blog

„Przypadkowo dobry blog” – wywiad: Marta Zawierta z Rupieciarni

Posted on Updated on

Dzisiaj rozpoczynam tradycyjny cykl wywiadów z twórcami blogów wyróżnionych w konkursie na Najlepszy polski blog firmowy roku. Na pierwszy ogień idą twórcy bloga sklepu Rupieciarna (rupieciarnia.com.pl/blog), który zajął 1 miejsce w kategorii blogów dojrzałych.

Na pytania odpowiada Marta Zawierta.

marta zawierta rupieciarnia

Blogi Firmowe (BF): Można powiedzieć, że blog Rupieciarni nie jest „typowym” blogiem skrapkowym. Tzn. oczywiście pojawiają się na nim wpisy obrazujące efekty pracy, ale większość postów dotyczy jednak trudów tworzenia. Czy uważasz, że to „przepis na sukces”? Indywidualna perspektywa?

Marta Zawierta, Rupieciarnia (R): Nie powiedziałabym, że to indywidualna perspektywa ani jakaś przemyślana strategia, żeby od tych „typowo skrapkowych” się odróżnić. Myślę, że to po prostu inna specyfika firmy i całego bloga, choć ta nasza „inszość” może być nie tak wyraźna dla osób, które zajrzą do nas tylko na chwilę. Przede wszystkim my w Rupieciarni mamy kontakt z żywym klientem i to do niego adresujemy to co piszemy. I nie ważne, czy są to osoby, które już u nas były, czy dopiero nas znalazły i zastanawiają się, czy przyjść. Dlatego też często piszemy o spotkaniach w Rupieciarni, o tym jacy klienci przyszli itd. Wiadomo, że blogi sklepów wyłącznie internetowych lub blogi „wyzwaniowe” nie mają takiej możliwości, bo nawet jeśli te osoby spotykają się w realnym świecie, to ma to miejsce raczej rzadko. My piszemy o naszej codzienności.

BF: Czyli jednak starasz się pisać bardziej o tym, co dzieje się w sklepie, a nie tworzyć jakieś internetowe życie na blogu?

R: Nie mam bladego pojęcia jak miałabym stworzyć to internetowe życie i po co miałabym to robić. Nasze normalne życie sklepowe jest na tyle ciekawe, że tematów do pisania spokojnie wystarczy. A jak nie, to wolę napisać co jem na kolację albo jak mi dzieci płaczą. Czyli jednak życie, ale realne.

sklep rupieciarnia

BF: Dwa lata z rzędu blog Rupieciarni zajmuje 1 miejsce w swojej kategorii konkursu. Czy wiesz, że do tej pory nie udało się to żadnej innej firmie (nawet takim blogom jak mBank czy Play?). Jak się z tym czujesz?

R: Szczerze? Dowiedziałam się właśnie gdy zadałeś to pytanie 🙂 Od razu głowa w górę i pękamy z dumy! Hihihi.

BF: Blog Rupieciarni nie ma tych wszystkich „bajerów” które mają inne blogi firmowe – wideo, podcastów, galerii zdjęć, widgetów itp. rzeczy, a jednak jest najlepszy? Jak myślisz dlaczego?

R: Nie wiem czy mogę się do tego przyznać, ale ja nawet nie wiem co to jest podcast i widget. Generalnie wydaje mi się, że chyba tych wszystkich bajerów nie ma w blogach małych firm jak nasza lub pojawiają się sporadycznie (nawet u nas jeden raz w prawie dwuletniej historii pojawił się filmik, ale wyłącznie jako rarytas – prezent dla czytelników na Mikołajki). Wszystko to z bardzo prozaicznych przyczyn – ja i tak muszę walczyć o czas na zrobienie zwykłej, prostej notki. Zwykle robię to po północy jak już położę spać dzieci, odrobię zaległości mailowe, skończę pracę twórczą, umyję zęby i idąc w piżamie do łóżka przypomnę sobie… „O rany, jeszcze blog!”. Nie wiem czy to widać, czy nie. Może widać i ta piżama to tajemnica naszego sukcesu? :)) A tak poważnie to nie miałabym czasu na ładowanie jeszcze jakiś dodatków, bo zwyczajna obróbka zdjęć do prostego kolażu zajmuje mi już masę czasu. Nie mam od tego „ludzi”.

