub materiały filmowe. Każdy autor piszący na blogu jest przedstawiony na fotografiach i jest znany z imienia i nazwiska. Na blogu zmieszczono również wytyczne dotyczące zamieszczania komentarzy oraz odniesienie do Warunków Korzystania.
Ciekawym rozwiązaniem na blogu jest zmieniająca się główna grafika nagłówka (fotografia). Dzięki temu rozwiązaniu zachowana zostaje spójność graficzna bloga przy jednoczesnym urozmaiceniu wyglądu (blog ma klasyczny, dwuszpaltowy układ).
Blog Disney Parks jest rzetelnie prowadzony, wpisy są zamieszczane regularnie, wzbogacane we własne fotografie i filmy wideo (w tym np. z przepisami kulinarnymi szefa parkowej restauracji). Społeczność bloga nie jest specjalnie aktywna, jednak każdy wpis posiada komentarze i udostępnienia na Facebooku czy w Google+.
G Adventures Blog (gadventures.com/blog)
“The Looptail” to blog firmy turystycznej zajmującej się organizowaniem niestandardowych wyjazdów dla małych grup. Jak sami twórcy piszą na blogu jest on miejscem dzielenia się nie tylko inspirującymi tematami dotyczącymi wyjazdów, ale również fotografiami, muzyką czy kulinariami z całego świata. Mimo tej deklaracji, blog został podzielony na kilka konkretnych kategorii tematycznych: “Dookoła świata” (zawiera wpisy dotyczące przyrody i ciekawych turystycznie miejsc na świecie), “Przygody kulinarne” (nazwa mówi sama za siebie), “Fotografia podróżnicza” (jak poprzednio), “48 godzin w…” (wpisy będące przewodnikiem po miastach, sugerujące “jak zacząć” zwiedzanie/pobyt), “Wędrowcy” (o podróżowaniu pieszym), “Lekcje historii” oraz “Podróże ekonomiczne” (porady odnoszące się do poszczególnych krajów).
Blog G Adventures jest rozszerzeniem komunikacji firmy. Marka posiada całkiem pokaźną społeczność na Facebooku (230 tys. fanów) i Twitterze (43 tys. followers). Taka ilość zaangażowanych użytkowników nie przekłada się jednak na aktywność w komentarzach na blogu. Wpisy mają po kilka, zwykle lakonicznych komentarzy. Same posty nie są zresztą pisane w specjalnie angażujący sposób i nie zachęcają do interakcji. Największy odzew mają wpisy z miejsc do których firma zabrała swoich klientów.
Blog jest nowocześnie zaprojektowany, fotografie są dobrej jakości, wpisy są zamieszczane regularnie.
Ryder-Walker Blog (ryderwalker.blogspot.com)
Blog prowadzony od 2006 roku (respect). Ryder-Walker zajmuje się turystyką trekkingową. Podobnie jak G Adventures specjalizuje się raczej w organizacji małych, uszytych na miarę, wypraw.
Wpisy na blogu pisane są właściwie według jednego schematu – opisują najróżniejsze, mało znane, egzotyczne lokalizacje. Każdy wpis zawiera obowiązkowo fotografię. Zresztą, warto zatrzymać się przy tej kwestii dłużej, bowiem fotografie na blogu Ryder-Walker są chyba najciekawszym jego elementem. Zdecydowana większość z nich ma charakter autorski i nie pochodzi z płatnych czy ogólnodostępnych galerii. Pejzaże, widoki, ludzie wyglądają autentycznie, co niewątpliwie buduje klimat “wypraw” i nadaje charakter samemu blogowi. Co więcej, w zestawieniu z ascetycznym layoutem bloga, to właśnie zdjęcia przyciągają główną uwagę podczas jego “eksploracji”. Ten element bloga nie wydaje się przypadkowy – po kliknięciu w zdjęcia, otwiera się mini galeria na warstwie nad postem, co ułatwia zapoznanie się ze wszystkimi fotografiami wpisu. Mały detal, ale buduje większą całość. Jedyną wadą tego elementu bloga, jest relatywnie mała wielkość zdjęć (choć jakość jest wysoka).

Aktywność użytkowników na blogu jest symboliczna. Niektóre wpisy mają 1 lub 2 komentarze lub kilka “Lubię to”. Firma posiada również kanał na Twitterze, jednak rzadko aktualizowany (raz na tydzień).