Szczerze mówiąc to nie wiem dlaczego wygrywamy. I to nie jest skromność – ja naprawdę byłabym wdzięczna, gdybyś mógł mi ujawnić naszą punktację w poszczególnych kategoriach. Pierwsza nasza wygrana w 2010 to było zaskoczenie, ale ta z 2011 była chyba jeszcze większym, gdyż Rupieciarnia przechodziła wtedy małe zawirowania, ja byłam na urlopie macierzyńskim i częstotliwość dodawania wpisów dosyć nam spadła. Komentarzy też nie mamy specjalnie dużo. Swego czasu czytałam kryteria według których nas oceniałam i stawiałabym na to, że dostajemy punkty w kategorii „look i feel”. Przynajmniej ten „feel”, bo z „lookiem” bywa różnie. Przynajmniej ja bym sobie czasami za „feel” jakiś punkt dała. Zgadłam??

rupieciarnia blog

BF: Z zasady nie ujawniam szczegółowej punktacji, ale kryterium, które ma 40% wagi jest „otwartość komunikacji i przełamywanie stereotypów” w zakresie tego jak się firmy komunikują z klientami. Zatem pewnie przełamujesz te stereotypy 😉 Czy zastanawiałaś się kiedyś nad kwestą tego w jaki sposób powinnaś się do ludzi (w sumie obcych) zwracać? O czym pisać?

R: Ok, to mi trochę wyjaśnia sprawę. Może oceniający blogi moje pisanie o piżamie w panterce kwalifikują do przełamywania stereotypów? To chyba jednak lepiej niż jako „brak profesjonalizmu” :)) Pod tym względem mamy chyba łatwiej niż duże korporacje, bo u nas, jak to w małej firmie, życie i praca przeplatają się ze sobą. Nie ma wyraźnego rozdzielenia – teraz jestem w pracy, a po 8 godzinach wychodzę i nie myślę o robocie do następnego dnia. Dlatego jak piszę o piżamie to jestem w pracy i zarazem w domu. Przynajmniej tak mi się wydaje.

odpowiadając bezpośrednio na pytanie – ja się nigdy nad tym nie zastanawiałam, że powinnam pisać do ludzi w jakiś specyficzny sposób. Mówiłam, że nie bardzo lubię pisać, a tym bardziej wymyślać jakiś scenariusz lub kreować scenerię. Piszę o życiu, a Rupieciarnia to też moje życie. Duża jego część. Tak jakby trzecie dziecko. A jak mi to dziecko nie dostarcza dużo tematów to piszę o pozostałych dzieciach albo o zupie. Albo o tym, że nie mam o czym pisać (trochę jak Nosowska w piosence „Teksański”- chcesz usłyszeć słowa to sam je sobie wymyśl)

BF: Czy Rupieciarnia ma konto na Facebooku? A jeśli nie/tak to dlaczego?

R: Konto na FB mamy – prowadzi je moja wspólniczka Kasia. Nie czuję się zupełnie kompetentna żeby odpowiadać na jakiekolwiek bardziej szczegółowe pytania w tej dziedzinie, bo nie mam nawet swojego prywatnego konta na FB i nigdy się na niego nie logowałam. W dzisiejszych czasach to chyba wstyd się przyznać 🙂 Dzięki Bogu jest Kaśka, która tam wszystkiego pilnuje i na bieżąco aktualizuje nasz profil wrzucając m.in. informacje o naszych warsztatach. Obie jesteśmy świadome tego, że obecnie nie istnieć na FB to tak, jakby nie być w sieci w ogóle.

rupieciarnia na facebooku

BF: Dlaczego w ogóle Rupieciarnia zaczęła pisać bloga?

R: Rupieciarnia zaczęła pisać bloga przez mojego męża, który od początku zarządzał naszą stroną internetową. On też zamieścił pierwszy wpis na 12 dni przed otwarciem sklepu. Nie wiem dlaczego to zrobił, ale skoro już zrobił, to nie miałam wyboru i musiałam to ciągnąć dalej. Nigdy nie myślałam, że w ogóle będę pisać bloga bo ja pisać nie bardzo lubię. Pamiętniki w życiu owszem miałam, nawet kilka, ale żaden za długo nie wytrzymał bo systematyczna zbyt to ja nie jestem. Teraz chyba trzyma mnie to, że wiem, że ktoś to czyta. A poza tym to siara by była skończyć pisanie po dwóch nagrodach.

BF: Czyli podsumujmy – blog powstał przypadkiem, Ty nie lubisz pisać, a jak piszesz to w piżamie wieczorem, nie wiesz co to widget i nie masz konta na Facebooku – niezły przepis na bloga firmowego 😉

A nie zżyłaś się już z prowadzeniem bloga? Czy jak wyjeżdżasz czasem, to nie brak Ci pisania? Nie czujesz „niepokoju”?

R: Aż sobie sprawdzę co to ten widget…

Czy się zżyłam? Hmm.. zwykle postrzegam pisanie jako mój obowiązek i to niełatwy choćby dlatego, że zabiera mi cenny czas na spanie. Gdy wyjeżdżam na wakacje nie brak mi ani pisania ani Rupieciarni w ogóle, bo muszę odetchnąć i wyczyścić głowę. Ale nie mówię, że się nie denerwuję co tam się dzieje – na blogu, na stronie i w sklepie. Gdy byłam na macierzyńskim, pisanie bloga przejęła moja wspólniczka Kasia. Ja miałam tylko cotygodniowy cykl „Opowieści laktacyjnych”. Ale nie powiem, że mnie nie kusiło, żeby wcisnąć tam więcej niż tylko te trzy grosze. Musiałam powtarzać sobie, że to blog firmowy, a nie prywatny, a ja mam obecnie małe pojęcie o tym, co się dzieje w firmie, więc musze odpuścić.

BF: Co daje Ci największą satysfakcję w pisaniu bloga, a co Cię dołuje (jeśli cokolwiek)?

R: Satysfakcję nie powiem, czasami odczuwam, gdy uda mi się stworzyć jakąś fajną notkę (w moim subiektywnym odczuciu). Fajną to znaczy (w zależności od sytuacji): elokwentną, zjadliwą, krótką, długą, dowcipną. Czasami tak mi „pióro” dobrze pracuje, że nawet jak teoretycznie nie mam o czym pisać to po 10 minutach na blogu jest piękny materiał. I tylko ja (przynajmniej w takim przekonaniu żyję) wiem, że nic ciekawszego nie było do napisania, a notka zrodziła się z nudów.

Dołuje mnie jak nikt nie odpowiada na te moje fajne notki. Ja taka zadowolona, że kilka słów zaczepnych napisałam, a tu z drugiej strony CISZA. Ostatnio właśnie mamy taki okres.

album rupieciarnia

foto: Rafał Fronczek

BF: Czy blog Rupieciarni ma jakiś stałych czytelników/komentujących? Czy „znacie się” już z osobami czytającymi bloga? Czy są to również klienci/klientki sklepu? A może to te same osoby?

R: Podobno czyta nas dużo osób. Podobno, bo komentuje kilka – stale może około 5-7. Część z tych stałych czytaczy to moja rodzina, która na bieżąco dowiaduje się z bloga co u mnie słychać (mam taki cykl „Opowieści laktacyjne” o moim nudnym macierzyństwie). A te komentujące to nasze klientki, które znamy bardzo dobrze również z częstych wizyt w sklepie.

BF: Jakie są Twoim zdaniem najważniejsze rzeczy przy tworzeniu bloga firmowego?

R: Powiedziałabym chyba o dwóch, które dla mnie są ważne. Po pierwsze regularność i częstotliwość wpisów. Nikt nie chce zaglądać na bloga, który uzupełniany jest raz na tydzień lub rzadziej. Przynajmniej ja bym nie chciała. Nawet jeśli jakiś blog mi się podoba, to od momentu gdy jego autor zaczyna mieć problem z regularnością – przestaję tam zaglądać. Dlatego staramy się, aby nasze wpisy były nie rzadziej niż jeden na dwa dni (z wyjątkiem weekendów – każdy ma prawo do odpoczynku).

Druga rzecz to pióro, dowcip, lekkość pisania – nie wiem jak to nazwać. Wiem, że czasami taką lekkość mam (to te momenty, gdy jestem z wpisu zadowolona, patrz poprzednie pytania) i chyba ludzie lubią czytać te myśli, które mam w głowie i przelewam na ekran.

BF: Czego Twoim zdaniem należy unikać pisząc blog firmowy?

R: Unikać nieregularności, ale to powtórka z poprzednim pytaniem. Wydaje mi się, że jednak trzeba też wyjść poza język suchych komunikatów. My też mogłybyśmy używać bloga wyłącznie do informowania o warsztatach i godzinach otwarcia, ale kto by wtedy chciał to czytać? Ja staram się również unikać moim zdaniem kompromitujących haseł w stylu „Jesteście tam?” lub „Proszę o komentarze” kierowanych do czytelników. Uważam, że trzeba ludzi inaczej zachęcić do interakcji. Treścią. Dobra jestem w teorii, bo w praktyce to mi w ogóle nie wychodzi. Mówiłam, że ostatnio mamy trudny okres.