Autorzy dosyć rzadko sięgają po materiały wideo. Natomiast jeśli już to robią są to rzeczywiście autorskie filmy z wypraw, które warto obejrzeć. Jakość jest chyba najważniejszą cechą tego bloga. Widać, że twórcy przykładają dużą wagę do tego aby wszelkie materiały na nim zamieszczane spełniały określony, wysoki poziom. Takie podejście buduje przekonanie o tym, że podobnie wygląda organizacja wyjazdów oraz to, czego możemy się spodziewać decydując się na ofertę firmy.
Kensington Tours (blog.kensingtontours.com)
Kensington Tours to kolejna w tym przeglądzie firma specjalizująca się w prywatnych wyjazdach turystycznych. Jednak oferta ta jest bardziej luksusowa niż opisywane wcześniej przykłady. Blog Kensington Tours jest rozbudowany narzędziowo i treściowo. Poza samymi wpisami posiada rozbudowany dział wideo (41 własnych filmów) oraz galerię fotograficzną na Flickr na której znajduje się niemal 6 tys. zdjęć. Fotografie są uporządkowane w kolekcje według kontynentów i państw, wewnątrz kolekcji znajdują się bardziej szczegółowe galerie. Firma posiada również konta na Facebooku i Twitterze (ta druga społeczność jest dwa razy większa, co jest typowe dla społeczności anglosaskich, gdzie Twitter jest znacznie bardziej popularny niż w Polsce).
Wydaje się, że aktywność użytkowników na blogu jest całkiem spora. Każdy wpis posiada komentarze, a niektóre z otrzymują ich nawet kilkaset (znalazłem nawet wpis z ponad 2000 “komentarzy”). System komentarzy jest jednak jedną wielką enigmą. Te, które są widoczne – to niemal sam spam. Podawana liczba „responses” na wpisy nie jest odzwierciedlona pod postami – komentarzy zwyczajnie nie widać (być może w tej liczbie zawiera się również ilość trackback’ów?). Ewidentnie psuje to pozytywne (pierwsze) wrażenie jakie buduje blog i poddaje w wątpliwość profesjonalizm firmy.
Co interesujące, wszystkie wpisy dodawane są przez „Admina”, nawet takie, w których ewidentnie wypowiada się konkretna osoba, np. znany podróżnik. Zdecydowana większość postów na blogu jest krótka (kilka, 2-3 zdaniowych akapitów). Częstą praktyką autorów bloga jest linkowanie bezpośrednio z wpisu do dedykowanej oferty na stronie firmy.
Polskie podwórko
Blog Qtravel (http://blog.qtravel.pl)
A właściwe agregator informacji o ofertach turystycznych. Nie znalazłem na tym “blogu” żadnego komentarza (sic!). Choć wpisy pojawiają się regularnie (co kilka dni) nie wywołują żadnej reakcji użytkowników. Być może powodem takiego stanu rzeczy jest to, że właściwie są to swego rodzaju “aktualności ze świata ofert turystycznych” (?). Na blogu nie ma treści autorskich, np. fotografii. Sporo wpisów to informacje o ofertach biur turystycznych, z którymi można przecież zapoznać się na stronach internetowych operatorów.
Rainbow Tours – blog opuszczony (rainbow-tours.blogspot.com)
Prowadzony w latach 2007-2010, raczej mało regularnie (1 wpis miesięcznie). Same wpisy są zbiorem tekstów z różnych źródeł, od różnych autorów. Niektóre z nich są typowymi laurkami dla firmy, w stylu “Niech żyje nam prezes naszego klubu…” ;} (przykład poniżej). Nie wiem dlaczego firma “utrzymuje” taki blog w sieci. Może dlatego, że o nim zapomniała?
Podsumowanie:
–
Jeśli znacie jakieś ciekawe blogi firm turystycznych, piszcie w komentarzach.
Autor: Dominik Kaznowski Data: 23 Kwiecień 2012
Dzisiaj wywiad z twórcami bloga firmy PayLane „Across the Board” (blog.paylane.com) – jednego z niewielu polskich blogów… pisanych po angielsku. Blog zajął 3 miejsce w konkursie na Najlepszy polski blog firmowy roku 2011 w kategorii “Blog młody”. Na pytania BF odpowiada Jan Makulec.