BF:. Ok. Dzięki za rozmowę.

Reklamy

Nuts About Blogs: czyli jak robi się blogi za Oceanem

Posted on

i nie tylko. Od zawsze chyba zaglądam na bloga Southwest. To jeden z najlepszych blogów firmowych. Przez ostatnie kilka lat przechodził liczne transformacje związane zarówno z wyglądem, treścią jak i poziomem interakcji z użytkownikami.  Zresztą jakiś rok temu stworzyłem obok katalogu polskich blogów firmowych również katalog blogów zagranicznych (anglojęzycznych). Teraz, przy okazji kolejnej wizyty na blogu Southwest postanowiłem odświeżyć listę blogów zagranicznych oraz przedstawić kilka z nich (to w najbliższych wpisach). Mam nadzieję że te przykłady przyczynią się również do podniesienia poziomu blogów zgłaszanych do kolejnej edycji konkursu.

Jednym z ciekawych formatów wykorzystywanych przez Southwest jest „Live at 35” (35000 stóp). Poniżej dwa materiały z tych występów: Susan Justice – swoją drogą również blogerki (http://susanjusticemusic.com/) oraz Jon’a McLaughlin’a (wschodząca gwiazda pop-rocka). Które w niekonwencjonalny sposób urozmaiciły podóż pasażerom, a z drugiej pokazują w jaki sposób firma podchodzi do marki i kreuje „experience”. Jak widać blog jest jednym z elementów całej układanki social mediowej (wpisy na blogu Susan, relacje na YouTube i zapewne wpisy na Twitterze osób będących wtedy akurat na pokładzie samolotu, itd.).

Same relacje z występów na wysokości prawie 11 kilometrów przyciągną niewątpliwie więcej uwagi niż ich bezpośrednia publiczność. Budują też wśród innych klientów linii zainteresowanie tematem i „nutę” oczekiwania na nieoczekiwane (w sensie pozytywnym) zdarzenia na pokładzie rozbijające monotonię przelotów na długich trasach. W końcu, jest o czym opowiadać na rutynowe pytanie „jak lot?” 😉

Stało się: koniec zgłoszeń [aktualizacja 2]

Posted on Updated on

Czas na oceny jurorów. W czwartej edycji konkursu, tak jak poprzednio, blogi będą oceniać studenci Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego.

W sumie zgłoszono 103 blogi 112 blogów[aktualizacja]  (w tej edycji nie uwzględniam mikrologów – jest ich zbyt mało, poza tym uważam, że mikroblogi pełnią już inna rolę niż blogi, więcej o podziale social media tutaj: http://networkeddigital.com/2010/05/10/podzial-i-klasyfikacja-social-media/). To poziom podobny jak w ubiegłym roku (w tym roku nie uwzględniałem mikroblogów). Podwyższenie limitów w kategoriach (młody, dojrzały, profesjonalny) spowodowało, że zgłoszenia rozłożyły się bardziej równomiernie w kategoriach. W ubiegłorocznej edycji „grupą śmierci” była kategoria blogów profesjonalnych do której zgłoszono 70 blogów. W tym roku blogi profesjonalne stały się grupą bardziej elitarną i skupiają firmy które mają co najmniej 2 letnie doświadczenie w jego/ich prowadzeniu.

Poniżej lista zgłoszonych blogów według kategorii. Proszę o sprawdzenie przez autorów czy wszystkie dane się zgadzają (nazwa firmy, adres bloga, czas prowadzenia, wielkość firmy) – ewentualne korekty: w komentarzach. [aktualizacja] uwzględniłem wszystkie zgłoszone uwagi i poprawki – zaznaczone w tabelkach kolorem szarym].

  • Wyniki konkursu postaram się ogłosić przed świętami.
  • Już teraz zapraszam na seminarium poświęcone konkursowi (rozdanie nagród, spotkanie blogerów, prezentacja najlepszych blogów, wieczorna intergracja 😉 które odbędzie się w trzecim tygodniu stycznia we Wrocławiu w auli Instytutu.
  • Na przełomie roku będę również realizował trzecia falę badania polskich blogów firmowych. Możecie zatem spodziewać się maili w tym temacie. Wyniki jak zwykle udostępnię na blogu oraz mam nadzieję zaprezentuję na seminarium.
  • W tym roku inaczej również podszedłem do recenzji blogów: po ogłoszeniu wyników zrecenzowani zostaną zwycięzcy (promowanie dobrych praktyk);

4th edition – zgłoszenia do konkursu „Najlepszy polski blog firmowy roku 2011”

Posted on

No i stało się. Rusza 4ta edycja konkursu. Po raz czwarty wybierzemy najlepsze polskie blogi firmowe (a tych coraz więcej – co cieszy).