Blogi Firmowe (BF): Prowadzicie bloga od roku. Czy w tym czasie zmieniło się w jakiś sposób Wasze podejście/nastawienie do blogowania?
Jan Makulec, PayLane (PL): Z pewnością jest inaczej, chociażby przez zebrane doświadczenie. Podstawowe podejście pozostaje jednak bez zmian, a zaczynaliśmy od zadania sobie pytania “jaki blog firmowy sami byśmy czytali?”. Tak więc nadal staramy się zainteresować odbiorców czymś ciekawym albo nowym podejściem do znanego tematu. Może teraz, zdobywszy już nieco stałych czytelników, nieco śmielej wykorzystujemy blog jako kanał do promocji informacji o naszej firmie. Można to potraktować jako pewnego rodzaju “cenę”, ale mimo wszystko staramy się nie być zbyt nachalni i jeśli tylko możemy, to informacje o nas samych również próbujemy przedstawić możliwie atrakcyjnie (np. w postaci case studies).
BF: Czy czytacie jakieś inne blogi z branży finansów (lub innej), które są dla Was inspiracją?
PL: Niestety niewiele firm stara się łamać stereotyp branży finansowej i widać to też na blogach i serwisach tematycznych. Najłatwiej znaleźć pozytywne przykłady w przypadku konkretnych, wyspecjalizowanych usług, kiedy tworzona jest marka czy produkt (np. platforma do przyjmowania płatności abonamentowych) i zyskuje swojego bloga. Z najbliższego otoczenia tematycznego lubimy i często też polecamy wpisy z bloga firmy podobnej do naszej, ale działającej w Stanach Zjednoczonych – UniBul Merchant Sevices (blog.unibulmerchantservices.com)
BF: Jesteście jedną z niewielu polskich firm piszących blog w języku angielskim. Czy to sprawia dla Was jakąś różnicę w podejściu do blogowania?
PL: Zdecydowanie tak. Retoryka wygląda nieco inaczej. W anglojęzycznych tekstach można (a czasem należy) pozwolić sobie na pytania czy stwierdzenia, które u polskich czytelników mogłyby skutkować cokolwiek cyniczną odpowiedzią.
Pisujemy też wpisy czy artykuły gościnne i niestety zauważamy różnice w komunikacji między polską, a zagraniczną blogosferą. Uogólniając, za granicą spotykamy się w większą otwartością i życzliwością, linki zwrotne czy podpisy (tzw. bylines) są traktowane zupełnie naturalnie jako swojego rodzaju cena za dostarczenie treści wysokiej jakości. W Polsce jest nieco większa podejrzliwość, czasami wręcz niechęć.
Czasami obserwujemy jednak pewne “wyrównania” i zdarzają się celne, sceptyczne uwagi przy zagranicznych tekstach oraz typowe dla zagranicznych komentarzy słowa wsparcia czy gratulacje od polskich odbiorców. To dobrze, bo świadczy o tym, że polska blogosfera znajduje coraz więcej punktów styku z innymi.
BF: Jak dobrze rozumiem, Wasze doświadczenia z blogowania, pokazują, że ciągle w Polsce ludzie podchodzą podejrzliwie do firm, które starają się mówić o sobie?
PL: Po części można tak powiedzieć. Wydaje się, że jest więcej podejrzliwości, zdecydowanie częściej przeszkodą jest, że ktoś mniej lub bardziej zareklamowałby autora tekstu (podpisem czy linkiem zwrotnym), niż że jakość materiału jest zbyt niska lub niepasująca do danego serwisu. Niekiedy trzeba też sobie “wywalczyć” np. link zwrotny czy zachowanie formatowania. Powoli jest jednak coraz lepiej i dostrzega się, że w interesie firmy leży nie tylko bezpośrednia reklama, ale także ogólna edukacja rynku czy budowanie opinii znawców branży.
BF: Komentarze praktycznie nie pojawiają się na blogu, ale za to niektóre z wpisów mają po kilkanaście, kilkadziesiąt retweetów? Czy to specyfika anglojęzycznego użytkownika?