W komentarzach do tego wpisu możecie zgłaszać swoje blogi (podawajcie przy zgłoszeniach wielkość firmy (mała, średnia, duża – opis poniżej).

Harmonogram konkursu będzie mniej więcej taki (o szczegółach i datach napiszę później):

  • październik – grudzień przyjmowanie zgłoszeń;
  • połowa grudnia – weryfikacja zgłoszeń, oceny;
  • 1 połowa stycznia – wyłonienie zwycięzców, seminarium z wręczeniem nagród i dzieleniem się doświadczeniem z prowadzania bloga (+ nieodzowna wieczorna część integracyjno-merytoryczna);

Co do kategorii blogów.

Biorąc pod uwagę doświadczenia lat ubiegłych doszedłem do wniosku, że trzeba przemodelować podział kategorii. Blogi „starzeją się” i w kategorii blogów profesjonalnych jest najwięcej zgłoszeń, co stwarza problemy z nagrodzeniem wszystkich dobrych blogów. Z drugiej strony ciężko jest małym firmom (zasoby) konkurować z dużymi (korporacje) w pisaniu bloga. Te duże dysponują nie tylko większymi możliwościami (co nie zawsze przekłada się oczywiście na sukces bloga) ale i zwyczajnie większą ilością autorów.

Dlatego w czwartej edycji zwiększona zostanie skala czasowa oraz kategorie zostaną rozszerzone o kryterium wielkości firmy (mierzonej ilością pracowników). Powstanie kategoryzacja macierzowa (dzięki temu w dalszym ciągu będzie możliwe konkurowanie małych firm z dużymi), według schematu jak poniżej:

Zapraszam do zgłaszania blogów 😉

elpiano.pl klasycznie i elektrycznie [recenzja]

Posted on Updated on

Pianino akustyczne, pianino cyfrowe czy keyboard? To pytania na które z pewnością znajdziemy odpowiedź na portalu http://www.elpiano.pl. Jeśli chodzi o kształt samego bloga, bo to na nim skupimy się najbardziej, jest on bardzo przejrzysty i ciekawy. Może to moje niewielkie doświadczenie z muzyką sprawiło, że ta forma bloga do mnie przemawia. Autorka prezentuje nam zalety wyboru cyfrowego pianina, ale jednocześnie nie odradza w sposób jednoznaczny instrumentów o podobnym brzmieniu, ale zachęca poprzez opowiadanie o nim. Najbardziej wzruszyły mnie występy małych muzykantów którzy wzięli udział w konkursie zorganizowanym na blogu z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. Oprócz kolęd wykonali utwory klasyczne takie jak Menuet J.S Bacha, jest to jeden ze standardowych utworów muzycznych wykonywanych na początku nauki gry na pianinie, choć dla dziecka wcale nie taki łatwy. Uważam, że dzięki takiemu przedstawieniu gry na pianinie zachęci ona zarówno pasjonatów jak i laików, rodziców, którzy z chęcią zainteresują się choćby ze względu na swoje małe dzieci.

Blog elpiano.pl to na pewno coś oryginalnego wśród innych tematycznych blogów. Wyróżnia się choćby tym, że trudniej jest przedstawić atuty gry na pianinie i zachęcić do nauki poprzez Internet. Dzięki użyciu skrótów youtube.com w formie filmików autorka przyciąga uwagę potencjalnego Internauty który oprócz walorów merytorycznych w tle może posłuchać pięknej muzyki i dowiedzieć się szczegółowych informacji o cyfrowych pianinach, ale i nie tylko.

elpiano blog

Serwis elpiano.pl jest również obecny na facebook`u gdzie został umieszczony w 2009r. Pisząc o blogu elpiano.pl, nie możemy zapomnieć o sklepie internetowym o tej samej nazwie, którego założycielką jest pani Małgorzata Michałowska. Pomysłodawczyni jest świetnym przykładem na to, że poprzez realizacje własnej pasji prowadzi się nie tylko dobry interes, ale i można pomóc sobie i klientom. Choć na podstawie wywiadów widać że jest osoba skromną, łatwo zauważyć iż posiada ona w sobie determinację w działaniu, którego następstwem jest nieustanny rozwój sklepu i bloga. Filmiki umieszczane na blogu autorstwa pani Małgorzaty są świetnym przykładem poszerzania swoich zainteresowań dla wtajemniczonych w branży jak i elementem porady dla przyszłych klientów.

Potencjalny klient cyfrowego pianina z pewnością znajdzie tu coś dla siebie. Na wspomnianych wyżej filmikach występują również goście, którzy aby przybliżyć oglądającemu charakter cyfrowego pianina wykonują utwory z różnych epok.

Wśród konkurencji możemy znaleźć takie sklepy internetowe jak:

Wymienione powyżej są konkurencją dla elpiano.pl, ale przede wszystkim pod kątem szerokiego wyboru asortymentu, długiej historii marki na rynku jak i dotarcia do klientów bardziej komercyjnych. Natomiast elpiano.pl oferuje klientowi bardziej indywidualne podejście, wręcz rodzinna atmosferę z zakresu doradztwa jak i fizycznego kontaktu z przedstawionym instrumentem. Blog w rozumieniu prowadzenia działalności gospodarczej jest doskonałym narzędziem promocji, kreowania pozytywnego wizerunku firmy.

Moim zdaniem osoba pani Małgorzaty Michałowskiej skupia w sobie wszystkie przedstawione powyżej pozytywne aspekty serwisu jak i bloga elpiano.pl i cieszy mnie to, że pomimo licznej i z pozoru mocnej finansowo konkurencji, potrafi z duszą prowadzić swoją działalność.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

Festiwal zdjęć, czyli kilka słów o blogu DeeZee [recenzja]

Posted on Updated on

DeeZee to działający od 2005 roku sklep internetowy z damskim obuwiem. Obecnie oprócz sprzedaży internetowej prowadzi lub współpracuje z kilkoma butikami w Polsce (zazwyczaj w mniejszych miastach). Klientkami sklepu są głównie nastolatki i młode kobiety które chcą wyglądać modnie nie przepłacając. Ciekawe wzornictwo, kolorystyka i niska cena zadecydowały o sukcesie DeeZee.

Poruszanie się po stronie internetowej firmy jest intuicyjne. Szybko i łatwo znaleźć produkt, który nas interesuje. Firma wzięła pod uwagę wiek i zainteresowania najliczniejszej grupy swoich klientek, ponieważ oprócz zakupów możemy dowiedzieć się co jest teraz modne („Stylistka proponuje”) oraz zobaczyć jakie buty lubią i noszą gwiazdy telewizji, filmu i muzyki (a przy okazji sprawdzić czy są one w ofercie sklepu). Przyznam, że po obejrzeniu strony miałam już pewne oczekiwania co do bloga. Liczyłam na coś kreatywnego, kolorowego i świeżego. Jakież było moje rozczarowanie po przeczytaniu tego co znalazłam na www.blog.deezee.pl. Ale po kolei.

Pierwsze wrażenie (okazuje się, że bywa ono czasem mylne) jest pozytywne. Blog graficznie współgra ze stroną (pojawiają się te same elementy – czcionka, logo, hasło w nagłówkach) i informuje o czym możemy na nim przeczytać. Kobiece elementy, kolorystyka i hasło „We love fashion” obiecują podróż do magicznego (dla kobiet szczególnie) świata butów i mody. Podział na kategorie tematyczne gwarantuje sprawne znalezienie tego czego chcemy, a wyodrębnione po lewej stronie linki współpracujących i zaprzyjaźnionych ze sklepem firm pozwalają szybko przenieść się na inną (ale podobna tematycznie) stronę internetową. Niestety, zagłębiając się  w treść bloga entuzjazm i poziom pozytywnych wrażeń maleje.