PL: Skłaniamy się bardziej ku tezie, że to specyfika naszych czytelników. Fakt, że ludzie polecają sobie wpisy z naszego bloga jest dla nas sygnałem, iż znajdujemy odbiorców, którym nasze wpisy podobają się na tyle, by chcieli się nimi dzielić. Również w bezpośrednich kontaktach chyba wszyscy członkowie naszego zespołu słyszą pochwały i dobre opinie – na targach, konferencjach, w kontaktach z potencjalnymi i obecnymi klientami itd.
Zapewne jest tu też trochę naszej winy – nie prowokujemy wyraźnie dyskusji. Być może nasi czytelnicy nie mają chęci zostawiać tylko komentarza w rodzaju “dobry tekst, podobał mi się” i odkładają to do czasu bezpośredniego kontaktu z nami.
BF: Czyli blog przekłada się na budowanie całkiem rzeczywistych relacji?
PL: W naszym przypadku – zdecydowanie tak. Otrzymujemy nawet zapytania ofertowe czy propozycje partnerstwa biznesowego wysyłane z poziomu formularza kontaktowego na blogu.
BF: Poruszacie się ciągle wokół tej samej tematyki. Skąd czerpiecie inspirację do pisania bloga, nowych tematów i podtrzymywania zainteresowania?
PL: Tematykę mamy tak naprawdę dość szeroką. Już na początku stwierdziliśmy, że samymi płatnościami nie zdobędziemy ani nie utrzymamy czytelników, więc pozwoliliśmy sobie na krążenie po okolicznych dziedzinach. Tym bardziej, że poszczególne osoby zajmują się właśnie marketingiem, programowaniem, designem, prowadzeniem biznesu, obsługą klienta, social media itd. Łatwiej im zatem znaleźć temat i napisać o czymś, co pokrywa się z ich obszarem działania. A tematy zawsze się znajdują – jeśli nawet na świecie nie dzieje się nic, o czym byśmy chcieli wspomnieć, to mamy spore listy własnych przemyśleń i przygód. Jako firma rozwijamy się dość dynamicznie i dużo większym problemem jest wygospodarowanie czasu na kolejny wpis, niż znalezienie tematu
BF:Ile osób prowadzi bloga?
PL: Cały podstawowy skład naszej firmy, czyli obecnie 11 osób. Do tego 12 “osobą” jest nasz wirtualny kolega, Mr. Banks.
BF:Jakie są Waszym zdaniem 3 najważniejsze rzeczy przy tworzenia bloga firmowego?
PL:
BF: Czego należy unikać Waszym zdaniem pisząc blog firmowy?
PL: Paradoksalnie – pisania o firmie, czyli czystej reklamy. Jak powtarzamy od samego początku, należy postawić się na miejscu potencjalnego odbiorcy. Kto i dlaczego miałby chcieć czytać o naszej firmie? Może gdy nas pozna, to znajdzie jakiś powód, ale żeby dać się poznać, trzeba przyciągnąć uwagę czymś innym. Dopiero oferowanie interesujących treści i pozytywne reakcje stanowią przepustkę do wykorzystania bloga jako kanału komunikacji firmy.
BF: Dziękuję za rozmowę.
Autor: Dominik Kaznowski Data: 20 Kwiecień 2012
Wydawało by się, że ogród ze swoją różnorodnością zastosowań i pasji to idealny do zaistnienia w social media temat. Odpoczynek na świeżym powietrzu, pasja uprawiania, grillowania, mini placu zabaw dla dzieci – wszystko to łącznie z możliwością “bezproduktywnego” opalania się w ogrodzie, stanowi wręcz samonapędzający się materiał do angażowania konsumentów w mediach społecznościowych. Zwłaszcza kwestie związane z uprawą, utrzymaniem i zarządzaniem ogrodem są tematem wymagającym kompetencji – zatem idealnie nadają się do budowania pozycji firmy jako eksperta. Tymczasem blogi są traktowane po macoszemu przez liderów rynku. Znacznie lepiej radzą sobie mniejsze, lokalne firmy. Dzięki blogom tworzą wizerunek podmiotów o znacznie szerszej wiedzy i doświadczeniu niż znane marki.