deezee blog

Pismo kobiece + celebryta = post

Trudno mówić o regularności postów. Pojawiają się one co 3- 5 dni (poza ostatnimi dwoma tygodniami, kiedy są codziennie). Za to DeeZee ich nieregularność rekompensuje ilością. Dziennie firma potrafi napisać nawet cztery! W tym momencie warto przyjrzeć się jakości postów, bo słowo napisać jest trochę nie na miejscu… Prawie każdy wpis składa się z jednego, dwóch zdań i kilku dużych fotografii. Są to najczęściej zdjęcia celebrytów (przede wszystkim tych zza oceanu) lub przeskanowane sesje fotograficzne z kolorowych czasopism (Glamour, Hot, Poradnik Domowy, itp.). Tematyka postów to przede wszystkim reklama butów DeeZee i styl gwiazd. Zdania: „W ostatnim numerze …(tytuł gazety) w sesji wykorzystano botki DeeZee” lub „ (nazwisko gwiazdy) pokazała się w balerinach, które już dziś możesz kupić w sklepie DeeZee” stanowią ok. 90% bloga. Pozostałe 10% to relacje (ubogie językowo) z pokazów mody lub targów, kilka konkursów i informacje handlowe. Przeglądając  którąś z kolei stronę, gdzie poza tego typu zdaniami i ogromną ilością zdjęć nie znalazłam nic ciekawego przestał dziwić mnie fakt, że na blogu nie ma żadnych komentarzy. Mało tego, monotonia i nuda bijące z wpisów sprawiły, iż zamiast skupić się na przeglądaniu postów zaczęłam czytać przedruki gazet (tam przynajmniej był jakiś tekst).

Kto mówi?

Blog ma niespersonalizowany charakter, co jest jego kolejną wadą. Autor jest anonimowy. Tego, że jest to kobieta można domyśleć się jedynie po końcówkach czasowników. Fakt, że strona główna bloga przypomina wyglądem kobiece biurko (ślady kubków po kawie, przypięta spinaczem karteczka) od razu nasuwa czytelnikowi wyobrażenie młodej, inteligentnej, pełnej pomysłów autorki, która ma ciekawe spojrzenie na modę i która mogłaby być w pewnym sensie doradcą i koleżanką. Taka osoba byłaby wiarygodna, „prawdziwa” i budziła by zaufanie. I chociaż autorka bloga DeeZee mówi językiem swoich czytelników, ma podobne zainteresowania (które „opisuje” je głównie zdjęciami) poprzez posty nie nawiązuje kontaktu z czytelnikiem. Zresztą, nie wiadomo nawet czy udaje młodą dziewczyna czy naprawdę nią jest i czy jest jedna czy kilka autorek.

Jest nadzieja!

Przez ostatnie dwa tygodnie na blogu widać jednak pozytywne zmiany. Posty pojawiają się codziennie i co najważniejsze nie są to już tylko zdjęcia i przedruki. Każdy wpis opatrzony jest komentarzem autora, który pisze o ciekawych portalach internetowych, zachęca do modowych eksperymentów, albo ocenia to co modne. Może nawet teraz blog DeeZee wytrawnego czytelnika blogów modowych nie zachwyci. Jednak w porównaniu z tym co autorka zamieszczała na nim wcześniej można zauważyć ogromną różnicę.

Podsumowując, uważam że dla DeeZee blog jest dużą szansą. Młode klientki szukają swojego stylu, lubią czytać o gwiazdach i je naśladować. Sprawnie poruszają się w internetowym świecie mody, w którym szukają nie tylko gotowych rozwiązań, ale też inspiracji. Stwarzając blog o takiej tematyce widać, że firma po części rozumie potrzeby i zainteresowania konsumentów. W tym przypadku nie zawiódł jednak sam pomysł, ale jego wykonanie. Nudne posty, brak kreatywności i zaangażowania zarówno ze strony autorów jak i czytelników sprawiły, że lektura bloga DeeZee nie należy do najciekawszych. Pocieszający jest jednak fakt, że firma powoli zaczyna dostrzegać swoje błędy i zmienia się. Na koniec, wypada tylko życzyć dalszego rozwoju.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]

…Na głowie kwietny ma wianek… [recenzja]

Posted on Updated on

Czym różni się truckerka od baseballówki, a fidelka od kadetki? Czy fedora to kapelusz czy kapelusik? Czy Gunner to nazwa czapki czy nazwisko jej nosiciela? W którym miejscu zmierzyć obwód głowy? Czy lepsze są te z guziczkiem czy z siateczką? Czy prosty daszek to jeszcze moda czy już lamerstwo? Czy z wchodzeniem w czapce do klubów jest nadal czapa?”

Z czystym sumieniem można by śmiało zapytać: co poeta miał na myśli…? Tak naprawdę wszystko dzieje się nie w głowie ale na niej. Marka Goorin Brothers specjalizuje się w produkcji czapek i kapeluszy od 1895 roku. Nakrycia głowy nigdy nie były produkowane na masowa skalę, zdobywając miano marki ekskluzywnej. Każdy projekt miał być unikalny, tworzony tylko w limitowanej serii, lub na specjalne życzenie tworzony dla zamawiającego klienta. Dopiero dziś w dobie wielkich galerii handlowych i sklepów internetowych, Goorin zamówić lub przymierzyć może szersze grono klientów. Samych salonów na terenie Polski jak do tej pory jest tylko 4.