Poniżej przegląd blogów firm związanych z kategorią “ogród”:
Praktiker Blog Węgry (praktiker.blog.hu)
Jedyny blog sieciowy jaki udało mi się odnaleźć. I choć nie dotyczy wyłącznie kwestii ogrodu, w dużej części, zwłaszcza w sezonie, porusza tą tematykę. Koncentruje się głównie na wpisach związanych z inspiracjami i prezentacją fotografii z ogrodów i architektury ogrodowej ze świata. Dosyć ubogi tekstowo, brak na nim praktycznych porad (czego można by się spodziewać po marce z taką nazwą) . Nie posiada właściwie żadnych oryginalnych treści stworzonych przez Praktikera (większość zdjęć pochodzi z sieci). Nie wiem do kogo skierowany jest ten blog, ale na pewno nie do entuzjastów ogrodów.
Fiskars Polska Blog (ogrodblog.fiskars.pl)
Jedyny polski blog w zestawieniu. Co z jednej strony pokazuje jak bardzo niezagospodarowany (zupełnie jak ogród na wiosnę) jest to jeszcze obszar. Z drugiej – nie wiem, czy jest się co cieszyć z tego “pierwiosnka”. Blog jest aktualizowany raz na miesiąc, co jak na bloga jest ilością zupełnie niewystarczającą. Zwłaszcza w sezonie wiosennym, kiedy w ogrodzie jest więcej pracy niż możliwości jej wykonania. Tym bardziej, że wpisy na blogu zostały podzielone właśnie ze względu na pory roku, a sam blog ma typowo ogrodowy image. Komentarzy na blogu praktycznie nie ma. Ostatni jaki znalazłem pochodzi z 2011 roku.
Dziwi takie podejście do bloga przez Fiskars. Zwłaszcza, że marka prowadzi całkiem ciekawy blog anglojęzyczny w innej kategorii produktowej - fiskarscraft.typepad.com/my_weblog.
Hozelock Blog (blog.hozelock.com)
Czyli blog firmy wyspecjalizowanej w produkcji sprzętu nawadniającego do ogrodu. Blog jest zintegrowany ze stroną firmową. Wpisy na blogu pojawiają się regularnie. W sezonie nawet co 2-3 dni. Dotyczą porad w prowadzeniu ogrodu, radzenia sobie z nietypowymi układami ogrodów, doborem roślin, itp. tematami. Wpisy są rozbudowane, nazwy roślin podawane są po łacinie (co jest sporą zaleta, ponieważ te same rośliny mają często nawet w Polsce różne nazwy regionalne). Praktycznie każdy wpis zawiera fotografie, zwykle jest ich kilka. Treści i fotografie są tworzone przez firmę. Widzimy zatem “prawdziwy ogród” a nie jego cukierkową wersję. Sprawia to, że treści na blogu są znacznie bardziej wiarygodne. Jedyną wadą bloga jest brak komentarzy. Jednak wpisy zamieszczane na blogu mają raczej charakter porad i nie stanowią specjalnego punktu do dyskusji.
Blog jest tworzony profesjonalnie. Można odnieść wrażenie, że głównym celem jego prowadzenia (biorąc pod uwagę sytuację z komentarzami) nie jest budowanie społeczności, ale raczej pokazywanie, że firma wie, rozumie i zna się na ogrodnictwie. Co nie jest takie oczywiste jak mogłoby się wydawać (vide – blog Praktikera czy Fiskars). Nie jest to natomiast blog pisany dla pasjonatów, czy przez pasjonatów.
Marka posiada również kanał na Facebooku, zintegrowany z blogiem (tam właśnie polecane są poszczególne wpisy z bloga), kanał na YouTube z prawie setkę filmów (głównie produktowych) kanał na Twitterze (aktualizowany co 1-2 dni) oraz galerie produktową na Flickr. Zatem lekcja odrobiona.
Allotment Blog (blog.gardening-tools-direct.co.uk)
Czyli blog internetowego sklepu z narzędziami ogrodniczymi. Blog pisany jest przez pracowników centrum ogrodniczego i sklepu. Koncentruje się na praktycznych aspektach prowadzenia ogrodu i upraw. Wszystkie wpisy zawierają autorskie zdjęcia, opisy, przykłady sadzenia czy innego rodzaju porady “jak zrobić to samemu”. Na blogu pojawiają sie nawet przepisy kulinarne, na “wykorzystanie” upraw (w końcu sadzimy i pielęgnujemy warzywa po to aby je ze smakiem zjeść).
Blog prowadzony jest od 2007 roku (czyli tyle samo co blogifirmowe.wordpress.com
Wpisy są dosyć wyczerpujące, choć najważniejszą treścią bloga są niewątpliwie fotografie. Blog jest aktualizowany kilka razy w miesiącu (5-6 wpisów). Komentarze na blogu również się pojawiają. Widać, że nie wszystkie wpisy wywołują odzew, ale średnio co drugi wpis ma od 2-6 komentarzy.
Niewątpliwie blog tworzony jest parzez fachowców. Same wpisy zawierają często indywidualną perspektywę autora i są pisane w pierwszej osobie. Autorzy żyją pracą z uprawami, dzielą się z czytelnikami własnymi pomysłami, pojawieniem się nowalijek i swoimi prywatnymi opiniami.
Gardener’s Journal Blog (blog.gardeners.com)
Kolejny blog lokalnego centrum ogrodniczego z Intervale w stanie Vermont. Firma jest własnością pracowników i żyje ze sprzedaży internetowej i wysyłkowej. Na stronie internetowej posiada rozbudowane działy pomocy oraz możliwość konsultacji z ogrodnikiem przy dokonywaniu zakupów. Gardeners Supply Company posiada 29 tys. fanów na Facebooku.
Sam blog ma klasyczny, można wręcz powiedzieć tradycyjny układ. Wpisy na blogu pojawiają się średnio raz w tygodniu i obowiązkowo zawierają fotografie. Część z nich zawiera wtyczkę Flickra z galerią zdjęć. Sama galeria na Flickr jest dosyć rozbudowana, zawiera uporządkowanie w galerie tematyczne zdjęcia (małe ogrody, ogrody we wnętrzach, ogrody zimowe, tropikalne, itp.
Gardener’s Journal Blog zamieszcza podobne, poradnikowe wpisy jak powyżej opisywane blogi. Tym, co go wyróżnia na tle innych jest nastawienie na akcje społeczne (zarówno te lokalne jak i ogólnokrajowe). Sporo wpisów na blogu poświęconych jest tego typu akcjom. Na blogu można też znaleźć wpisy związane z produktami dla ogrodu. Dotyczą one jednak raczej dodatków ułatwiających czy też rozszerzających możliwości pasjonatów niż podstawowych narzędzi ogrodniczych. W tym sensie blog nastawia się na promowanie określonego stylu i podejścia do życia, którego zamiłowanie do ogrodu i natury jest integralnym elementem.
Podsumowanie:
Autor: Dominik Kaznowski Data: 16 Kwiecień 2012
W sumie przez te wszystkie lata pisania, mówienia, badania i analizowania blogów firmowych napatrzyłem się na tysiące najróżniejszych blogów. Rozmawiałem z dziesiątkami osób piszących blogi firmowe. Zwykle staram się podchodzić do tego tematu w sposób obiektywny i rzeczowy. Jednak tym razem pomyślałem sobie, że opiszę poszczególne podejścia do pisania blogów sposób jakościowy i subiektywny zarazem. Jak to bowiem napisał wieszcz “Czucie i wiara silniej mówi do mnie. Niż mędrca szkiełko i oko”.
I coś w tym jest.
Badania, analizy, case study’s i innego rodzaju “naukowe” patrzenie na blogi firmowe nie pozwala odkryć wszystkiego o ich naturze. Często również osoby piszące blogi w firmach mówią mi pewne rzeczy, które rzucają wiele światła na sytuację wewnątrz firmy. Czasami również prowadzę projekty w firmach i zwyczajnie doradzam im jak mają blogi pisać, jak wspierać czy zachęcać pracowników. Czasami jest i tak, że to zarząd trzeba przekonywać ;D

Oto zatem subiektywna typologia blogów firmowych:
No dobrze, jest już późna godzina i kończą mi się pomysły. Może kiedyś rozszerzę tą listę. Ale tak naprawdę chodziło mi o to, aby wskazać wzorce blogów z którymi się na co dzień spotykam. Naprawdę po kilku latach “obcowania” z ich najróżniejszymi odmianami można, na pierwszy rzut oka, z dużym prawdopodobieństwem, przypisać bloga do jednej z powyższych grup.
Najnowsze komentarze