Czapka na zimę, kapelusz słomkowy na lato, baseballówka na każdy dzień. Nie wiadomo skąd, ale wziął sie pomysł na pisanie bloga o czapkach. Na swojej stronie nie podają wielu informacji o nowych produktach, większość natomiast opisana jest tu: na glowawgoorin.pl Od 2009 roku regularnie ok 2-3 razy w miesiącu pojawiają się nowe wpisy na stronie-blogu. Nie są to tylko informacje o nowych kolekcjach. Wiele notek dotyczy promocji, wyprzedaży, przecen, wietrzeń magazynów- czyli generalnie sprzedaży po dużo niższej niż normalnie cenie. A trzeba przyznać, że ceny nie są zbyt niskie, gdyż najzwyklejsze czapki zaczynają się od 150 zł. Ale po co to wszystko? I tak trzeba się do sklepu idąc i przymierzyć. Wielokrotnie pojawiają się zdjęcia tylko zdobień, małych elementów czapek, czy ubrań, które powodują, że aż chce się zobaczyć całość. Na blogu zamieszcza filmiki z youtuba, na których styliści, (lub po prostu pracownicy sklepów) radzą jak sie dobrze ubrać korzystając z propozycji marki. Dość interesującym elementem są też relacje z wydarzeń, np otwarcie jakiejś galerii handlowej, gdzie na pierwszym miejscu nie jest podana informacja o naszej firmie, ale zostaje ona przekazana na równi z wiadomościami o otwarciu innych sklepów w tym miejscu, za czym idzie fotorelacja.  Wydaje się być to bardzo wyważone. Nie do końca jednak blog wygląda jak blog, z boku znajdują się typowe narzędzia dla stron www, jak: FAQ, galerie uzytkowników, prezentacja ekipy itp. Forma troszeczkę się zaciera.

goorin blog

Firma Goodrin jest częścią koncernu Unique, w którego skład wchodzą również: Bench, Mint, G-Star, Superdry, Vestal i Pepe Jeans. Na blogu są one promowane nie mniej niż marka tytułowa. Tak naprawdę, to na wyłączność , ten exclusive dla marki Goodrin, została tylko nazwa. Otwiera się na swoich młodych klientów i wychodzi poza ramy sprzedaży salonowo internetowej. Promuje wiele imprez, ale bardzie offowych, tak jak sama firma, np: absurdalia czy festiwal off plus Camera. Unika masowych imprez, starannie dobierając sobie partnerów w świecie muzyki czy filmu. Nie jest jednak aż tak bardzo niszowy jakby się miało zdawać, idzie za trendem pisania laurek i umieszcza na stronie kartki świąteczne i zyczenia.

Jedyną, ot nietypową rzeczą, która przykuła moją uwagę na dłużej, z jaką się tu spotkałam była postać mr. Uniqualnego, kartonowego ludzika ubranego ( a raczej namalowanego) w ciuchy z grupy Unique, z czapką Goodrin i zegarkiem Vistal – do wycięcia, złożenia i postawienia na biurku. Jak dla mnie pomysł nietypowy, świeży – a co za tym idzie, zjadliwy J

Blog jest w jasnych barwach, pisany czytelnym młodzieżowym językiem. Wszystko składa się w dość zwięzłą całość ale… no niestety nie porywa, nie ma na czym zawiesić oka na dłużej. Zakładka „konkursy”, która wg mnie mogłaby się okazać hitem, (bo, który student nie chciałby wygrać czapki albo kurtki na zimę) jest prawie niewidoczna. Zastanawiam się czy jest w ogóle sens prowadzenie tego typu bloga firmowego, przecież po promocje idzie się do sklepu, obejrzeć na żywo, a nie na obrazku, wszelkie te informacje równie dobrze, mogłyby zaistnieć na stronie głównej producenta jako aktualności. Podsumowując: ciekawy jako lektura jednorazowa. Można zajrzeć tu przypadkiem, ale prawdopodobnie już nigdy się tu nie wróci.

[Niniejsza recenzja jest częścią projektu „Blog jako narzędzie PR”. Recenzje i wywiady blogów mają służyć wymianie wiedzy i dyskusji na temat zastosowania blogów przez profesjonalistów PR w Polsce.]